czwartek, 26 marca 2009

Spotek

Spot.
Największy pieszczoch w galaktyce. Kot, który bez żadnych skrupułów egzekwuje swoje prawo do bycia głaskanym, pieszczonym i rozpuszczanym.
Najmłodszy w stadzie. Znaleziony w krzakach w wieku siedmiu tygodni, kiedy futerko wydawało się być całe cętkowane, a ogonek przypominał doczepiony trójkącik - u nasady dwa centymetry, długość niecałe pięć.
Kot, którego paski na ogonie zazębiają się o siebie jak w zamku błyskawicznym. Kot, który nigdy nie drapie mając niewyczerpane wręcz pokłady cierpliwości. Dla ludzi. Tylko dla ludzi. Bo ten sam kot potrafi z dziką zajadłością ganiać Hakera po schodach góra-dół, z rykiem, na skróty, z mordem w oczach i kawałkami futra zwisającymi z mordki. Pogryzł nam ramy na kilku oknach tylko dlatego, że z drugiej strony siedział inny kot. Najczęściej Haker.
Śpioch, żarłok, leniwiec, długonogi arystokrata. Gadatliwy, ale nie do przesady, za to do przesady skrupulatny w obdarzaniu ludzi swoimi względami - zdarzały się dni, kiedy przez kilka godzin wędrował od jednej osoby do drugiej by zdrzemnąć się pięć minut na kolanach każdego z nas. Sypiający z osobami goszczącymi u nas w domu, spychający ich z poduszek czy też grzejący nogi - bezbłędnie wyczuwa na co z kim może sobie pozwolić, by nie wylądować na podłodze i by rano nie było na niego skarg.



Spot alias Spotek, Spotik, Mały, Mordeczka, Mruczajek

środa, 18 marca 2009

Italia na talerzu



"Too-tiki dalej szła w stronę doliny. Po drodze spotkała wiewiórkę z pięknym ogonem.

- Wieczorem siedź w domu, bo nadchodzi wielki mróz - ostrzegała ją.

- Dobrze, dobrze - odpowiedziała wiewiórka. - Czy nie widziałaś przypadkiem szyszki, którą gdzieś tu schowałam?

- Nie - odrzekła Too-tiki. - Ale obiecaj, że nie zapomnisz, co ci powiedziałam. Siedź w domu, kiedy zmierzch zapadnie. To ważne.

Wiewiórka z roztargnieniem kiwnęła głową."

Tove Jansson "Zima Muminków"


Szybkie danie. Bardzo szybkie. Przygotowanie sosu trwa tyle, co gotowanie makaronu - 6 minut. A sami popatrzcie na efekt - ciemna zieleń szpinaku, czerwień suszonych pomidorów i biel śmietany - barwy Italii. Nigdy nie byłam we Włoszech (jeszcze), ale to danie pasuje mi do nich chociażby kolorami.




składniki:
/proporcje na danie dla 1 osoby/


makaron tagliatelle (wstążki)
duża garść świeżych listków szpinaku
3 połówki suszonych pomidorów
4 łyzki słodkiej śmietanki
1 łyżeczka masła
1 łyżka oliwy
sól i pieprz do smaku




W garnku gotujemy osoloną wodę na makaron.
Suszone pomidory - o ile nie są w zalewie z oliwy, a moje nie były - zalewamy na 2 minut wrzątkiem aby namokły.
Wrzucamy makaron na gotującą się wodę.
Na patelni rozgrzewamy łyżeczkę masła z łyżką oliwy, wrzucamy na nią umyty i osuszony szpinak i przykrywamy pokrywką.
Teraz wyciągamy pomidory z wody, osuszamy i kroimy na kawałki.
Dodajemy do szpinaku, którego po kilku minutach powinno być zdecydowanie mniej. Mieszamy.
Zdejmujemy z ognia, dodajemy śmietanę, pieprz i sól (ostrożnie, jesli pomidory były solone) - mieszamy.
Gotowy makaron odcedzamy, wykładamy na talerz, a na niego zawartość patelni.

Smacznego :)

ps. myślę, że latem można zamienić suszone pomidory na świeże - potrawa stanie się lżejsza.

środa, 4 marca 2009

Wąsiasty

- Mruu... dzień dobry, wstajesz? Mruu... wstań już i najpierw mnie pogłaszcz. Widziałaś? Śnieg spadł, a mały znów w nocy zjadł wszystko z miski. Mrruu... Znów idziesz do łazienki? To zastanawiające jak lubisz się moczyć...
- Mruu... gotowa? Co? Mam zejść z kapy? No dobrze, ale nie rozumiem po co znów ją rozkładasz na łóżku, skoro wieczorem i tak ją zdejmiesz.
- Mruu... gotowa nareszcie? Możemy schodzić? Ja przodem...
-Mruu... widzisz, jak zgrabnie idę po barierce? Tylko ja tak potrafię, reszta nie ma tego zmysłu równowagi co ja. Jestem wyjątkowy... mruu... prawda?


Co rano Haker rozmawia ze mną. Rytuał budzenia się i wędrówki do kuchni jest niezmienny.
W ciągu dnia przychodzi do mnie ze swoimi zabawkami - uwielbia bawić się małymi drucikami, rozgiętymi spinaczami, najmniejszymi z klocków lego, które potem skrupulatnie wkłada do miski pomiędzy chrupki kociej karmy. Następne pół godziny rzucam mu drucik po pokoju, a on biega za nim, podrzuca, próbuje rozgiąć i wyprostować a na końcu przynosi i kładzie przedemną, by znów mu rzucić. Aportujący kot.
Beztlenowiec ucinający sobie drzemki pod warstwami kołder i koców.
Bezlitosny morderca znoszący do ogrodu ptaki, myszy i jaszczórcze ogony.
Kot obdarzony najdłuższymi wąsami jakie widziałam.

Haker alias Hakerstwo, Wąsiasty, Beztlenowiec, Boidełko

poniedziałek, 2 marca 2009

krzyżykowe roszady

"Too Lazy" - Needle&Art
Kot Charles'a Wysockiego "Too Lazy" został odłożony na bok - zdążyłam zrobić gdzieś 3/4. Będzie świetny, robi się go łatwo, ale niestety musi narazie ustąpić pilniejszej robótce.






"Mother" - Sew and So

Teraz muszę się zająć haftem dla mamy, bo chcę zdążyć na Dzień Matki, a nie wiem ile zajmie mi on czasu. Niby jest mały, ale dość skomplikowany. Moja mama bardzo lubi filiżanki i róże, myślę, że obrazek będzie się jej podobał.

Cały ranek sortowałam nici, teraz zostało mi tylko stworzeie odpowiednich mieszanek nitek na każdy kolor - w schemacie niemal wszystkie krzyżyki są z mieszanych nitek. Najładniejsze są złote, metaliczne, świecące - chyba mam coś ze sroki jednak ;)

Jak skończę robótkę to się nie omieszkam pochwalić.

złośliwości rzeczy martwych

Dziś od rana wojuję z moim blogiem (i nie tylko z moim). Po pierwsze, mój blog nie chce trzymać stawień i mimo, że zaznaczyłam pokazywanie wpisów z ostatnich 7 dni z uporem twierdzi, że nie ma nic do pokazania, bo przecież zaczął się marzec a w marcu jeszcze nic nie napisałam. No to teraz będzie miał.

Drugą wojnę prowadzę z zarejestrowaniem się na Gazeta.pl. Okazało się to konieczne, jeśli chcę komentować blogi umieszczone na Bloxie. Z interesujących mnie blogów mogę umieszczać jako gość, komentarze tylko u Dorotus z Moje Wypieki .
Wszystkie inne blogi wymagają przy komentowaniu zalogowania do Blox'a. Próbowałam to zrobić, ale ani nie dostaję potwierdzającego rejestrację maila, ani nie mogę się logować. Koszmar. A akurat bardzo mi zależy na napisaniu komentarza do super ciekawego wpisu o Babilonie na blogu maga-mary Tygiel.
Szkoda.