poniedziałek, 26 stycznia 2009

nad chmurami

Wysoko w górach jest kryształowe powietrze.
Kiedy mi to mówiono, zawsze uśmiechałam się leciutko, bez przekonania. Bo czemuż miało by się aż tak różnić od tego na nizinach?
Od tego w mieście - owszem. Miejskie jest ciężkie od spalin i obecności ludzi. Jest gęste. I śmierdzi.
Lecz wystarczy las - głęboki, duży, sosnowy - i już pachnie tylko żywicą, mokrymi trawami, kłującym jałowcem i macierzanką porastającą nagrzany słońcem piasek. Zdawało mi się, że powietrze w górach nie może być dużo inne - pachnie może świerkiem zamiast sosną, ale to już drobna różnica, bez znaczenia.


Potem byłam w górach.
Wysoko.
Nad chmurami.
I powietrze było z kryształów.


sobota, 24 stycznia 2009

bilans

Dłonie obolałe od wygładzania papieru.

Złożone 450 rysunków. Dużych. A0 i A1.
Rozcięty głęboko kciuk, tuż przy paznokciu. Nożyk okazał się ostry jak skalpel.
Kłąb białych pasków papieru - smutne, pokarnawałowe serpentyny - zaściela podłogę. piętrzy się pod stołem, zaczepia przechodzące koty.
Oto bilans ostatnich trzech dni...