środa, 28 września 2011

Sweter Listopad - opis wykonania

Po pokazaniu na blogu swetra Listopad kilka osób poprosiło mnie o rozpisanie tego wzoru. Mimo, że nigdy tego nie robiłam spróbowałam opisać dokładnie sposób na zrobienie tego swetra. Jako, że moje notatki przy produkowaniu go ograniczyły się tylko do rozliczenia początku robótki, opis nie jest zapisem kolejnych rzędów. niemniej jednak starałam się dokładnie opowiedzieć sposób wydziergania Listopada. Mam nadzieję, ze osoby zainteresowane nie będą miały wielkich trudności w zrozumieniu opisu. W razie jakichkolwiek wątpliwości służę pomocą na miarę moich możliwości. E-mail do mnie można znaleźć w bocznym menu.


Sweter Listopad - opis 


Sweter w rozmiarze L, na wysokiego i raczej szczupłego mężczyznę, z podkrojem w serek, robiony raglanem od góry, bezszwowo.
Wymiary po zrobieniu, upraniu i wysuszeniu „na płask” (bez blokowania szpilkami):
Długość pleców – 65 cm
Szerokość przodu pod pachami – 54 cm
Długość rękawa (od pachy do końca ściągacza) – 55 cm

Wzór: pionowe pasy z prawych i lewych oczek szerokości 5.5 cm, na wysokości piersi przeplotka pasów dla przełamania monotonii wzoru.
Ściągacze tułowia i rękawów podwójne (2op, 2ol).
Podkrój wykończony plisą robioną wzorem francuskim.

włóczka: Trekking (XXL) firmy Zitron (75% New Wool, 25% Nylon) 4 ply, 100g=420m, kolor nr 450
druty:
ściągacze -  3.0 okrągły na żyłce na tułów i 3.0 skarpetowe na rękawy
tułów -  3.5 na okrągły na żyłce i 3.5 skarpetowe na rękawy


próbka wzoru: 20o.= 9cm

oznaczenia:
ob – oczko brzegowe
op – oczko prawe
ol – oczko lewe
n  - narzut
M - marker

Nabrać na druty 3.5, okrągłe na żyłce, 64o. i przerobić rząd na prawo umieszczając markery „M” przy oczkach skosów raglanu:
2op, M, 2op, M, 14op, M, 2op, M, 24op, M, 2op, M, 14op, M, 2op, M, 2op = 64o.

Pasy wzory z prawych i lewych oczek mają przechodzić płynnie z tułowia na rękawy załamując się na linii raglanu. Poszczególne pasy mają po 10 oczek, więc w trakcie posuwania się robótki i dobierania oczek na linii raglanu trzeba pilnować, by zmieniać oczka po uzyskaniu każdej dziesiątki.
Na początku  nabrane i podzielone markerami oczka należy przerabiać dodając narzuty przy linii raglanu przed i za markerami:
1 rząd – 1ob, 1ol, n, M, 2op, M, n, 7ol, 7op, n, M, 2op, M, n, 7op, 10ol, 7op, n, M, 2op, M, n, 7op, 7ol, n, M, 2op, M, n, 2ol

2 rząd i pozostałe parzyste przerabiać oczka jak schodzą z druta, narzuty przerabiając jako oczka przekręcone prawe lub lewe, w zależności od tego jaki pas przerabiamy.

Przerabiać kolejne rzędy nieparzyste dodając oczka na liniach raglanu w co 2 rzędzie.
Na podkrój w serek  należy dobierać oczka zaraz za oczkiem brzegowym w co 4 rzędzie nieparzystym.

Przerabiać do osiągnięcia równej liczby oczek na plecach i obu przodach, wtedy połączyć oba przody i od tego momentu przerabiać dalej w okrążeniach, wciąż  dodając oczka przy liniach raglanu.
Po uzyskaniu 96 oczek na przodzie i tyle pomiędzy liniami raglanu należy odłożyć na druty pomocnicze oczka przeznaczone na rękawy.
Oczka z linii raglanów dzielić na pół włączając jedno w oczka rękawa i jedno w oczka przodu (lub tyłu). W wyniku tego przód i tył powinny mieć po 98 oczek, a rękawy po 88 oczek.
Dodać pod pachami po 12 oczek tak, by uzyskać dwa pełne pasy pod pachami i by wzór  naprzemiennych pasów zamknął się po obwodzie.
Teraz powinno być 22 pasy po 10 oczek na całym obwodzie swetra.
Przerabiać na okrągło 3 rzędy.
Teraz kolej przeplatankę pasów – oczka prawe przerabiać jako lewe i na odwrót  przez 5 okrążeń. Następnie zamienić oczka i zrobić kolejne 12 rzędów (powinno uzyskać się 5.5 cm na wysokość). Znów zamienić oczka i przerobić 5 rzędów.
Po tych rzędach następuje ostatnia zmiana oczek z prawych na lewe i dalej przerabiamy w okrążeniach bez jakikolwiek zmian.
Po osiągnięciu 55 cm, mierząc od podkroju szyji z tyłu robótki, zmienić druty na 3.0 i przerobić kolejne 9 cm podwójnym ściągaczem.
Po uzyskaniu 65 cm całości zakończyć robótkę zamykając oczka naprzemienne: 2 o na prawo, 2 na lewo, według tego jak schodzą z druta.

Rękaw
Przełożyć oczka odłożone na drucie pomocniczym, na druty skarpetkowe 3.5mm dobierając 12 oczek pod pachą i rozkładając je pomiędzy 4 druty – otrzymamy 100 oczek, znaczy 4 razy po 25oczek. Zaznaczyć środek rękawa pod pachą i przerobić w okrążeniach 5 rzędów.
W kolejnym rzędzie zebrać (przerobić dwa oczka razem) symetrycznie względem zaznaczonego środka rękawa, po jednym oczku z każdej strony.
Następnie przerabiać dalej zbierając po jednym oczku po obu stronach zaznaczenia (w sumie 2 oczka w okrążeniu), co 5 cm.
Po zrobieniu 45 cm rękawa, licząc od pachy, powinnyśmy otrzymać 62 oczka. Jako, że na ściągacz mankietu potrzebne jest 48 oczek, na długości kolejnych 3 cm należy zebrać 14 oczek – po pierwszym centymetrze zbieramy w rzędzie równomiernie 4 oczka, po drugim kolejne 4, a ostatnie 6 oczek zbieramy po 3 centymetrze.
Na drutach powinno być 48 oczek.
Zmieniamy druty na 3mm i przerabiamy w okrążeniach podwójnym ściągaczem kolejne 7 cm, aż do uzyskania 55 cm długości rękawa. Zakończamy oczka w podobny sposób jak oczka ściągacza tułowia.

Drugi rękaw robimy analogicznie.

Plisa dekoltu:
Na wykończenie podkroju szyji nabieramy 8 oczek i przerabiamy je ściegiem francuskim na potrzebną długość. Plisę przyszywamy.

pasy prawych i lewych oczek rozchodzące się symetrycznie
na tulów i rękaw względem linii raglanu
przeplotka pasów na wysokości piersi
plisa dekoltu wykonana wzorem francuskim


wtorek, 27 września 2011

Głos z Kanapy

'Allo 'allo, tu Kanapowa Wiewiórka...
Tia... nie ma co się okłamywać, w chwili obecnej moje życie toczy się na kanapie. Nie powiem, żeby było mi na niej niewygodnie - człowiek to stworzenie o niesamowitych zdolnościach potrafiący przystosować, jak nie siebie, to miejsce w którym przebywa do własnych potrzeb. Tak więc na kanapie oprócz mnie bytują: laptop, komórka i jej skarpetka oraz  kabel do połączenia z laptopem (może zrobię jakieś zdjęcie, no i trzeba ją ładować), słuchawka telefonu stacjonarnego (żeby mi nie darł się ze stolika), poduszki różnych kształtów i rozmiarów, koc, dwa szale (bo pod kocem może być za gorąco, a bez szali jednak za zimno) osobny na ramiona a inny na nogi, piloty do tv, metalowe przedwojenne pudełko po herbacie zawierające obecnie druty i inne drobiazgi potrzebne do dziergania, robótka i włóczka na nią i, okresowo, dwa koty. Dużo tego, ale wbrew pozorom nie panuje tu zbyt duży Sajgon, może dlatego, że kanapa jest duża.
Nie będę robić zdjęcia całości, ale pokażę Wam owe przedwojenne pudełko po herbacie. Należało do mojej Babuni, która przechowywała w niej zioła do płukania włosów, nawet teraz metal ma delikatny zapach tataraku i kory dębowej.
Co do kolana, przyczyny zalegania na kanapie, byłam wczoraj na kontroli u lekarza. Pan doktór był bardzo zadowolony z faktu, że noga mnie prawie w ogóle nie boli, zmienił opatrunek i pochwalił wiele razy za to, ze tak szybko zdecydowałam się na operację. Stwierdził, że mało kiedy mają okazję robić takie świeże urazy, że 10 dni to glanc-nówka, i że byli zachwyceni, iż im taką zabawkę przyniosłam. Lubimy jak nas chwalą, wsio ryba za co, tak więc pławiłam się w tych pochwałach jak pączek w maśle, chociaż część zdroworozsądkowa rozumu krzyczała, że żadna to moja zasługa, że kolano bolało jak cholera i sama chciałam jak najszybciej zrobić to co trzeba by zaczęło się goić.
Za tydzień pan doktór zdejmie mi szwy, na razie rozpakował mnie z zawojów bandaża i teraz na kolanie mam niewielki gazik przyklejony plastrem, który zakrywa mi dwie urocze dziury, każda z jednym szwem z czarnej żyłki.

Projekt Morski Brzeg skończony, teraz czekam aż ktoś z rodziny ulituje się i zaniesie go wysłać na pocztę, wcześniej zakupując kopertę. Zdjęcia pokażę na blogu później, jak już przesyłka dotrze do celu.
Szal Niebo i Chmury się robi - jestem w połowie i mam 100cm szala. Wydziergałam cały motek i z drugiego najpierw dziergam kieszenie, a potem to co zostanie zamienię w szal.

ps. Aha, adoptowałam wirtualnego kota, zamieszkał na górze bocznego menu. Otrzymał imię Makary i uprasza się o pogłaskanie go od czasu do czasu, bo on to lubi ;)

niedziela, 25 września 2011

Głos z Kanapy oraz Niebo i Chmury

No więc siedzę/leżę już trzeci dzień na kanapie. Owszem, wstaję co jakiś czas, chodzenie o kulach całkiem sprawnie mi idzie (ale na razie tylko po domu), zwłaszcza, że mam nie nosić operowanej nogi w powietrzu tylko stawać na niej odciążając ją jednocześnie przez opieranie się na kulach. W rezultacie nie bolą mnie tak bardzo dłonie, a noga dostaje około 30% obciążenia przy chodzeniu i 5% przy staniu (jak twierdzi pan rehabilitant).
Uprawiam też rehabilitację - na razie na leżąco, na owej kanapie - trzy proste ćwiczenia przeciwdziałając zanikowi mięśni, każde z nich powtarzam 60 razy. Zajmuje mi to około pół godziny i uczy liczyć do dziesięciu ;)
W życiu tyle nie ćwiczyłam, bo na w-fie starałam się raczej obijać na tyle, na ile się tylko dało. Nie lubię ćwiczeń na sali, lubię basen. Na basenie się nie obijałam. Kiedyś nawet, na studiach, należałam do sekcji pływackiej i jeździłam na zawody, ale dobijało mnie to, że nieustannie pachniałam chlorem. Treningi były dwa do trzech razy w tygodniu i ledwo człowiek wywietrzał z tego smrodu już znowu wchodził do wody. Zrezygnowałam z  sekcji po roku.

To była taka mała dygresja, a wracając do tematu siedzenia na kanapie, to nie wiem co bym zrobiła bez drutów i robótek.
Projekt Morski Brzeg posuwa się na przód, mam już powiedzmy 60% całości, a wczoraj trafiłam na piękny szal z kieszeniami, który wydziergała Bogaczka, klik TUTAJ, i zakochałam się w nim miłością nagłą i wielką. Akurat przyjechała świeżo kupiona włóczka tego samego gatunku z której jest szal Bogaczki, więc uzyskawszy błyskawiczną zgodę na "zgapienie" wzoru zaczęłam dziergać po nocy.
Dziś mam już trochę ponad 20 cm. Szal będzie nazywał się Niebo i Chmury.
Zdjęcie kanapowe, z komórki, bo przygotowanie neutralnego tła i przytaszczenie nikona przekracza na razie moje możliwości ruchowe. Niemniej kolory oddane są idealnie. Szal będzie piękny i będzie miał kieszenie :)


Pozdrawiam Was wszystkich i wracam do dziergania i kanapowania ;)

piątek, 23 września 2011

Głos z Kanapy - ano wróciłam...

Wróciłam.
Zoperowali mi kolano. Miałam strzaskaną łąkotkę przyśrodkową i uszkodzoną chrząstkę przy kości udowej. Naprawili mi to wszystko  znieczulając od pasa w dół - dziwaczne uczucie.
Rano mąż odebrał mnie ze szpitala, teraz leżę i co dwie godziny obkładam kolano lodem. Snuje się też trochę po domu o kulach, ale jest to dość męczące. Jednak największy hardcore stanowią schody. W góre jeszcze ujdzie, ale o schodzeniu z nich nawet nie chcę myśleć na razie. Będę jednak musiała pomyśleć, bo  w poniedziałek mam kontrolę u lekarza.

środa, 21 września 2011

Listopad skończony

Skończyłam sweter dla młodego. Uprany nabrał miękkości i kształtu. Jest z gatunku cienkich swetrów, doskonałych pod ciepłe kurtki, który nie grzeje jak koc w ogrzewanych wnętrzach.

Włóczka Trekking firmy Zitron, kolor nr 450, robiony na okrągło od góry na drutach 3.5mm, a ściągacze na 3mm. Rękawy robiłam też na okrągło na pięciu drutach, bo tak było mi wygodniej niż na okrągłej żyłce. Na całość zużyłam 340 g włóczki.
Młody zadowolony.

Nowy projekt drutowy o nazwie Morski Brzeg, powstaje powoli, ale że jest przeznaczony dla kogoś na razie mogę pokazać tylko kolorystykę w jakiej będzie utrzymany.


ps. Jutro idę na artroskopię kolana, będą mi naprawiać łąkotkę. Mama nadzieję, wrócić w piątek.

sobota, 17 września 2011

kolorowe dzikie wino i chudy Listopad

Kiedy rano wchodzę do kuchni, to wita mnie zielono-pomarańczowo-amarantowa firanka dzikiego wina, które wisi za oknem. Nie obcinam go prawie wcale, bo widok od tej strony nie jest porywający - ot, dachy sąsiedniej hurtowni.
Zwieszający się festonami winobluszcz zaczyna przebarwiać się bardzo wcześnie, już pierwsze wrześniowe chłody zmieniają barwę liści, a z początkiem października opadają prawie wszystkie. Ciesze się więc tym krótkim okresem kolorów za oknem, kiedy poranne słońce podświetla je bocznymi promieniami.

Pokażę Wam coś śmiesznego. Może nie bardzo, ale mnie osobiście bawi ten widok - to sweter Listopad, którego robię dla Młodego. Jest już mocno zaawansowany, a wzór, który jest bardzo sprężysty, powoduje, że całość wygląda obecnie zabawnie.
Oczywiście, po skończeniu zostanie zblokowany i przestanie wyglądać w ten sposób, ale na razie mam spory ubaw ;)

środa, 14 września 2011

moje Raverly, Ametyst i Listopad

Pomiędzy wszystkimi zajęciami, wyjazdami i wachlowaniem kolana, oczywiście dalej dziergam.  Dziergam na tyle intensywnie, że postanowiłam uaktywnić swoje konto na Raverly, które założyłam jakiś czas temu. Dziś spędziłam przedpołudnie na wgrywaniu na nie wszystkich moich robótek na drutach o jakich sobie przypomniałam i których zdjęcia posiadałam. Jeśli mielibyście ochotę tam zajrzeć to zapraszam TUTAJ jak też i poprzez Raverly Bottom z bocznego menu.

Kilka dni temu ukończyłam sweter Ametyst - jestem z niego bardzo zadowolona. Patentowy wzór nadaje mu mięsistości i jest szalenie przytulny i ciepły. W sam raz na nadchodzące jesienno-zimowe chłody.

Ledwo go skończyłam zaczęłam sweter dla Młodego. Dostał imię Listopad, bo kolor włóczki kojarzy mi się z barwą mokrych pni drzew w ponure listopadowe popołudnie. Piękny kolor, zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Włóczka Trekking (XXL) firmy Zitron to mieszanka merino superwash i polyamidu (75/25). Nylon gwarantuje niezmienność kształtu gotowego wyrobu i dużą trwałość - zobaczymy.
Robię wzorem w pionowe pasy z prawych i lewych oczek z pasem przeplotki na wysokości piersi. Jako, ze robię go w całości od góry, bardzo zależało mi na tym, by pasy przechodziły płynnie z ramion na przody przy linii raglanu, co po dłuższym namyśle i potężnych obliczeniach ;) wreszcie mi się udało.

Mam już cały tułów łącznie z wykończeniem dekoltu (serek, wg życzenia zainteresowanego), a teraz zaczęłam rękaw. Całość robiłam na okrągłym drucie 3.5mm i 3.0mm ściągacze, rękaw robię również na okrągło drutami skarpetowymi 3.5mm.

wtorek, 13 września 2011

klomby w Regent's Park i rosarium w Queen's Mary Garden

W Regent's Park byłam dwa razy.
Pierwsza wizyta wynikająca z ciekawości dla parków Londynu, dość przypadkowa, po męczącym przedpołudniu spędzonym w British Museum i na Oxford Street. Dzień był dość ponury, a pod koniec zaczęło trochę padać, ale to nie przeszkadzało mi podziwiać tego, co znalazłam.
Najpierw znalazłam urocze klomby kwiatowe, każdy w odrębnej kolorystyce. Klasyczne amfory i donice obsadzone jednorocznymi kwiatami ustawione symetrycznie wzdłuż alejki, robiły niesamowite wrażenie.

 Aleja była podkreślona długimi rabatami na obu końcach i jedną podwójną w środku długości. Były one utrzymane w lawendowo-błękitnej kolorystyce, a kołyszące się nad nimi ozdobne trawy dodawały całości lekkości i pozornego, artystycznego nieładu.


Również w Regent's Park znalazłam Queen's Mary Garden, a w nim piękne rosarium. Ogromne kwatery obsadzone wysokimi różami w pełni kwitnienia, rozległa, jednokolorowe, pachnące i wabiące urodą kwiatów. Zachwyciły nas tak, że wróciliśmy tam w ładną sobotę, by podziwiać je w promieniach słońca i odpocząć na ławkach ustawionych tuż przy pachnących rabatach.

Na koniec dwa zdjęcia z College Garden przy Westminster Abby. Na pierwszym można podziwiać dwa ogromne krzewy ognika, oba wyprowadzone w formę drzewek, a na drugim uroczą plątaninę różowej róży pnącej, kobei i męczennicy. Zważywszy na to, że w Polsce męczennica (inaczej passiflora)  rośnie tylko jako roślina pokojowa, znalezienie jej na ogrodowym murku w towarzystwie innych pnących roślin robi dość niesamowite wrażenie.

poniedziałek, 12 września 2011

upadek prawie kontrolowany - update

Podejrzewam, że to ostatni "koński" wpis.

Byłam u lekarza z kolanem i okazało  się, że wcale nie jest wesoło. Mam rozerwaną łąkotkę i czeka mnie operacja, bo to samo się nie zaleczy.
Przy najlepszych układach zdrowa będę za półtora do dwóch miesięcy.
Mogę też nie robić tej operacji i łazić z takim bolącym kolanem, ale nie moge prowadzić samochodu, bo może mi się w każdej chwili zblokować.
Ogólnie jest do bani...

sobota, 10 września 2011

upadek prawie kontrolowany ;)

No, wreszcie spadłam z konia.
W terenie, pod sam koniec, w ostrym kłusie, na zakręcie, gdzie idący przodem Graal przestraszył się wiszącej gałęzi. Kama też się przestraszyła i gałęzi i wierzgającego Graala, i Saszy, co jej deptał po zadzie, podrzuciła w górę przód, strzeliła ostro zadem i już leciałam do przodu usiłując złapać się końskiej szyji. Glebnęłam aż ziemia zajęczała, przeturlałam się pod czymś dużym (potem powiedzieli mi, że to była Kama łapiąca równowagę) i zamarłam. Jak się podniosłam to udało mi się wsiąść spowrotem na konia i wróciliśmy stępa do stajni.
W każdym razie mam obity cały prawy bok od ramienia po biodro i stłuczone mocno lewe kolano od wewnętrznej strony i lewą kostkę. Nie wiem jakim cudem poobijałam się tak "krzyżowo", ale cieszę się, że mam całą głowę i że nie oberwałam podkutymi zadnimi nogami Kamy.
W stajni orzekli, że jako zmotoryzowana niepijąca mam postawić czekoladę, dużą ;)

piątek, 2 września 2011

wrócić na Russell Square

Niedaleko naszego hotelu był Russell Square. Jeden z wielu skwerów Londynu, oaza zieleni, wysokich drzew, wiewiórek i gołębi. No i oczywiście ludzi.
Coś jest w atmosferze tych londyńskich skwerów i parków, że chce się w nich zatrzymać na moment, usiąść na ławce czy trawie i zatrzymać na moment. Może świadomość bycia w tak ogromnym mieście i wielkiej odległości od "dzikiej" natury każe zwracać się ku jej cywilizowanym kuzynom - skwerom i parkom? Może.

Polubiliśmy Russell Square od pierwszego dnia, kiedy to trafiliśmy na niego przypadkiem w drodze do City. W następne dni zachodziliśmy tam "po drodze" lub zupełnie świadomie, szukając odpoczynku.
Rankiem, kiedy ludzie śpieszą do pracy, lub jak my, do muzeów (szliśmy do British Museum), gołębie biorą kąpiel w fontannie.

Bijące w górę strumienie wody są przytłumione, a ptaki masowo pluszczą się w wodzie. Zadziwiające jest to, że fonntanna "rusza" silnymi strumieniami kiedy już nie ma w niej ani jednego ptaka. Czy one wiedzą kiedy ją włączają, czy też może ktoś śledzi ptaki i czeka aż skończą się kąpać?

 W każdym razie po prysznicu wychodzą mokre, strosząc pióra, i wędrują na trawnik, gdzie pusząc się schną i odpoczywają układając się na trawniku.

W porze lunchu park zapełnia się ludźmi, o wolnej ławce można tylko pomarzyć, więc chętni siedzą na trawnikach. Pojedynczo lub w małych grupkach, rozmawiając, jedząc, czytając książki czy tylko leżąc na trawie i odpoczywając.
Widok u nas nie spotykany, a jakże fajny. I nikomu nie przeszkadza, że nad ranem padał deszcz i ziemia z pewnością jest jeszcze mokra.

Russell Square stał się dla mnie miejscem, gdzie siedząc na ławce zadziera się głowę by podziwiać ogromne platany, a zgiełk miasta wytłumia się w ich gęstych liściach. To miejsce do którego warto wrócić.