sobota, 28 lipca 2012

wieczór na Starówce

Mały, wieczorny wypad na gdańską Starówkę. W środku sezonu, tuż przed Jarmarkiem Dominikańskim, kiedy tętni ona życiem do późnych godzin nocnych.

 
Dwór Bractwa św. Jerzego i Złota Brama
 
ulica Długa
 
kamieniczki przy Długim Targu
 
nasz Neptun ;)
 


 

Motława - Żuraw i położone na przeciwko niego Muzeum Morskie

środa, 25 lipca 2012

Miało nie być marudzenia...

... na blogu, ale chyba się bez tego nie da.
Wszystko przez sweter zwany Czekoladowym.
Robię go i robię, mam wrażenie, że zaczęłam go w późnym plejstocenie, a przynajmniej rok temu. Nie jest to prawdą, bo minął dopiero trzeci miesiąc, jak go zaczęłam. Skoro nie robię go taaaak strasznie długo jak mi się wydaje to o co to całe zamieszanie?
Otóż wczoraj skończyłam rękawy. Oba. Zadowolona z siebie niemożebnie, z wizją już tylko szybkiej plisy przy dekolcie i rzucenia się na czekające w kolejce włóczki, przymierzyłam rękawy do kadłubka. No i klops. mimo wielokrotnego mierzenia, przeliczania, kombinowania, rękawy nie pasują do podkroju pachy - brakuje im około 8 cm na obwodzie. Wkurzyłam się.
Taka wkurzona i prychająca usłyszałam, że to wynik braku zapału, więc poziom wkurzenia wzrósł prawie do końca skali. W ramach ugłaskania mnie padła propozycja zadowolenia się kamizelką z owego kadłubka. Nie poszłam na to. Zaparłam się - będzie sweter i już! Kolejka wełenek i włóczek poczeka jeszcze trochę.
Dziś zszyłam dokładnie kadłubek i mam zamiar wrobić rękawy od góry - oby tylko nie wyszły mi z bufkami ;)

Dla równowagi piekę czekoladowe ciasto - żeby nie było, że mi się czekolada znudziła, o nie! :)

środa, 18 lipca 2012

w wiewiórczym ogrodzie

Co dzień pada, więc pracowanie w ogrodzie nie należy do przyjemności. W rezultacie, zostawiony sam sobie, ogród radośnie sobie zarasta, a mnie pozostaje cyknięcie mu paru fotek w przerwie między deszczami.


niedziela, 15 lipca 2012

znów dziergam

No, odblokowało mnie. Może nie tyle mnie, co moje dzierganie.
Z czekoladowym swetrem dla męża bujam się już od ... chwila, sprawdzę... 10 kwietnia. Masakra. Dwa tygodnie temu, po dłuuuugim dzierganiu, skończyłam przód, zszyłam go z plecami i odłożyłam. Zbierałam się do rękawów. Przedwczoraj wieczorem nagle, ni z tego ni z owego, dokończenie swetra stało się życiową misją. Numerem JEDEN ;)
Dziś jestem w połowie OBU rękawów - bo robię dwa na raz - i jak tak dalej pójdzie, to jeszcze dwa, trzy dni i sweter będzie gotowy.
Fotek dziś nie mam, zrobię jak skończę. Oby starczyło mi na to zapału ;)