poniedziałek, 24 maja 2010

irysek, Bzibzieńka i ja

W ogrodzie zakwitł pierwszy irys bródkowy, miniaturka. Urodziwy niezmiernie na całej długości swych 30 centymetrów, rozejrzał się i natychmiast zaczął się wdzięczyć do stokrotek.

Klęczałam przed nim w trawie z aparatem, kładłam się trącając stopami oburzoną jodełkę, zieleniłam sobie kolana i łokcie. Raz po raz zezowałam na słońce przymykając oko i marszcząc nos, bo jakoś mało stabilne było i co rusz naciągało na siebie coraz to inną chmurkę. A ja tu szaleję z przysłoną i czasem migawki aż nikonkowi strzyka w procesorze. Wszystko po to, by złapać na zdjęciu odpowiedni ton głębokiego błękitu w jaki ustroił się irysek.

W końcu natrzaskałam trochę zdjęć i zmęczona wygibasami usiadłam ciężko na trawie.

Poczułam czyjeś spojrzenie. Rozejrzałam się i widzę, że niedaleko ułożyła się w trawie Bzibzieńka i gapi się na mnie. Gapi i nawet nie mrugnie powieką.
- Czernidełko? Co chce Czernidełko? - pytam.
Nic. Ani drgnie. Ani chybi jest w szoku. Może trzeba było nie tarzać się tak przed tym kwiatkiem... może trzeba było najpierw sprawdzić, czy nie podglądają mnie koty?

W desperacji podniosłam aparat i zrobiłam jej zdjęcie...

... i zastanawiam się teraz, czy w jej oczach nie straciłam przypadkiem twarzy przed tym irysem ;)

sobota, 22 maja 2010

ławka na rozdrożu

Jest zielono, nareszcie jest zielono!
Uwielbiam bukowe lasy wiosną, całe pokryte jasnozieloną mgiełką, pełne śpiewających ptaków.
Po ziemi biegają kosy i drozdy, energicznie przewracając liście, górą towarzysza krzykliwe sójki błyskające niebieskimi piórkami. Dzięcioł, w urzędowej czerwonej czapeczce i czerwonym fartuchu, opukuje stare pnie niezbyt przejmując się moja obecnością. Porusza się jednak tak szybko, że ze zdjęcia nic nie wychodzi. Pachnie mokrą, ciepłą ziemią.
Można usiąść na Ławce na Rozdrożu (jedynej w lesie) i patrzeć jak słońce przesącza się przez liście.

Za to nad rozlewiskiem kwitną kaczeńce i całe masy maleńkich fiołków, których kwiatki są mniejsze od paznokcia. Tu powietrze ma zapach bagienny, ostry. Z czarnej, płytkiej wody wystają szpice skrzypów, a nad nimi pochylają się zwinięte jeszcze ślimaki paproci.
Jest pięknie...

piątek, 21 maja 2010

lwi pyszczek

U Miriel, na blogu Ame to umi , znalazłam sympatyczna zabawę "Jakim kwiatem jesteś?"
Wyszło, że jestem lwią paszczą! Ha, ha!


I am a
Snapdragon


What Flower
Are You?



"Mischief is your middle name, but your first is friend. You are quite the prankster that loves to make other people laugh."


A jakimi kwiatami Wy jesteście?

wtorek, 18 maja 2010

Waniliowy Krem dla mamy

Na Dzień Matki zrobiłam szal z kremowej Angory Ram - istny Waniliowy Krem.
Kolor tak zniewalający, tak łudząco "jadalny", że zmuszał mnie do szukania słodkości w czasie jego dłubania.
robiłam go tydzień, teraz czeka na odpowiedni dzień by zostać wręczony. I pomyśleć, że pierwotnie uważałam, że wyrobię się z nim dopiero na wrzesień, kiedy to rodzicielka ma imieniny.


Zużyłam dwa motki, każdy po 100 gram i 500 metrów długości. Robiłam na drutach 4,5.

***
W ponure dni jakie mamy za oknem pocieszam się psychodelicznie kolorową włóczką Ranco Multy - narazie wydłubałam kawałek szalika, ale zmieniłam zdanie i zostanie to sprute.

Zdecydowałam się, że zrobię sobie z niej skarpetki na zimę, takie do chodzenia po domu, cieplutkie, kolorowe, w sam raz na listopadowe pluchy i ciemne popołudnia grudnia. Nigdy nie robiłam skarpetek, a mój kontakt z pięcioma drutami w siódmej klasie podstawówki nie był budujący. Wyszło jednak na to, ze podobają mi się wyzwania, toteż mam zamiar za jakiś czas pochwalić się prześlicznymi, psychodelicznymi skarpetkami ;)

niedziela, 16 maja 2010

balkon dla ludzi (i kotów)

Piękne popołudniowe słońce wyciągnęło mnie na balkon. Postanowiłam wsadzić zioła, które kupiłam wczoraj na wystawie Ogrodniczej, zrobić porządek w skrzynce z poziomkami i może coś posiać. No i zaaranżować "kącik balkonowy" ;)
Po drobnej reorganizacji w skrzynkach mam teraz jedną z poziomkami (na zdjęciu na tle drewnianego ekranu), posiałam tez w niej powój, znaczy wilec, i mam nadzieję na śliczne, purpurowo-granatowe trąbki latem. W drugiej skrzynce wsadziłam zioła i ustawiłam ją przy słonecznej ścianie. Tu też wsiałam powój - lubię jak coś kwitnie.
Na oknie ustawiłam skrzynkę z różowa pelargonią, które dzielnie przezimowała w pralni i teraz nabiera życia i koloru. Haker też się nią zainteresował - zawsze warto sprawdzić co ludzie stawiają w zasięgu kociego nosa.


Kącik balkonowy właściwie jest gotowy - przydałby się parasol, ale zeszłoroczny nie wytrzymał sezonu (kosztowała 50 zł i nie spodziewałam się za wiele od niego) i teraz muszę kupić coś bardziej trwałego.
Ale i tak fajnie się pije kawę na balkonie :)

Aha, te roślinki, które widać pod stołem, to oregano, które wyrosło w szparach między płytami. Zaraz obok są poziomki - oczywiście zostawiłam je, niech rosną :)

sobota, 15 maja 2010

wystawa ogrodnicza

Jak co roku, w okolicach "zimnej Zośki", odbywa się Wystawa Ogrodnicza na Renk'u.
W tym roku też jest - dziś i jutro, wystawcy i zwiedzający, marzną pospołu pomiędzy kwitnącymi roślinami.Jak widać nie na ich zbyt wielu, znaczy zwiedzających.
Oczywiście pojechałam, a jakże, ale w tym roku z aparatem. No i z postanowieniem niekupowania niczego do ogrodu. Bo miejsca już w nim nie ma na nowe rośliny. A pokus było dużo, oj dużo...


Przez jakiś czas zastanawiałam się nad kupnem gustownej rzeźby ogrodowej, lecz nie mogłam się zdecydować co bardziej by odstraszało niechcianych gości: baba z dziadem czy rottweiler?

W końcu zrezygnowałam z zakupu - doszłam do wniosku, że moje złote jaszczurki mogłyby potraktować nowe nabytki jako konkurencję, a wiadomo, że smoków lepiej nie drażnić.

Wróciłam do domu wioząc bochenek pysznego, żytniego chleba, pudełeczko z równie pysznym smalcem do niego i... pięć doniczek ziół. Ale, ale, zioła posadzę na balkonie, a nie w ogrodzie, ha!
Kupiłam: lubczyk, rozmaryn, oregano, tymianek i tymianek cytrynowy. Same byliny. Na balkonie będzie przyprawowo, a przynajmniej pachnąco ;)

środa, 12 maja 2010

oposowy sweterek

Pamiętacie Eddi'ego i Crash'a, oposy z Epoki Lodowcowej, w cudnie paskowanych futerkach?


Otóż skończyłam oposowy sweter w paski ;)
Włóczka Stripe Colors (65%wełna, 35% Akryl), jest naprawdę sympatyczna, miękka i przyjemnie się z niej robi. Dziecię okazało się tak zadowolone z wdzianka, że zgodziło się użyczyć tułowia do zdjęcia.
Ucieszyłam się - sweter znacznie lepiej prezentuje się na czyimś tułowiu niż na płaskim stole ;)

Zużyłam prawie 55 dkg włóczki, robiłam na drutach 3,5(ściągacze) i 4,5.

poniedziałek, 10 maja 2010

dla Spotka

Minęło dwa tygodnie odkąd Spotek zaginął.
Nie wiem, kiedy przestaje się czekać, ale u mnie to chyba będzie długo - odruch sprawdzania czy nie siedzi na parapecie z jednej lub drugiej strony domu, chodzenie po ogrodzie kilka razy dziennie i zaglądanie pod krzaki, patrzenie w okna okolicznych domów w czasie chodzenia po okolicy lub jeżdżenia samochodem. Każdy pręgowany kot przebiegający drogą powoduje, że serce podskakuje do gardła.
Wszyscy w domu tak mamy, łącznie ze snami, że wraca.
Oba koty też czekają - częściej wyglądają przez okno, łażą po ogrodzie pomiałkując. Ba! Nawet śpią koło siebie czego nigdy dotąd nie robiły. Kleją się do nas, i Haker i Kocica. Wyraźnie coś im nie pasuje, sa wytrącone z równowagi.

Ciężko się tak czeka, ciężko jest nie wiedzieć co się z nim dzieje.

Nie będę więcej pisać o nim tutaj, ale to nie znaczy, że nie będziemy na niego czekać i szukać go.
Jak wróci to na pewno napiszę by się z Wami podzielić tą wiadomością.

Jestem Wam wszystkim bardzo wdzięczna za wsparcie w czasie tych dwóch tygodni, za dobre słowa i trzymanie kciuków za Spotka - dziękuję z całego serca.

niedziela, 9 maja 2010

w wiosenny lesie

W bukowym lesie zieleni się powietrze.

Tysiączne twarzyczki zawilców śledzą każdy krok.

W bagiennej wodzie przeglądają się pnie, czarne jak onyks.

Koteczka w jesienno-leśnym kamuflażu...

...przemyka jak duch.

środa, 5 maja 2010

złota jaszczurka

Otulona ciepłym szalem (bo mimo słońca, było dziś tylko 8 stopni - nie ma to, jak północna Polska) chodziłam dziś po ogrodzie słuchając gwiżdżącego kosa i wichrowych dzwonków. Powieszone na jabłoni bujają się na wietrze i wypełniają powietrze delikatnymi dźwiękami.
A w ogrodzie kwitną tulipany i hiacynty i złota jaszczurka zajęła swoje zwykłe miejsce na kamieniu pośrodku misy z wodą dla... ptaków? Kotów? Raczej dla kotów. No i może motyli i pszczół, bo to płytka misa i zawsze moczą się w niej jakieś źdźbła trawy.

Zrobiłam kilka zdjęć, a potem stałam długo , aż zmarzłam, patrząc ku pustym ogrodom i wypatrując Spotka...

wtorek, 4 maja 2010

z wizytą na stadionie

Byłam na budowie stadionu.
Bardzo lubię oglądać budowy wielkich obiektów, fascynują mnie ogromne płaszczyzny, kierunki linii, las stempli i kratownice rusztowań. Przy tak ogromnej budowli jaką jest stadion, miałam tego wszystkiego pod dostatkiem.

widok z korony stadionu na trybuny i płytę boiska



gdzieś w pomieszczeniach towarzyszących umieszczonych pod trybunami.

Jak widać na zdjęciu dostaliśmy czerwone kaski i gustowne wdzianka w kolorach ultra odblaskowych, żeby nikt nic na nas nie upuścił.

***

Spotka dalej nie ma... ciężko jest... czekamy...