wtorek, 15 maja 2018

Miało być o jednym sweterku, a jest o trzech ;)

Skończyłam sweterek.
Właściwie to mój trzeci z rzędu sweterek z malabrigo sock i wcale nie mówię, że ostatni. Wszystkie były robione od góry, dekoltu kształtowane rzędami skróconymi, każdy z nich ma dłuższy tył również kształtowany rzędami skróconymi.
Pierwszy powstał ze sprutych dwóch kiedyśtamrobionych sweterków - oba lubiłam, ale zużyły się już trochę i postanowiłam dać im nowe życie. Po spruciu i odrzuceniu zniszczonych fragmentów starczyło na nowy sweterek i jeszcze trochę zostało.
Nowy wygląda tak:



dane techniczne:
włóczka: malabrigo sock, 100% merino, 402m/100g, kolory: 416 Indiecita (zielonkawy) i 853 Abril (fioletowy)
druty: 3.0 i 3.5
zużycie: średnio po 130g każdego koloru, łącznie 260gram

~~~~~~~~~~~~

Dwa następne powstały z nowej włóczki, motki dostałam w prezencie. Zażyczyłam sobie każdy inny i w rezultacie miałam sześć kolorów do wyboru i połączenia.
Najpierw powstał Czerwonawy:


dane techniczne:
włóczka: malabrigo sock, 100% merino, 402m/100g, kolory: 850 Archangel (koralowo-czerwony), 611 Raverly Red (czerwony) i 173 Stonechat (brązowo-czerwony)
druty: 3.5
zużycie: odpowiednio 66g, 92g i 80g - łącznie 238gram

~~~~~~~~~~~~ 

 Jako drugi powstał Zielonkawo-Granatowy.  Ma kieszonkę w kontrastowym kolorze, żeby było weselej ;) Szczególnie dumna jestem z plisy dekoltu, bo wyszła idealna i bardzo ładnie się układa.




dane techniczne:
włóczka: malabrigo sock, 100% merino, 402m/100g, kolory: 138 Ivy (zielony), 870 Candombe (granatowo-zielony) i 807 Cote d'Azure (granatowy)
druty: 3.5
zużycie: odpowiednio 75g, 85g i 86g - łącznie 246 gram

sobota, 12 maja 2018

Echo Flower w kolorze ecru

Ta chusta powstała na prezent, nowa właścicielka już się nią cieszy, więc spokojnie mogę ją pokazać.
Z założenia miała to być chusta ozdobna, niekoniecznie użytkowa, więc postawiłam na cieniznę. Dla mnie "cienizna" to dropsowa Lace.
Kolor, ecru, zgodny z upodobaniami osoby obdarowywanej.
Wybrałam darmowy wzór Echo  Flower Shawl autorstwa Jenny Johnson Johnen, który bardzo mi się podoba, i przypomina mi bujnie kwitnące drzewa lub morską pianę - w zależności od stopnia zamotania udziergu.
Dziergało się bardzo przyjemnie, ale jak doszłam do nupków to okazało się, że robienie ich z mało elastycznej, cienkiej włóczki przerasta moje możliwości manualne. Miałam dwie możliwości: ominąć nupki w ogóle albo w ich miejsce nanizać koraliki. Wybrałam koraliki, bo jeszcze nigdy nie robiłam nic z koralikami i ciekawił mnie efekt, poza tym uznałam, że koraliki sprawią, że chusta stanie się jeszcze bardziej ozdobna. Kupiłam szklane koraliki Toho nr 8 w kolorze waniliowym, bo nie chciałam wprowadzać dodatkowej barwy.
Muszę powiedzieć, że robiło się świetnie. Myślałam, że nanizywanie koralików  bardzo spowolni pracę, ale okazało się, że nie jest tak źle. Korzystałam z cieniutkiego szydełka i wszystko szło jak z płatka.
Chusta została podarowana i bardzo się spodobała, co mnie niezmiernie ucieszyło :)




Dane techniczne:
włóczka: Garnstudio DROPS Lace, 70%/30% alpaca/silk, 400m/50g, kolor 0100 ecru - zużyłam troszkę ponad 1.5 motka
druty nr 4.0
koraliki: Toho nr 8, kolor waniliowy, 1.5 paczuszki

czwartek, 10 maja 2018

Jabłonie, kwitnące jabłonie...

"Świat nie jest taki zły,
Świat nie jest wcale mdły,
Niech no tylko zakwitną jabłonie,
To i milion z nieba kapnie,
I dziewczyna kocha łatwiej,
Jabłonie, kwitnące jabłonie..."

W tym roku kwitną moje jabłonie. Są całe białe i bardzo głośne, bo urzędują na nich całe chmary pszczół - ktoś będzie miał jabłoniowy miód ;) Kiedy powoli przekwitają trawa pod nimi wygląda jak zasypana płatkami śniegu - jednym słowem w ogródku jest pięknie :)






środa, 9 maja 2018

Kawa na mieście



Nie ma nic trudnego w porannym wstawaniu, zwłaszcza w maju, kiedy za oknem niebo rozjaśnia się już przed piątą. 
W rezultacie do ósmej rano jestem 20 kilometrów od domu, mam załatwione trzy ważne sprawy i mogę pozwolić sobie na małą przerwę. Wiem też, że palec potraktowany sześć dni temu elektrycznymi nożycami do trawy goi się jak należy i zajmie mu to jeszcze trochę czasu. Grunt, że jest na dobrej drodze. W prawdzie okazało się, że lewy kciuk jest potrzebny jak diabli i wyłączenie go z rozgrywek  wprowadza niezłe zamieszanie na boisku, ale pozostała dziewiątka jakoś daje radę.
W każdym razie siedzę teraz w Starbucksie, sączę flat white i obserwuję miasto śpieszące do pracy. 
Sznury samochodów na jezdni, fale ludzi na przejściach, dziewczyna na rowerze z rulonem rysunków w koszyku i chłopak z kubkiem kawy i małą czerwoną walizką na kółkach. 
Za pół godziny maturzyści otworzą swoje arkusze  z rozszerzoną matmą, a zakupoholiczki zaczną kolejny dzień szaleństwa i przyjemności.
Skończyłam kawę, a Starbucks zapełnia się ludźmi - dzień startuje.

P.S. zaczęło brakować mi zamieszania wpisów na blogu. Zastanawiałam się nad wznowieniem pisania już od dłuższego czasu i doszłam do wniosku, że czas spróbować. Nie obiecuję jakiejś super regularności, ale ogólnie  można uznać blog za ponownie otwarty :)