We wrześniu odwiedziłam Motylarnię we Władysławowie . To bardzo ciekawe miejsce, gdzie można podziwiać motyle nie w gablotach czy klatkach, ale latające swobodnie między roślinami, przysiadające na ziemi lub zwiedzających. Wejście do środka odbywa się w małych grupkach, z których każda jest oprowadzana przez pracownika, który wyczerpująco opowiada o kolejnych gatunkach, ich zwyczajach, cyklach rozwojowych i sposobach odżywiania. Dowiedziałam się, między innymi, że motyle rozpoznają smak nóżkami. Motyle są karmione sokiem z owoców, który zbierają sobie w rozłożonych na talerzach plastrów pomarańczy. Korzystają też z nektaru roślin, które kwiatną w Motylarni. W motylarni jest również stanowisko z mikroskopem, gdzie można obejrzeć dokładnie jak wygląda skrzydło motyla, jak ułożone są na nim poszczególne łuski. Pod tym mikropskopem ogląda się spreparowane osobniki, które sa pozyskiwane z tych motyli, które już zakończyły swój cykl rozwojowy i naturalnie umarły, w...
Hura! Po ponad miesięcznym użeraniu się z Bloggerem udało mi się zalogować do niego i dostać do swojego bloga. Fakt, że nie publikuję wspisów regularnie, ale jak już akurat trafiła mi się wena i ochota na to, a nie mogłam tego zrobić, to się deczko zirytowałam na "te gupie maszyny" ;) Kombinowałam i kombinowałam, zdążyłam poskarżyć się na Bloggera u Pimposhki, ale w końcu udało się. Właściwie nie wiem co mi blokowało dostęp, grunt, że sobie poszło. Teraz do rzeczy. Jakiś czas temu p rzyjechała szwagierka, przywiozła cztery kłębki włóczki i poprosiła nieśmiało o chustę zrobioną enterlakiem „... bo próbowałam, ale nie ogarniam tych kwadratów ”. Ha! A ja ogarniam i akurat miałam przestój w dzierganiu, bo jakoś nic mi nie podchodziło. Ucieszyłam się, włóczka kolorowa, tęczowa, wręcz idealna do tego rodziaju wzoru. Szwagierka, skuszona kolorami, kupiła ją w TEDI i skład nie jest jakiś specjalny - 100% akryl. Co prawda nie żaden skrzypiący, mięciutki jak wiskoz...