Hura! Po ponad miesięcznym użeraniu się z Bloggerem udało mi się zalogować do niego i dostać do swojego bloga. Fakt, że nie publikuję wspisów regularnie, ale jak już akurat trafiła mi się wena i ochota na to, a nie mogłam tego zrobić, to się deczko zirytowałam na "te gupie maszyny" ;) Kombinowałam i kombinowałam, zdążyłam poskarżyć się na Bloggera u Pimposhki, ale w końcu udało się. Właściwie nie wiem co mi blokowało dostęp, grunt, że sobie poszło. Teraz do rzeczy. Jakiś czas temu p rzyjechała szwagierka, przywiozła cztery kłębki włóczki i poprosiła nieśmiało o chustę zrobioną enterlakiem „... bo próbowałam, ale nie ogarniam tych kwadratów ”. Ha! A ja ogarniam i akurat miałam przestój w dzierganiu, bo jakoś nic mi nie podchodziło. Ucieszyłam się, włóczka kolorowa, tęczowa, wręcz idealna do tego rodziaju wzoru. Szwagierka, skuszona kolorami, kupiła ją w TEDI i skład nie jest jakiś specjalny - 100% akryl. Co prawda nie żaden skrzypiący, mięciutki jak wiskoz...
Według własnej zasady "jak chcesz nową włóczkę najpierw zrób na nią miejsce" wydziergłam sweterek. Prosty sweterek z pozostałości drops merino baby, które miałam po zrobieniu kilku chust, a teraz zalegały w pudłach i "robiły tłum" - jednym słowem Resztkowiec. Dół i rękawy wykończyłam podwójną plisą, która ma od spodu kontrastowy kolor. Coś, czego zwykle nie widać, a co czasem błyska. Całość robiłam na drutach 3,5mm. Nosi się bardzo fajnie i jestem z niego bardzo zadowolona.