piątek, 30 kwietnia 2010

dalej czekamy, wróć...

Spotka dalej nie ma.
Obeszliśmy całą okolicę, pytaliśmy sąsiadów, sprawdziliśmy puste działki i stare studnie na nich, wywiesiliśmy ogłoszenia i roznieśliśmy po całej okolicy ulotkę, wrzucając ją do skrzynek. Oczywiście oba są ze zdjęciem, ale szare pręgowane wszystkie wydają się być podobne...
Wczoraj zadzwoniła jakaś pani i mówiła, że widziała pręgowanego idącego nad jezioro - poszliśmy, przeszukaliśmy okolicę, ale to duże tereny, właściwie pola i kot może być wszędzie...

Czekamy...
Wróć...

wtorek, 27 kwietnia 2010

wróć...

Spotek wyszedł w niedzielę wieczorem na dwór i wciąż jeszcze nie wrócił.
Czekamy... szukamy... czekamy...

Wróć...

piątek, 23 kwietnia 2010

żonkile i hałaśnikowa maszyna

Już tylko resztki kataru się mnie trzymają.
W związku z tym, kiedy usłyszałam: "Powinnaś go wywietrzyć, idź wreszcie na dwór", z radością wytachałam do ogródka maszynkę do mielenia gałęzi i w spokoju ducha hałasowałam sąsiadom dobre dwie godziny zamieniając stos badyli na worek trocin.
Fantastyczna zabawa. Poziom hałasu wzrasta proporcjonalnie do średnicy mielonego patyka i przy małej wprawie można uzyskać pewną melodyjność ;)

Potem zrobiłam zdjęcie narcyzom w trawie, a i śnieżnik też się załapał.


A jak jutro będzie pogoda, to będę robić ognisko w taczce :)

czwartek, 22 kwietnia 2010

w szare paski

"Zielona żaba" skończona, poszczególne części suszą się przed szyciem.
Skoro tylko się jej pozbyłam z drutów, natychmiast zabrałam się za piękną i mięciutką włóczkę Stripe Colors i właśnie kończę wyrabiać drugi motek (są po 50 g). Jest niesamowicie przyjemna w robocie, a kolory układają się w dość szerokie paski w różnych odcieniach szarości.
Będzie ładny sweter.

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

zza szyby

Od kilku dni snuję się po domu złożona paskudnie odnowionym zapaleniem zatok. Czuję się... wcale się nie czuję.
A wiosna przepływa koło mnie ze świergotem ptaków i ciepłymi promieniami słońca. Przynajmniej takie wydają się być, kiedy patrzę na nie przez okno. Zza szyby.
W trawniku na całego kwitną maleńkie żonkile o wdzięcznej nazwie "Tete a tete", a mnie tam nie ma by zrobić im zdjęcie.

Pocieszam się dłubiąc dalej zieloną żabę na drutach (czytaj: bluzkę z zielonej bawełny), zaczęłam właśnie drugi rękaw. Na pewno skończę, ale im dłużej ją robię tym bardziej zastanawiam się, gdzie ja ją będę nosiła. Ale może najpierw ją skończę, a potem będę się tym martwić.

środa, 14 kwietnia 2010

wierzba


Mam koło domu wierzbę mandżurską. Swoją własną, ukochaną, wyhodowaną z gałązki.
Najpierw, w czasach, kiedy nie miałam ogrodu, mieszkała w doniczce na balkonie, później została posadzona pod domem. Kiedy od dwóch lat mieszkała w gruncie, zbudowaliśmy dom i przeprowadziliśmy się - oczywiście było nie do pomyślenia, bym zostawiła ją na pastwę obcych. Została przesadzona i, mimo że była już dość spora i straciła część korzeni przy przeprowadzce, przyjęła się i zaczęła rosnąć.
Później jeszcze był epizod z kotami, które upatrzyły sobie jej delikatną korę na drapak i zdarły ją prawie z połowy obwodu pnia.Na szczęście po zasmarowaniu rany maścią sadowniczą i osłonięciu pnia osłonami przeciw zającom, po dwóch latach po ranie nie było śladu.
Wierzba rosła.
Dwa lata temu nagły listopadowy opad śniegu na zielone jeszcze liście spowodował tak silne zgięcie dwóch konarów, że rozszczepiły się - musieliśmy je obciąć.
Drzewo rośnie między dwoma budynkami. Jest coraz większe, pnie się do światła, a przy coraz częstszych wichurach jej gałęzie chłoszczą oba budynki a całe drzewo przegina się niebezpiecznie.
Zdecydowałam się przyciąć ją, by zaczęła rosnąć bardziej poziomo i, co najważniejsze, nie przewróciła się na któryś z domów.
Zamówiłam firmę i teraz mam wierzbę po wizycie fryzjera. Na razie łyso, bo jeszcze śpi, ale jak zacznie jej odrastać czuprynka to powinna wyglądać ładnie.

wtorek, 13 kwietnia 2010

haker to ma ciężkie życie

Powiedziałam ostatnio Hakerowi, że posiadanie takiego imienia zobowiązuje do szerszej wiedzy informatycznej i że w związku z tym, zostaną mu zorganizowane kursy z wiedzy o komputerze i podstawowym oprogramowaniu, zapoznanie z przeglądarkami, komunikatorami internetowymi i zaporami przeciwwłamaniowymi i programami antywirusowymi.
Spodziewałam się niechęci, oporu, ale Kot przyjął to ze stoickim spokojem i posłusznie zajął miejsce przed monitorami.
Sama nie wiem, czy wykład był nudny, czy też materiał był już mu dobrze znany, w każdym razie po kilku minutach słuchania kot nie wyglądał na zachwyconego nauką.

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

kotem być

Kot nie zasiedlający każdego pudełka, nie jest w pełni kotem.


Jak widać, Haker jest!

piątek, 9 kwietnia 2010

druty i włóczki

Skończyłam szal z włóczki Angora de Lux (70% mohair, 30% akryl).
Po zblokowaniu ma wymiary 57x192 cm. Jest miły w dotyku i lekko grzeje, mimo ażurowego wzoru. Robiłam go na drutach 4.5, zużyłam ok 150 gram, tj. półtora motka.



Jak tylko go skończyłam od razu zaczęłam robić bluzkę z bawełny, którą kupiłam w styczniu. kolor jest wynikiem tęsknoty za czymś zielonym, która silna falą ogarnęła mnie w środku zimy - będę więc miała żabią bluzkę w listki ;)
Robię ją na drutach 3, więc robota posuwa się trochę wolniej niż przy szalu.



Dodatkowo ostatnio zaszalałam w sklepie z włóczkami i właśnie wczoraj przyszła paczka:

Zielonego melanżu (Angora de Lux) i kremowej (Angora RAM) kupiłam po dwa motki, na szale. Szary melanż to włóczka Stripe Colors (65%wełna, 35% Akryl) - ma jej starczyć na męski sweter. Strasznie się cieszę z tych włóczek, dłubię cierpliwie zieloną żabę, bo nie mogę się już doczekać następnych robótek :)


Acha, od środy leczę się antybiotykiem (byłam u lekarza) i czuję się zdecydowanie lepiej :)

wtorek, 6 kwietnia 2010

biuletyn zdrowotny - cześć II

Haker też jest już zdrowy.
Zapomniał o katarze, zapaleniu krtani i chrypie.
Zadowolony z siebie i życia, sypia brzuchem do góry rozwalając się w łóżku niemożebnie, a w ładne dni grzeje się na słońcu w ogródku.

Kota leczy się dalej, ale na obecnych lekach czuje się o wiele lepiej, napady astmatycznego kaszlu zniknęły, jest zdecydowanie bardziej ożywiona i zadowolona ze świata.

Ja, przez święta, wyhodowałam sobie przeziębienie, które pozbawia mnie tchu w dzień i nie daje usnąć w nocy, co zmusiło mnie do zarejestrowania się do lekarza. Idę jutro (na dziś nie było miejsc ;P )