piątek, 23 lipca 2010

Z dziennika podróży - Toskania, część 2

dzień czwarty – niedziela.

Obudziłam się przed siódmą rano. W pokoju było chłodno, bo na noc zostawiliśmy otwarte okno zamykając zewnętrzne, ażurowe okiennice.
Wyszłam na spacer, było cicho, cykady hałasujące zawzięcie wieczorem, przycichły trochę odsypiając nocny koncert. Obeszłam kamienną wieżę i usiadłam na murku przy kwaterze lawendowej. Między kwiatami panował ruch i brzęczenie. Było ciepło, ale nie upalnie, kwiaty pachniały, a dolina była zasnuta lekką mgiełką.


Na śniadanie, jedzone na dworze w cieniu olbrzymiej magnolii, mieliśmy crossanty zamówione poprzedniego dnia w recepcji. Maczaliśmy je w kawie – faktycznie, jedzone w ten sposób są chyba jeszcze pyszniejsze niż na sucho.
Po śniadaniu pojechaliśmy na rekonesans. Wyjechałam z faktorii tą samą krętą i stroma droga, chociaż poprzedniego dnia odgrażałam się, że zjadę nią dopiero za tydzień, wyjeżdżając do domu. Nie było tak źle. Co prawda nie dało się jechać szybciej niż 60km/h i na wyższym biegu niż trójka, ale to jakoś wcale i nie przeszkadzało. Trzeba to przyznać drogom w Toskanii, że stanowią źródło nieustannej niespodzianki pt. „Co znajdziemy za następnym zakrętem: kolejny zakręt, wysoki podjazd, ostry zjazd czy może kawałek prostej za to między wysokimi murami?”.Pojechaliśmy do Rignano. Niewielkie miasteczko w odległości 10 km od naszej bazy. Najpierw zakupy jedzeniowe (wszak trzeba coś jeść) w supermarkecie In Coop. Po spełnieniu obowiązku resztę czasu mogliśmy przeznaczyć na przyjemności, znaczy na lody! I na kawę!


Zawitaliśmy do Pasticcerii FEROCI. Ekspresso wypite przy barze miało rozmiary większego naparstka, kolor smoły, aksamitny smak i moc nosorożca. Rany, jakie było dobre! Zresztą lody czekoladowe, które wybrałam sobie po kawie, były równie boskie w smaku. Wybrałam którąś odmianę czekoladowych, niestety nie zapamiętałam nazwy. Miały kolor gorzkiej czekolady, dość zdecydowany smak i konsystencję gęstego budyniu. W pasticcerii zaczęło się robić pusto. Wcześniejsi klienci rozmawiający głośno z obsługą i ze sobą nawzajem, powoli kończyli kawę i wychodzili. Zbliżał się czas sjesty.
Jako Turyści, ruszyliśmy obejrzeć miasteczko.






Późnym południem i po kąpieli w basenie, postanowiliśmy pójść i zwiedzić trochę dolinę, w której mieszkaliśmy. Ruszyliśmy obejrzeć wodospad. Artur został w domu, bo biegając przy basenie po gorących płytach kamiennych przypiekł sobie stopy, więc leżał na łóżku z chłodzącym żelem na podeszwach i regenerował je na poniedziałkowe wędrówki.Człapaliśmy się polną drogą między winnicami, mijaliśmy niskie murki obwieszone roślinami, wśród których śmigały zielone jaszczurki. Wzdłuż drogi rosły cyprysy i dęby, między nimi słoneczniki. W pewnym momencie, na kołku wbitym przy drodze prowadzącej do niewielkiego domu, zobaczyliśmy terakotową różę Tudorów. Czyżby domek, do którego prowadziła ta boczna droga, zamieszkiwali Anglicy?


Dotarliśmy w końcu do wodospadu i popatrzyliśmy na niego z góry, bo okazało się, że dojścia nie ma lub jest szalenie karkołomne.


Zamiast pomoczyć sobie nogi w chłodnej wodzie musieliśmy zadowolić się tylko jej widokiem. Trudno.
Wróciliśmy inna droga robiąc przy okazji zdjęcia widniejącej w dali „naszej” faktorii.





Widok falistych winnic w ciepłym świetle zachodzącego słońca był niesamowity. Zaczynałam rozumieć ludzi, którzy zakochiwali się w tej krainie tak, że przybywali z drugiej strony Ziemi by mieszkać w niej przez kilka miesięcy w roku.

8 komentarzy:

  1. xmas_eve - ja też wydawałam z siebie takie okrzyki, jak tam byłam - jakoś mało elokwenty robi się człowiek wobec takich widoków :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Hie, hie. Nie byłem w Toskanii, ale widziałem Piemont, południową Lombardię i Romanię. I pozostaje mi się dołączyć do prostych okrzyków zachwytu. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystko brzmi bardzo wakacyjnie i wypoczynkowo :)) Croissant maczany w kawie, smoliste espresso :D I zdjęcia o pięknie nasyconych kolorach i ładnych liniach :)) Najbardziej podoba mi się pierwsze i trzecie :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękna smaczna Toskania :-)) Po prostu jeść, pić kawę i malować obrazy! :-D Winnice, słoneczniki, lawenda i cyprysy! Gdybym pojechała do Toskanii, zostałabym impresjonistą ;-))

    OdpowiedzUsuń
  5. Masz rację, Miriel, że coś jest w tym krajobrazie, że każe łapać za pędzel, wszak czuli to już malarze renesansu, Leonardo malował toskański krajobraz w tle za Mona Lisą, a Fra Angelico dopełniał wzgórzami z cyprysami tło Zwiastowania.
    Łapmy za pędzle i do dzieła!

    ;))

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj, kusi mnie, jeszcze trochę, a zacznę malować z Twoich zdjęć! :-P

    OdpowiedzUsuń
  7. W ogóle światło we Włoszech ma coś takiego niesamowitego, że się nie dziwi człowiek tej chęci malowania...Ja swego czasu byłam na takiej trochę objazdówce, ale to co innego i wspaniale mieliście, ze pojechaliście sami, sami się włóczyliście...ech, mieć prawo jazdy i samochód i samej lub z przyjaciółmi pojechać do Toskanii...trochę marzenia ściętej głowy, ale przynajmniej pooglądać Twoje zdjęcia mogę i się pozachwycać. I pobyć wirtualnie, czytając Twoje wspomnienia...

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)