sobota, 28 czerwca 2014

wydziergane - chusta "Kępki Trawy"

Na imieniny (kilka miesięcy temu) dostałam dwa motki ślicznej Merino Lace od Lana Grossa. W pięknym kolorze jasnej zieleni wpadającej w oliwkowy.
Jako że robiłam już kiedyś chustę z tej wełny to wiedziałam, że najlepiej się prezentuje we wzorach strukturalnych, dzięki którym dzianina staje się przestrzenna i "puchata". Kolor kojarzył mi się z wysokimi trawami, które pod koniec lata zmieniają są żywa zieleń ku spokojnym, oliwkowym tonom, więc zdecydowałam się na wzór imitujący kępki traw. Wzór jest prosty i robi się go właściwie mechanicznie, więc chusta powstała szybko i sprawnie, a jej dzierganie sprawiło mi wielką przyjemność.
Żeby się nie wywijała na dole zastosowałam tą samą metodę co w przedłużanej Miłorząbowej - ściągacz 10 oczek na 10.






dane techniczne:
włóczka: Lana Grossa Merino Lace (400m/50g) kolor 0030, 100% Merino Extrafine
druty: 3.5mm
zużycie: 2 motki (100 g)

Obecnie mam na drutach sweterek z Felted Tweed Rowana. Mam już dwa z tej włóczki i bardzo je lubię, więc postanowiłam tej jesieni i zimy mieć jeszcze jeden.
Mam już "Poranek z herbatą i tostem", a teraz robię "Popołudnie z herbatą i tostem". Będzie to kolejny sweterek inspirowany swetrem "Tea with Jam and Bread” autorstwa Heidi Kirrmaier, tym razem w ciemniejszych kolorach.

czwartek, 26 czerwca 2014

w Gdańsku, na Polibudzie, lwy rozrabiają ;)

O lwach zdobiących bramę główną Politechniki Gdańskiej pisałam kilka lat temu we wpisie Uczone Lwy. Tam też można sobie obejrzeć fotkę owych lwów.
Tym razem zaprezentuję Wam inne lwy, które znalazłam na terenie Politechniki. Niestety, wśród obfitości figur ludzi, trytonów, gryfów i smoków, lwów w całości nie znalazłam. Za to są lwie głowy.
Aż dwa ich rodzaje zdobią frontową fasadę Gmachu Głównego:

Ten lew jest jednym z kilku podtrzymujących półkolumny flankujące okna na pierwszym piętrze.

Nad wejściowym portykiem umieszczony jest olbrzymi kartusz, również z lwimi łbami.


w zbliżeniu:
Jak widzicie ten lew pozuje język, czyżby studentom? ;)

Znacie piosenkę Elektrycznych Gitar o Człowieku z Liściem na Głowie? Na Polibudzie znalazłam człowieka z lwem na głowie :D

I ten człowiek się na tego lwa gapi, zezem się gapi, i nic!

Kiedy tak pętałam się pomiędzy starymi budynkami z zadartą głową przeszukując wzrokiem elewacje dotarłam pod duży budynek Laboratorium Wydziału Mechanicznego. Laboratorium słusznych rozmiarów, w końcu budynek przedwojenny, o ogromnych wrotach, a nad tymi wrotami kartusz. Na kartuszu lew, ale jaki! To lew ludożerca. Serio. Lwia głowa wyraźnie konsumuje sobie jakieś dwie ludzie sztuki. Nie mam pojęcia co przyświecało twórcom, ale nasuwa mi się jedno skojarzenie - Wydział Mechaniczny pożera swoich studentów!


Co prawda płaskorzeźba może również opowiadać o tym, jak to dwóch studentów, w super imprezowym nastroju, który rozebrał ich do stroju Adama, w ramach szukania wrażeń, wsadziło lwu do pyska swoje głowy, a zwierzę zaciskając oczy z obrzydzeniem, próbuje ich wypluć. A może to przestroga dla żaków, by nie balować zbytnio, bo można skończyć na golasa w pysku lwa? Jak myślicie?

W każdym razie budowniczy Politechniki mieli niewątpliwe poczucie humoru i wielki dystans do siebie :) Myślę, że w obecnych czasach takie numery z elementami zdobniczymi by nie przeszły, a szkoda.
Sztywniakami jesteśmy, o co! ;)

wtorek, 24 czerwca 2014

wydziergane - zimowy komplet i powiększona Miłorząbowa

Kilka lat temu kupiłam mojej teściowej w prezencie, włóczkę - na sweter i na komplet zimowy - w ukochanym fioletowym kolorze. Na sweter mieszankę wełny z akrylem, a na czapkę z szalikiem - moher (z akrylem). Ostatnio, przy okazji wizyty, dogadałyśmy się, że włóczka cały czas leżakuje w pudełku i że "trzeba się za nią zabrać". Po dyskusji stanęło na tym, że mama wydzierga sobie sweter, a ja zrobię jej komplet (czapka z szalikiem) na zimę.
Włóczka włochata, więc robiło się tak sobie. W każdym razie powstała czapka-ślimak i szeroki szalik. Robiłam wzorem patentowym, więc jest puchaty i mięsisty, i ciepły.
Zdjęcia są mało zachwycające - mam problem z efektownym pokazaniem szalika, jakoś nie mogę wpaść na ciekawy pomysł zaprezentowania długiej taśmy. Dodatkowo moje standardowe tło do zdjęć drobnych wyrobów włóczkowych jest aktualnie używane jako podkład pod puzzle i jeszcze jakiś czas będzie nieosiągalne - stąd zdjęcia na stole.
W każdym razie jaki jest szalik i czapka każdy widzi ;)

 dane techniczne:
włóczka: YarnArt Mohair Classic (80% mohair/ 20% acylic), 220m/100g
druty: 4.0mm
czapka: obwód głowy 56cm, zużycie 46 gram
szalik: wymiary 120x30cm, zużycie 150 gram

~~~~~~

Dodatkowo postanowiłam powiększyć swoją cudną chustę Miłorząbową.  Doszłam do wniosku, że jest troszkę za mała, a sprucie jej i zrobienie innej nie wchodziło w rachubę. Wełenkę miałam, bo nosiłam się z resztą twgo cudnego motka jak z jajkiem ;) Postanowiłam dorobić prostą plisę i w ten sposób zamknąć ażurowy wzór z środku chusty. Otworzyłam końcowe oczka i zrobiłam prawym dżersejem szeroki pas. Żeby zapobiec wywijaniu się brzegu, a jednocześnie nie wprowadzać dodatkowego zamieszania plisą z francuza, zdecydowałam się na ściągacz 8x8 oczek. Przy tej szerokości raportu przestał właściwie pracować jako ściągacz, a po blokowaniu tworzy ładny, czysty, elegancki brzeg. Jest super, ażur wkomponował się idealnie bez żadnych zmarszczek i zaburzeń, więc jestem bardzo zadowolona z końcowego efektu.
Teraz chusta ma wymiary 152cm x 70 - wykorzystałam całość wełenki - i jest zdecydowanie praktyczniejsza i na pewno będę ją często nosić jesienią.

wkomponowany ażur
plisa brzegowa


Teraz na drutach kolejna chusta w pięknym, oliwkowy kolorze, ale o niej  będzie jak ją skończę :)

czwartek, 19 czerwca 2014

w Toskanii też lubią lwy

Przeglądając stare zdjęcia z wyjazdu do Toskanii zorientowałam się, że nie podzieliłam się z Wami toskańskimi lwami. Postanowiłam to naprawić i zarazem wznowić cykl wiewiórka i lwy.
Tak się składa, że i Włosi lubią zdobić  swoje budynki wizerunkami króla zwierząt. Najbardziej rzucającym się w oczy przedmiotem, który ma kształt głowy lwa są kołatki. Bo kołatki są w Toskanii prawie wszędzie, znaczy prawie na każdych drzwiach. Ich uroda powoduje, że człowiek z aparatem posuwa się wzdłuż ulicy tempem ślimaka co rusz przystając i cykając fotkę. Pół biedy jeśli światło jest w porządku i da się zdjęcie zrobić szybko i sprawnie. Często jednak drzwi są w głębokim cieniu co powoduje konieczność zastosowania długiego czasu naświetlania, co dla odmiany skutkuje dziwacznymi pozami przybieranymi w celu "zakotwiczenia" się nieruchomo na czas, np. 1/10 sekundy. No, chyba, że ktoś ma ze sobą statyw, ale ja uznałam noszenie dodatkowych 2,5 kilogramów przy upale 35 stopni za prostą drogę do samobójstwa. Akurat trójka moich towarzyszy miała identyczne zdanie co ja, więc pozostały mi dziwne pozy lub brak zdjęć kołatek umiejscowionych w głębokim cieniu.
W każdym razie wśród masy kołatek znalazło się kilka z lwami.

Ładne, prawda? :)

Kiedy przemieszczaliśmy się po dolinie Chianti mijaliśmy bramę dużej posesji przy której  była figura lwa naturalnych rozmiarów. Mijana z prędkością 50 km/h godzinę była tak intrygująca, że za którymś razem zatrzymałam się i poleciałam ją obfocić.


Jak widać jest pełen bardzo dynamicznych linii, grzywa i chwost ogona świeżo po trwałej ondulacji ;)

Znalazłam też lwy na dzwonnicy florenckiej katedry. Umieszczone wysoko dają się zauważyć wtedy, gdy umęczony turysta przysiądzie w cieniu i gapi się na powalająco piękną fasadę przesuwając wzrok z detalu na detal.

wtorek, 17 czerwca 2014

wydziergane - Czekoladowy nr 2

Prawie dwa lata temu napisałam:
"Skończyłam Czekoladowy sweter dla mojego męża. Robiłam go tak długo (od 10 kwietnia), że mimo urokliwej włóczki zmienił się z przyjemności w obowiązek. A obowiązki są średnio lubiane, więc po skończeniu doczekał się tylko jednego zdjęcia(...)"

Ów Czekoladowy sweter nosił się świetnie i był tak lubiany, że miejscami zaczął się przecierać, zwłaszcza na dole ściągaczy. Został spruty, wełna przewinięta, uprana, wyprostowana, i znów przewinięta z pasm z kłębki. Jako że posiadałam dodatkowe pół motka zapasu postanowiłam odtworzyć mężowski sweter.
Znów robiłam go długo, bo od 23 marca ( po drodze wpadło mi kilka innych robótek ), ale nareszcie skończyłam go.
Wprowadziłam pewne modyfikacje w stosunku do pierwowzoru:
- oczka na ściągacz nabrałam metodą krzyżową, by dół ściągacza był grubszy i bardziej odporny na zniszczenia. Posiłkowałam się stroną ABC robótek na drutach gdzie ta metoda jest wspaniale wyjaśniona. Dzięki temu brzeg ściągacza doskonale pracuje, jest ładny i równy.
- tył swetra dostał tuż ponad ściągaczem kilka rzędów skróconych by całość lepiej układała się na plecach.

Tym razem również jest tylko jedno zdjęcie, ale za to "na ludziu" ;)


dane techniczne:
włóczka: malabrigo Yarn Sock (100% merino superwash), kolor 810 Cordovan, zużycie  315 gram
druty 3.0 ściągacze i 3.5mm - całość
rozmiar: M/L

piątek, 13 czerwca 2014

miasta też lubię






Gdańsk Wrzeszcz

 Lubię przyrodę, lubię chodzić po lesie i łąkach, lubię niezurbanizowaną przestrzeń,  gdzie oko nie zatrzymuje się na „wytworach cywilizacji”. Ostatnio jednak doszłam do wniosku, że nie mam co się dłużej oszukiwać – również bardzo lubię duże miasta. 
 
Praga
 Lubię po nich chodzić całymi kilometrami, lubię ich atmosferę z jadącymi równo samochodami, tramwajami, autobusami. Podobają mi się przestronne, dwupasmowe jezdnie i owiana wiatrem przestrzeń pomiędzy wysokimi budynkami. Zwłaszcza w ciepłe dni,  takie jak teraz, rano, kiedy ludzie śpieszą we własnych sprawach, zaaferowani, płynący równymi rzekami przez przejścia i chodniki.

Londyn

Tak, lubię zwiedzać miasta, zwłaszcza te duże. Intrygują mnie kontrasty i spójności w zabudowie, znaleziony ogród ukryty za murem, na który można zerknąć tylko przez niewielką, zamkniętą kutą furtkę . Podwórka widoczne poprzez bramy – fakt, że można zobaczyć tylko ich fragment powoduje, że wyobraźnia ożywia się i sprawia, że wydają mi się wyjątkowe i bardzo ciekawe.

Florencja
 Niekoniecznie muszą to być miasta nieznane, chociaż lubię poznawać nowe miejsca, ważne jest, by miały w sobie „to coś” – nieuchwytną atmosferę, która zachęca do przemierzania ich kilometrami po rozgrzanych trotuarach pomiędzy szumem samochodów i dźwiękami klaksonów. 
Poranki w takich miastach są, dla mnie, magiczne.