piątek, 28 sierpnia 2009

śliwkowo

Kruche ciasto ze śliwkami

Przepis na kruche ciasto mam od swojej mamy, ona dostała go od znajomej wieki temu. Sprawdza się z każdymi owocami (w oryginale był z jabłkami).
Tutaj wersja ze śliwkami i orzechami laskowymi.




składniki:
1/2 szklanki cukru (użyłam trzcinowego)
1 cukier waniliowy
1/2 kostki masła
1 całe jajko
2 żółtka
2 łyżki kwaśnej śmietany
2 szklanki mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia

do obłożenia:
70 dkg śliwek
3-4 łyżki mielonych orzechów laskowych

wykonanie:
Posiekać mąkę, proszek do pieczenia i cukier waniliowy z masłem. Dodać roztrzepane jajko, żółtka i śmietanę. Zagnieść dość szybko ciasto, uformować kulę i wstawic do lodówki na minimum 2 godziny, a najlepiej na noc.

Połowę ciasta rozwałkować i wyłożyć nim dno formy (u mnie tortownica 26 cm). Z brzegu uformować wałeczek. Ciasto w formie posypać mielonymi orzechami i ułożyć na nim połówki śliwek pozbawione pestek.
Pozostałą część ciasta rozwałkować i ułożyć na śliwkach w formie paseczków lub kształtów wyciętych foremka do ciastek (u mnie kwiatuszki)

Wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 stopni i piec około 30 minut.
Po wyjęciu, ciepłe, posypać cukrem pudrem.

Smacznego :)

wtorek, 25 sierpnia 2009

kocanki



Żółte kocanki.
Suchutkie kwiatki wyzłocone promieniami słońca.
Mają srebrne łodyżki i długie, pokryte siwym meszkiem, listki.
Nie potrzebują wody, ani cienia, ani też żyznej ziemi - rosną na piachach, na suchych łąkach, na skrajach sosnowych lasów.
Kochają słońce tak, że czasem aż rudzieją od niego przebarwiając w pyszny pomarańcz.

Bardzo lubię kocanki...

czwartek, 20 sierpnia 2009

"Z tyłu był stuknięty, bo mnie nie puknął, a z przodu puknięty, bo go stuknęłam.." 

Czy pech też chodzi parami?
Bo mówią, że nieszczęścia, owszem.
Ale pech? Taki zwyczajny, niezbyt groźny, ale dokuczliwy?
Bo jak, jak nie pechem, nazwać uszkodzenie w przeciągu dwóch dni dwóch zderzaków? Wczoraj ja stuknęłam, a dziś mnie stuknęli.
Pech...

wtorek, 18 sierpnia 2009

wtorkowy dzień




Wielka burza nocą, ulewa i niebo jasne od piorunów.
Rano - mokry ogród i wierzba wysmagana deszczem.
Mokre futerko kotów wracających z porannej przechadzki.
Zmywanie po śniadaniu.
Planowanie obiadu dla jutrzejszych gości.
Poranna kawa wspierana drugą kawą.
Późnoletni dzień, zmyty deszczem i prześwietlony słońcem.

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

wymiankowa wysyłka

Skończone, zapakowane i wysłane :)

Wymiankowa praca z Praire Shooler pojechała do adresatki.
Bardzo jestem zadowolona, że zdecydowałam się na udział w tej "wymiance" - to świetna zabawa, poznałam nowe wzory i poszerzyłam "horyzonty krzyżykowe". A fakt, że to co robię jest "dla kogoś" tylko pomnożył przyjemność.

Tak się spieszyłam pakując, że nie zdążyłam (czytaj: zapomniałam) zrobić zdjęcia. Cóż... zdaża się najlepszym ;P

wtorek, 11 sierpnia 2009

pierwszy chleb

Upiekłam chleb!
I jest pyszny "i nie-bułkowy" - dokładnie taki, jak go opisała Liska z blogu White Plate .

Mając małe doświadczenie w pieczeniu chleba trzymałam się niewolniczo przepisu Liski na Łatwy chleb pszenno-żytni. Jedyna co zmieniłam to to, że na początek piekłam jeden bochenek, a nie dwa, więc wszystkie składniki podzieliłam precyzyjnie na pół.
Jest faktycznie łatwy do wykonania, jedyne, czego potrzebuje to czas - rósł tyle co w przepisie, nie chciał szybciej. Poza tym jest niekłopotliwy.
Jestem z niego bardzo dumna, z tego, że się udał i że urósł, i że ma smak chleba.

Jak go zjemy (pewnie dziś na kolację) zacznę robić go od nowa, tym razem już z całego przepisu, na dwa bochenki.
A później zabiorę się za testowanie następnych przepisów...

niedziela, 9 sierpnia 2009

fotograficznie

Przywiozłam wczoraj do domu trochę zdjęć i dziecko z kanikuły. Dziecko jak dziecko, ale zdjęcia wyszły faaajne.



Aleje starych drzew z tajemnicami skrytymi za zakrętem

~~~~~


Brda z czystą wodą, brązowo-miodowym dnem i wstęgami jasnozielonych wodorostów

~~~~~


Sosnowe lasy, suche, pachnące żywicą, z żółtymi trawami i krzewinkami borówek

~~~~~

Warto było wstać o piątej :)

sobota, 8 sierpnia 2009

poranek

Dochodzi 6 rano.
Kończę kawę i zaraz jadę na Kaszuby.
Może złapię parę dobrych fotek z ciekawym, niskim światłem? Prawdę mówiąc właśnie na to liczyłam wstając po piątej.
Świat wygląda inaczej o tak wczesnej porze - podoba mi się.

czwartek, 6 sierpnia 2009

ogrodowa dżungla

W tym roku mój ogród jest jak dżungla. Dzięki deszczom rośliny rosną jak oszalałe, pchają się na siebie, zagłuszają, przeciskają się między sobą. Kładą się na ścieżkę, zagradzają pędami furtkę, zaczepiają przechodniów.
Między bylinami najbardziej wytrwałe chwasty, rosnące szybko, kwitnące na potęgę i rozsiewające masę nasion. Wszystko rośnie tak, jakby miało to być ostatnie lato na Ziemi.

środa, 5 sierpnia 2009

dżem morelowy z wanilią

Będąc dzieckiem nie lubiłam moreli. Uważałam, że są "mączne" w smaku i włochate. Z czasem zmieniłam zdanie i teraz szukam na targu tych pomarańczowo-czerwonych, matowych owoców. Fascynuje mnie ich kwaskowatość i leciutka goryczka pochodząca od skórki. Lubię je też za to, że odchodzą od pestki i są "suche" po przełamaniu oraz za dżem o słonecznej, smakowitej barwie i słodyczy podbitej goryczką.
Kupiłam wczoraj dwa kilo moreli i zrobiłam dżem.

Dżem morelowy z wanilią


składniki:

2 kg moreli
60 dkg cukru
1 laska wanilii

wykonanie:

Owoce umyłam, wypestkowałam krojąc na ćwiartki, zasypałam w garnku cukrem. Odstawiłam na kilka godzin. Jak cukier się rozpuścił a morele puściły sok postawiłam na ogień i zagotowałam. Potem gotowałam około pół godziny na małym ogniu szumując w miarę potrzeby. Mieszałam całość co jakiś czas - miał to być dżem, nie konfitury, więc nie przeszkadzało mi, że część owoców rozpadanie się od tego mieszania. Po pół godzinie zestawiłam z ognia i zostawiłam w spokoju do następnego dnia.
Na drugi dzień znów zagotowałam i smażyłam koło pół godziny, mieszając często, bo całość miała tendencje do przywierania. W czasie tej pół godziny rozkroiłam laskę wanilii, wyskrobałam żiarenka i wrzuciłam je do dżemu. Resztę wanilii też wrzuciłam, by oddała swoją część zapachu mieszaninie.
Zrobiłam próbę konsystencji - łyżeczka dżemu na talerzyk, talerzyk do zamrażarki na 2 minuty (lub do lodówki na 5 min.) . Jeśli po wyjęciu dżem jest gęsty to można już skończyć smażenie - jeśli nie to należy jeszcze trochę posmażyć. Na koniec wyjełam wygotowane laski wanilii.
Dżem nałożyłam do wyparzonych słoiczków i po zakręceniu postawiłam dogóry dnem by wystygły.

Trochę się nie zmieściło, więc mogę się delektować nim nie czekając pochmurnych i słotnych dni.


ps. śliwki na zdjęciu zostały użyte w celach czysto dekoracyjnych i nie mają żadnego związku z powstałym dżemem ;)