wtorek, 29 marca 2011

nagroda od Abigail :)

Jakiś czas temu Abigail zrobiła Konkursik i okazało się, że dostałam nagrodę!
Prześliczną ozdobną karteczkę przedstawiającą moje koty :)



Czyż nie piękna?  Bardzo dziękuję Abigail :)

sobota, 26 marca 2011

biały ranek i filcowe markery

Obudziłam się dziś o szóstej rano, a za oknem było jasno i... biało. Błękitne niebo, poranne słońce i świeża, puchata biel złożyły się na piękny poranek.


Teraz wszystko płynie, z drzew spadają placki śniegu, z dachów i tarasów kapią niezliczone krople wody. Przy karmniku znów pełno ptaków. Rankiem okupują go grubodzioby na spółkę z dzwońcami, później pojawiają się modre i bogate sikorki, wróble, maleńkie czyżyki, zniczyki i kopciuszki. Do tego całego ptasiego towarzystwa dołączyły ostatnio dwie pary gili - panowie z ognistoczerwonymi brzuszkami i panie ustrojone w bardziej stonowane brązy. Będąc w ogrodzie udało mi się złapać w obiektyw jednego z samczyków - zdjęcie nie jest najlepsze, stałam daleko, a on zaraz się spłoszył, ale widać czerwony brzuszek ;)






***


Kilka dni temu zrobiłam sobie markery do robótek dziewiarskich, bo wiązane z włóczki pętelki były dla mnie zbyt lekkie. Z drugiej strony nie chciałam markerów tak ciężkich jak te co zrobiłam kiedyś z koralików - zbyt dzwonią i zaczepiają się o nitki. Myślałam, myślałam i postanowiłam zrobić je z kulek filcu.
Kuleczki mają trochę ponad 1 cm średnicy, pętelka jest z jedwabnego sznurka jubilerskiego, całość zakończyłam koralikiem. Są idealne, a w robótce prezentują się tak:


Na pewno zrobię ich jeszcze kilka, jak na razie mam osiem sztuk, bo tyle potrzebowałam do nowej robótki. Na zdjęciu wiszą na niej, będzie to coś na ciepłe dni, robię z mieszanki bawełny z bambusem. Jest bardzo fajna, gładka i "lejąca się". Na razie niezbyt widać co to będzie, ale przynajmniej jest kolorowo ;)

piątek, 25 marca 2011

już prawie zdrowy

Czas na biuletyn o stanie zdrowia Hakera.
Otóż można powiedzieć, że kot, mniej-więcej, jest zdrowy. Znaczy przestał kichać i prawdopodobnie czuje się lepiej, co można zaobserwować chociażby po sposobie spania. Chory przesypiał dni w pozycji embrionalnej, a pomiędzy drzemkami łaził osowiały z opuszczonym ogonem. Teraz od kilku dni znów sypia do góry brzuchem w pozie pełnego relaksu i bryluje po domu z zadartym ogonem.. Pani wet zaleciła też podawać mu tran w ramach uodpornienia i na szczęście okazało się, że ze zjadaniem go nie ma problemu. Przebijam kapsułkę i wyciskam pachnącą ryba zawartość na odrobinę mokrej karmy. Oba koty jedzą to jak największy przysmak. Ufff...

Jednak...

No właśnie. Pod sam koniec leczenia zaczęło mu łzawić lewe oko. Czyste łzy, żadnej ropy. Dostałam na to łzawienie krople, które pozwala sobie zakraplać dwa razy dziennie, ale one coś nijak nie pomagają. Oko wciąż łzawi, jest lekko spuchnięte i półprzymknięte. Spojówki jednak nie są zaczerwienione. Prawdopodobnie znów wybiorę się do weta.

czwartek, 24 marca 2011

w klimacie skarpetek

Dalej dziergam skarpetki.
Kolejna para będzie w kolorach morza.
Włóczka Regia Design Line nr 4260, druty nr 2,5.


Morska kamizelka skończona, czeka na pranie. Jak wyschnie i dorwę modelkę, to będą zdjęcia.

poniedziałek, 21 marca 2011

Szary Pasiatek i tęczowe skarpetki

Nareszcie porobiłam zdjęcia robótkom, które skończyłam jakiś czas temu.

Najpierw Szary Pasiatek.
Kamizelka z wełny 100%, Ecologico, na drutach nr 6.0.
Robiona od góry, w rezultacie łatwo się ją robiło i świetnie się ją nosi. Ciepła, niegryząca, bardzo ładnie się układa. Zużyłam na nią 380 gram wełny, a że nie wiązałam nitek ze sobą tylko  łączyłam je metodą filcowania skręcając ze sobą oba końce między zwilżonymi dłońmi, to w całej robótce nie ma żadnego węzełka, wygląda jakby była robiona z jednej nitki. W rezultacie mogę ją nosić na obie strony, bo obie wyglądają równie ciekawie :)

prawa strona i lewa strona

Jak skończyłam Pasiatka wpadłam w amok skarpetkowy. Jego rezultatem były dwie pary skarpet, cztery sztuki, w tęczowe paski. Skarpetki w sam raz na deszczowe, przedwiosenne dni i jesienne szarugi. Już samo robienie ich poprawiało mi humor ;)
Skarpetki robiłam na drutach nr 2,5, z włóczki Regia Color . Na każdą parę (rozmiar 39-40) poszło mi około 30 gram włóczki. W rezultacie mam na jeszcze jedną parę ;)


 Do tej pory zrobiłam siedem skarpetek (jedną, pierwszą, sprułam) i mogę powiedzieć, że umiem je robić :) Te tęczowe zaczynałam od palców, muszę jeszcze popracować nad zakończeniem ściągacza, bo obecnie otrzymuję troszkę zbyt dużą falbankę (nie widać jej po założeniu na nogę), a jak zakończam ciaśniej, to potem trudno jest nałożyć skarpetę. Muszę znaleźć odpowiednio elastyczne zakończenie.

***
Obecnie mam na drutach kolejną kamizelkę. Tym razem jest to mohair w morskich kolorach, kupiony prawie rok temu.
Niestety zdjęcie nie oddaje całej urody tej włóczki - gdzieś giną tony morskiej zieleni. Kamizelka będzie dla kuzynki :)


Możliwe, że jak ją skończę to zrobię sobie przerwę w robieniu na drutach, bo ostatnio bolą mnie przedramiona. Myślę, że to raczej od przytrzymywania szarpiącego się u weta Hakera, ale rodzina twierdzi, że to pewnie od drutów i straszy mnie szlabanem na włóczki i druty.
Smaruję rękę jakimś żelem i liczę, ze mi przejdzie.

***

Haker dalej jest w trakcie leczenia. Ma areszt domowy, co nie wpływa kojąco na jego samopoczucie. Krótko mówiąc, jak nie śpi osowiały w kącie to dobija się do okna, by go wypuścić. Jutro kolejna wizyta u weta i zastrzyk, i się okaże czy zdrowieje.

piątek, 18 marca 2011

Przeziębiony Haker


Wczoraj wyszedł na poranną przechadzkę. Zabawił dłużej niż zwykle i do tego, czając się na stado dzwońców na mokrej, zimnej ziemi, zamoczył futro na brzuchu.
Po południu kichnął. Raz, drugi, trzeci. Po godzinie znowu.
Wieczorem kichał ostro, osowiały snuł się po domu.
W nocy nie mógł spać, budził się co godzinę z zatkanym nosem i kichając budził mnie i Młodego. Łaził po pokojach, marudził, kichał, chrypiał, chował pod łóżka i wskakiwał na mnie skarżąc się, że nie może spać. Gorące uszy i rozgrzany mokry nos wskazywały na gorączkę.

Rano uszy były chłodne, a Haker próbował wyjść na dwór, ale szybko zrezygnował. Znów nastroszony usiłował się zdrzemnąć raz po raz wstrząsany kichaniem.
Zapakowałam do kontenera i pojechaliśmy do weta.
Z nerwów nie kichał, ale to nie przeszkodziło w postawieniu diagnozy - zaziębiony. Frukoty nad oskrzelami i zapalenie gardła. Dostał antybiotyk i przykazanie pojawienia się jutro na następny. Nie uszczęśliwiło go to wcale, a wcale.
Przywieziony do domu,  w ramach protestu, zaszył się pod łóżkiem Młodego na gołej podłodze.
Nie gada, bo go gardło boli.
Poza tym z kim tu gadać - z tymi potworami, co wsadzają do kontenera i wiozą do weta?

wtorek, 15 marca 2011

w moim ogrodzie

przebiśnieg


Od dwóch dni działam w ogródku.
W niedzielę było bardzo przyjemnie, dziś już nie, bo zimno jak w psiarni.
Wszystkie działania opisuję na moim ogrodowym blogu Green Apple Inn, gdzie również powoli buduję leksykon roślin, które rosną u mnie w ogrodzie. Jak na razie mam ich opisanych czternaście, ale powoli uzupełniam o kolejne. Opisy pochodzenia i uprawy ilustruję zdjęciami z własnego ogródka.

To tyle na ogrodowym blogu, ale by mieć o czym tam pisać powinnam więcej czasu spędzać w ogródku i to nie tylko na podziwnianiu tego, co w nim rośnie. Chociaż nawet teraz, na przedwiośniu, jest już co podziwiać - pierwsze przebiśniegi w trawie i ranniki pod krzewami. Maleńkie jeszcze toto, ale jakże urocze :)

rannik

sobota, 12 marca 2011

jest przedwiośnie i jest fajnie

 W wazonie pysznią się tulipany otwierając swoje czasze i coraz bardziej upodobniając się do pierwiosnków  (z pewnej perspektywy, oczywiście ;) ).


Od kilku dni robi się coraz bardziej wiosennie. Wychodzi na to, że przedwiośnie mamy już w pełni.
Z wiosna nie jest tak, jak z pierwszym śniegiem - szast, prast i już jest biało i zimowo. Wiosna się skrada, wacha, zastanawia, dwa kroki w przód, jeden w tył. Dziś jest ładnie, stosunkowo ciepło, od wczoraj nie ma sniegu w ogródku (po południowej stronie, po północnej dalej leży).
Coraz mniej ptaków przylatuje do karmnika - zaczynają zajmować się innymi sprawami, a i pojawia się coraz więcej pożywienia bardziej urozmaiconego niż słonecznik. W końcu nie ma to jak świeżo obudzony robaszek czy muszka ;)
Dziś znalazłam pierwsze ranniki w ogródku - maleńkie, jeszcze zamknięte w pączkach, ledwo wystające spod liści. Ale są!

Słońce świeci w brudne szyby - za zimno jeszcze by myć okna, trzeba się zadowolić rozmazanym widokiem -i kusi do wyjścia na dwór. Może pozgrabiam stare liście w ogródku? Albo zrobię porządek w balkonowych korytkach i donicach? A może pójdę na spacer?

wtorek, 8 marca 2011

jak mus, to mus ;)

Ogarnął mnie ogromny mus, że muszę zrobić jakiś mus. Najlepiej czekoladowy.

Mus czekoladowy




składniki:
100g czekolady deserowej
4 łyżki cukru
300g jogurtu naturalnego , gęstego
150g twarożku (u mnie ricotta)
1,5 łyżeczki żelatyny
7 łyżek wody
1 łyżka brandy
2 białka jajka




wykonanie:

Żelatynę zalać siedmioma łyżkami gorącej wody by napęczniała i rozpuściła się w niej.
Czekoladę połamać na kawałki i rozpuścić.
Białka ubić na sztywną pianę.
Do miski włożyć jogurt, twaróg, cukier i brandy - wymieszać razem dokładnie. Dodać rozpuszczoną czekoladę i znów dokładnie wymieszać. Mieszając dodać oo masy rozpuszczoną żelatynę.
Na koniec, partiami, dodać piane z białek i delikatnie połączyć z masą tak, by nie zniszczyć struktury piany.
Rozłożyć do małych miseczek lub do jednej większej i wstawić do lodówki na około 2 godziny.

Po tym czasie wyjąć z lodówki i zjeść ;)

Smacznego :)

niedziela, 6 marca 2011

Wdzianko Czerwony Guzik - skończone

Wdzianko zostało skończone i dostało imię: Czerwony Guzik ;) Poszło na nie około 40dkg włóczki, robiłam na drutach 5.0. Powędrowało już do nowej właścicielki i zostało powitane z radością. Jest ciepłe i miłe w dotyku.
Myślimy (właścicielka i ja) że będzie się dobrze nosiło.


A teraz idę przejrzeć pudła z włóczką i zastanowić się, co by tu wydziergać ;)

sobota, 5 marca 2011

wszystkiego żółtego ;)

Jak to jest, że na przedwiośniu ciągnie do żółtego koloru?
W każdym razie mnie ciągnie.
Jesienią kupowałam cebule bladoróżowych tulipanów, bo wyobrażałam sobie, że będę je chciała oglądać wiosną  -  teraz kupuję żółte zamiast różowych i nie wyobrażam sobie innego wiosennego koloru.
Tulipany stoją sztywno w wazonie i piją wodę jak oszalałe - szklankę dziennie - przez co są dwa razy większe niż kiedy zostały przyniesione z kwiaciarni.


 Chyba zbliża się wiosna.
Jeszcze nieśmiało i z oporami, ale coś w tym musi być. W ogrodzie jeszcze pełno śniegu, ale poranna mżawka, potem troszkę śniegu, po południu słońce zza chmur zdają się zwiastować zmiany. W powietrzu mokro, śnieg w hałdach coraz brudniejszy, a z balkonu kapie woda wypłukując do czystości kamyczki na ziemi.


Na parapecie miniaturowe żonkile wyglądają przez szybę na ogród. Ich ciekawskie mordki intrygują, a kiedy przybliżam się do nich, by  zobaczyć co tam widzą, spowijają mnie delikatnym zapachem, który budzi we mnie tęsknotę za momentem, kiedy będę mogła wyjść do ogrodu chociażby po to, by zrobić porządki po zimie.
A w trawie będą kwitły żółte żonkile :D

piątek, 4 marca 2011

skończone skarpetki - zaczęte wdzianko

Przez cały czas dziergam na drutach. Zaczynam się zastanawiać, czy nie popadam w nałóg, bo ledwo coś skończę, a już rozglądam się za nową robótką (i nową włóczką).

Skarpetki skończone.
nie jest to jeszcze ideał, ale zrobiłam je, sa dwie, nie mają oczek-drabinek, i pasują mi na nogi :D
Z pomocą książki o skarpetach zrobiłam piętę metodą skróconych rzędów, bo niezbyt podobają mi się pięty z klinem.
Robiłam od strony cholewki, ale już wiem, że następne chcę robić od drugiej strony - zostało mi sporo włóczki w motku, skarpetki mogły być spokojnie dłuższe. Zaczynając od stopy można łatwiej zaplanować długość całości. Już zamówiłam materiał na kolejne skarpetki, tym razem z wełny, tęczowo kolorową Regię - będą poprawiły mi humor w deszczowe dni ;)

Włóczka Opal, wełna, nylon, bawełna (38/32/30) - skarpetki w sam raz na letnie wieczory, kiedy ogólnie jest ciepło ale coś ciągnie po nogach.




~~~~~~

Jak tylko skończyłam skarpetki to zaczęłam robić wdzianko  - tym razem dla kuzynki.
Robię je od góry, ma być zapinane na trzy guziki pod szyją i mieć rękawy 3/4.
Obecnie dziergam już pierwszy rękaw - idzie jak po grudzie, bo nie lubię robić w okrążeniach , a magic loop nie jest moją ukochana metoda, ale jakoś idzie. Z pewnością prace ułatwiają mi nowe druty z miękką żyłką - na strych ze sztywnymi żyłkami ta metoda była okropną mordęgą.
Zdjęcia z przedwczoraj, krótko przed skończeniem korpusu.


Włóczka trochę krzywa, bo z odzysku, a nie chciało mi się jej przewijać na pasma i prostować. Zwinęłam ją przy pruciu w ciaśniejsze kłębki, co spowodowało, że się prawie rozprostowała, a reszta mam nadzieję, że wyrówna się po pierwszym praniu.

Mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu skończę całość. Już zastanawiam się co zrobić następnego i możliwe, że będzie to coś podobnego z tej ślicznej szaro-białej ecologico, która na mnie czeka od miesiąca ;)

czwartek, 3 marca 2011

Powiedział Bartek, że dziś Tłusty Czwartek... ;)

Dziś Tłusty Czwartek.
Nic tak nie poprawia humoru, jak bezkarne kalorie. Ba! Kalorie poparte tradycją ;)

Pierwsze pączki kupiliśmy rano, razem z chlebem - dobre, słodkie, nadziewane dżemem truskawkowym i różanym.
Drugie pączki usmażyłam sama, ale nie takie tradycyjne, drożdżowe, lecz "cosiki", które u nas w domu są zwane Pępuszkami.

Pępuszki




składniki: 
1 serek waniliowy homogenizowany (250g)
2 jajka
8 łyżek mąki
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
3 łyżeczki cukru

olej lub planta do smażenia
cukier puder do obsypania

wykonanie:

Serek, jajka i cukier wymieszać dokładnie. Dodać mąkę z proszkiem do pieczenia.
Rozgrzać tłuszcz w garnku, nakładać małe porcja masy łyżką lub łyżeczką na gorący tłuszcz.
Smażyć na brązowy kolor,
Usmażone wyjąć na ręczniki papierowe by zebrać nadmiar tłuszczu, potem obsypać cukrem pudrem.

Smacznego :)


ps. bardzo dziękuję wszystkim za komentarze podnoszące na duchu - podziałały :) Łopatka do wykopania się z dołka też okazała się wielce przydatna, a silne naciski w kierunku zmiany koloru tła również nie pozostały - jak widać :D - bez echa.

Dziękuję i życzę wszystkim smacznego Tłustego Czwartku i udanego nadchodzącego weekendu :)