sobota, 31 grudnia 2011

kilka słów od Hakera

Dzisiejszy dzień zaczął się całkiem, całkiem.
Po pierwsze dziś była wyjątkowo domyślna  i otworzyła kanapę w kuchni żebym mógł się trochę pobawić. Fakt, że pokazywałem jej z dziesięć minut chyba o co mi chodzi zanim zaczaiła, ale to i tak dobrze - zwykle w ogóle nie reaguje na wskazówki.
Potem było już całkiem fajnie, bo przyniosła sznurek na sznurku - świetna zabawka - i przynajmniej było na co polować.
 Ogólnie w domu zaczyna być znowu fajnie.
Co prawda ten bezzębny Przybłęda, którego ona nazywa Chudy, dalej jest i, co gorsza, próbuje zajmować coraz lepsze miejscówki, ale za to dostajemy o wiele częściej mielone  mięso. Zaczynam podejrzewać, że Przybłęda dostaje najwięcej, ale co tam, grunt, że prawie co dziennie dostajemy coś ekstra.
Najgorsze było wtedy, jak zaczął ładować się na łóżko w sypialni. Właził tam wieczorem, na MOJE miejsce w jej nogach, a ona nic! Z oburzenia spałem dwie noce z Młodym, ale u niego to nie to samo.
Bibi też się dostało od Przybłędy - władował się do jej koszyka na całą noc, he, he... Musiała spać u Młodego pod biurkiem. Mówiła, że to lubi, ale mnie może nie ściemniać.
Znójd zasmrodził sobą całą pościel, nie dało się wytrzymać normalnie. Całe szczęście, że ona zmieniła ją i założyła nową - od razu władowałem się pod narzutę i spędziłem tam w poświęceniu cały dzień, by wiedział czyja to miejscówka. Wieczorem też przyszedłem pierwszy i nie dałem się zepchnąć.
Przybłęda zrozumiał aluzję. Tylko raz w nocy próbował się wślizgnąć na drugi koniec łóżka, ale byłem czujny i powiedziałem mu parę słów, co skutecznie go przepłoszyło. Ona też się obudziła, bo ona  się boi, że go zacznę tłuc na niej, he, he, he... Nie bój  żaby, nie było potrzeby, polazł sobie na dół ekspresem, bo Bibi go dodatkowo obsyczała na schodach. O rany, jak tak ona syknie to mnie aż ciarki przechodzą. Właściwie, to ona fajna jest, ale straszna.

czwartek, 29 grudnia 2011

sweter Październik - skończony

Powinnam dodać do tyłułu wpisu dopisek "już dawno".
Skończyłam go jakieś półtora miesiąca temu, w połowie listopada, ale jakoś nie miał szczęścia do zdjęć. W końcu wyniosłam go na balkon i cyknęłam mu dwie foty na wieszaku (Październik cierpi na brak modela). Fotki nie są powalające, sweter zwisa nieco smętnie z wieszaka, ale za to nareszcie doskonale widać grę kolorów włóczki.
Włóczka Zitron Trekking Color (XXL), kolor nr 450, druty 3.0 ściągacze i 3,75 reszta. wyszły mi na niego prawie całe 400 gram.
 Sweter podoba się właścicielowi i jest często noszony :)

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Candy u Pimposhki i robótkowy raport

Pimposhka organizuje Pimposhkowe Urodzinowe Candy.


Jak widać, do wygrania dwie prześliczne wełenki. Losowanie odbędzie się 14 stycznia 2012. Oczywiście ustawiłam się w kolejkę, a nuż tym razem dopisze mi szczęście :)

~~~~~~

Klasyk się dzierga.
Wczoraj skończyłam plecy i nabrałam oczka na przód.
Zakładałam, że sweter będzie miał 63  cm długości, ale musiałam zmodyfikować go nieco. Po zrobieniu 27 cm całości okazało się, że pozostały kłębek waży 46 gram, więc nie starczy na tak długi tył. Po przemyśleniu  zdecydowałam się zrobić sweter o 5 cm krótszy i w ten sposób spokojnie starczyło na całe plecy, a nawet zostało 5 gram.
Co prawda plecy wymagają najwięcej włóczki, ale wolałam nie ryzykować, że pod sam koniec zabraknie mi włóczki na rękawy, a do tego modelu swetra raczej nie pasuje długość 3/4.
Bardzo fajnie mi się dzierga z bfl'u, mimo, że nitka jest cienka i robią na drutach 3,5, to robótka nie jest lekka jak piórko, ma taki przyjemny ciężar własny i jest lejąca się jak jedwab - jednocześnie lekka i ciężka. Trudno to wytłumaczyć, ale wrażenie jest jak najbardziej korzystne :)

czwartek, 15 grudnia 2011

czapka jak włoska kapusta

Od lat nie nosiłam czapek. Nie lubiłam ich, robiły dziwne rzeczy z moimi włosami, więc preferowałam kaptury.
Jednak w tym roku zobaczyłam czapkę i nagle chciałam ją mieć. To czapka-ślimak, bardzo popularna w tym roku.
Jako, że właśnie przyszła pocztą piękna szmaragdowa malabrigo Rios, wydłubałam sobie czapkę i dłuuuugi szalik.
Czapkę zrobiłam z melanżowej - przypomina mi teraz główkę włoskiej kapusty ;) - poszło 60gram, a szalik z gładkiej i dałam na końcach melanżową. Czapka jest dość długa by nosić ją z wywiniętym brzegiem - wtedy jest cieplej w uszy. Szalik zrobiłam wzorem: dwa rzędy prawych, dwa rzędy lewych, by pasował do czapki. Ma 13 cm szerokości i 210 długości. Druty 5.5mm.

Potem rozkręciłam się czapkowo i zrobiłam jeszcze cztery inne, dwa ślimakowe, jedną z pomponem patentowym i jedną męską typu beanie. Zdjęć nie mam bo wszystkie poszły w świat jak tylko spadły z drutów.

wtorek, 13 grudnia 2011

sweter Klasyk - początek

Przełamałam się i praca nad swetrem z bfl'u ruszyła pełną parą.
Przemyślałam dokładnie problem i doszłam do wniosku, że muszę opanować wrodzone skąpstwo włóczkowe w dziedzinie próbek i zrobić dużą próbkę, bo jak jeszcze kilka razy zacznę robótkę i spruję, to nawet ten świetny bfl nie wytrzyma.
Nabrałam 40 oczek, zrobiłam część ściągaczem, a resztę docelowym wzorem. Próbkę zamknęłam, uprałam i zblokowałam. Po tych zabiegach wyglądała tak:
Pomierzyłam ją i obliczyłam porządnie ile potrzebuję oczek w swetrze.
Sweterek będzie miał, jak widać z próbki, klasyczny wzór z warkoczy, dekolt w szpic - czysta klasyka i stąd nazwa "Klasyk".
Zdjęcie jest troszkę ciemne i niezbyt dobrze widać na nim jak ładnie układają się delikatne  tony błękitu - to będzie śliczny sweter, już go lubię, choć dopiero istnieje w formie małej poczwarki:
Zdecydowałam się robić go w częściach, zszywany, ze względu na wzór i na to, że szwy w pewnym stopniu wzmocnią wyrób na ramionach. Jeśli byłby robiony raglanem od góry to oczka na ramionach mogłyby się zbytnio rozciągać pod ciężarem całości, a tak szwy stworzą swego rodzaju ukryty szkielet całości.

Jestem zadowolona :)

niedziela, 11 grudnia 2011

bfl'owe dylematy

Mam problem z cudnym jeansowym bfl'em od Mirabelki. Pamiętacie go?

Zaczynałam już kilka razy, ale wciąż coś mi nie wychodzi. Wełna jest dość cienka, zrobiłam próbkę na drutach 3.5. Rozliczyłam raglan od góry według rozliczeń Pimposhki , zaczęłam, ale wyszedł mi zdecydowanie za szeroki dekolt. Sprułam.Zmieniłam koncepcję na sweter zszywany z części, nabrałam oczka, zaczęłam ściągacz, ale mimo robienia na drutach o pół numeru mniejszych całość była znowu zbyt szeroka. Sprułam.

Coś jest nie tak z moimi rozliczeniami. Zdaje mi się, ze powinnam zrobić porządną próbkę, nie małą tylko całkiem sporą, zwłaszcza, że chcę użyć warkoczy. Ehh... prawda jest taka, że nie lubię robić próbek - wydają mi się one strata czasu i włóczki, choć tak na prawdę wiem,że tak nie jest. Wszystko przez to, że lubię mieć wszystko szybko, prawie natychmiast, a produkcja próbek spowalnia cały proces. Chociaz z drugiej strony patrząc, jakbym zrobiła ją na początku to teraz miałabym już spory kawałek dobrze zaczętego swetra.
Taaa... próbka... cóż, trzeba będzie ją zrobić... i to porządnie ;)

czwartek, 8 grudnia 2011

Głos z Kanapy i kilka słów o Chudym

Już było całkiem fajnie, już widziałam siebie biegającą swobodnie w czasie przedświątecznych zakupów po sklepach i po domu, już miało być tak dobrze.
Miało, ale nie jest. Nie jest, bo tydzień temu poślizgnęłam się na własnych domowych schodach i wykonałam prześliczny siad płotkarski zostawiając za sobą dopiero co wyleczoną nogę. W nodze chrupnęło, no i oczywiście zabolało tak, że przez moment sądziłam, że ją sobie urwałam :D
Na szczęście została na miejscu i nie zrobiłam jej większej krzywdy tyle, że jeśli chodzi o jej ruchomość to cofnęłam się gdzieś o 2-3 tygodnie rehabilitacyjne.Więc zaczynam od nowa.

Poza tym Chudy mieszka z nami w domu. Większość dni i nocy przesypia, czasem przychodzi się pogłaskać. Je teraz mniej, ale zawsze pojawia się w kuchni jak mam mielone mięso. I uwielbia szynkę w plastrach, najchętniej konserwową. Zwykle okupuje miejscówkę w dużym pokoju na kanapie lub krześle, ale jak przyjechała moja mama to przekitował trzy dni na półce w naszej garderobie. Nosiłam mu tam jedzenie i wodę, ale nie chciał jeść. Może jadł nocami. W każdym razie przeżył i przeniósł się do pokoju po wyjeździe gościa.

czwartek, 1 grudnia 2011

kawowe przyjemności

Wstąpiłam dziś do Starbucks'a.  Zamówiłam tall cappucino, a ze słodkości skusiło mnie ciemnobrązowe, prawie czarne w przekroju, brownie ekspresso.
Cappucino jak cappucino - dobre, z mleczną pianą i gałką muskatołową - pyszne, ale nie powalające. Powiedzmy, że takie jak zwykle. Za to brownie było przepyszne - głęboko czekoladowe, z chrupiącym wierzchem i miękkim środkiem, z każdym kęsem zostawiające zdecydowane kawowe nuty. Pasowało do łagodnego cappucino wprost idealnie.
Lubię Starbucks ;)