sobota, 4 lipca 2015

usidlona

Zaczęło się od tego, że rozbolało mnie lewe przedramię. Nie tak porządnie, konkretnie, tylko wrednie szarpało w najmniej odpowiednim momencie. A to kiedy sięgałam po coś z półki, a to kiedy podnosiłam siatkę z zakupami. Zabolało i przestało. I za jakiś czas znowu to samo.
W końcu zapisałam się na usg łokcia, bo ten cały cyrk oscylował w jego okolicy. Pani doktor wypytała mnie dokładnie jaki, kiedy i dokąd mnie boli, czy mi nie drętwieje czwarty i piąty palec (trochę drętwieją, ale póki się nie spytała to nie zastanawiałam się nad tym), umazała mi 3/4 ręki żelem, wymasowała głowicą, pokazała na ekranie mniej i bardziej czytelne szare zmazy ;) (umiem poznać mięsień, jest w paski :D) i postawiła diagnozę.
No więc przyplątał mi się zespół usidlenia nerwu. Jako, że jest to początek to jest szansa, że pomoże mi rehabilitacja.
Pani doktór była bardzo dociekliwa i koniecznie chciała wiedzieć co ja wyprawiam z tą ręką. W końcu wycisnęła ze mnie, że od 3-4 lat codziennie robię po kilka godzin na drutach. 
- Zarobkowo?
- Nie, dla siebie, ale robię dużo bo lubię.
- To niech panie przystopuje, bo zgięta ręka i ten ruch (tu zademonstrowała robienie na drutach) powodują pani dolegliwości.

Hmmm... no i klops. Muszę przestać dziergać. Trochę mnie to zmartwiło, bo co ja będę robić teraz?
Pomyślałam natychmiast o haftowaniu, ale haft też trzyma się w zgiętej ręce, więc też odpada. Szydełko również.
Tak więc zostałam usidlona na kompletnym bezhobby'u.
A może zacznę układać puzzle... przecież dostałam na imieniny piękne, z 3000 kawałków, więc kto wie?

ps. Jak dorobię się fotek to pokażę pokończone robótki, bo się kilka uzbierało, zanim nie wysiadła mi ręka.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

50-tką przez miasto

Po dłuższym namyśle postanowiłam wprowadzić drugi cykl fotograficzny. W odróżnieniu od "fotograficznych poniedziałków" nie będzie związany z konkretnym dniem tygodnia. Wpisy będą pojawiały się wtedy,  kiedy uzbieram ciekawy materiał.  To, że dzisiejszy ukazuje się w poniedziałek to zupełny przypadek - ot, dłuższy wolny niedzielny wieczór :)

Tym razem będą to zdjęcia robione obiektywem ze stałą ogniskową 50mm. Taki obiektyw "widzi" przestrzeń w sposób najbardziej odpowiadający widzeniu ludzkiego oka.
Tematem będzie miasto w czasie codziennych wędrówek - ulice, budynki, odbicia w szybach, poruszone tramwaje czy widoki ulic z okien kawiarni - słowem wszystko, co wyda mi się ciekawe, intrygujące czy warte zatrzymania w kadrze. Jedynym warunkiem jest to, by zdjęcie było zrobione obiektywem 50mm, moją "stalką".
Mam nadzieję, że takie spojrzenie na miasto Wam także przypadnie do gustu -
- zapraszam :)






środa, 3 czerwca 2015

wydziergane - kocyk i buciki Saartje po raz drugi

Kolejny kocyk i buciki dla mającego się pojawić w końcu lata, maleństwa.
Jako, że przyszli rodzice oświadczyli, że będzie to dziewczynka, postanowiłam zrobić kocyk w odcieniach różu. Enterlac rozbija przewidywalne pasy koloru i ożywia całość. Po zrobieniu entarlakowego środka nabrałam oczka po obwodzie i dorobiłam plisę francuzem, a całość zakończyłam i-cordem. Dzięki takiemu wykończeniu brzegi nie wyginają się i całość wygląda schludnie.
Cały kocyk ma wymiary: 95cm x 80cm.


dane techniczne:
włóczka: Alize Baby Wool Batik (40% wool/ 40% acrylic/ 20% bamboo), 175m/50g, kolor 3565
druty nr 3.5mm
zużycie: 250g (5 motków)

~~~~~~
Buciki zrobione według wzoru Saarje's Bootees.
Rozmiar najmniejszy jaki jest. Dałam różowe guziczki w kratkę, by pasowały do kocyka.



dane techniczne:
włóczka: Alize Baby Wool (40% wool/ 40% acrylic/ 20% bamboo), 175m/50g, kolor Natural
druty nr 2.5mm
zużycie: 25g

wtorek, 12 maja 2015

wydziergane - pasiaste mitenki 2

Kolejne mitenki doczekały się wreszcie sesji foto.  Wzór ten sam co poprzednio, i znów paseczki - wykorzystuję końcówki różnych wełenek.
Wydziergane pod koniec kwietnia zdążyły jeszcze być noszone w chłodne dni. Teraz trafiły do szuflady i czekają na jesień.


 

dane techniczne:
włóczka: malabrigo sock (100% merino) kolor 810 Cordovan i 853 Abril
druty: 3.0 mm
zużycie: po 20 gram z każdego koloru.

sobota, 9 maja 2015

wiosenny zakup drewna


W tym roku postanowiliśmy kupić drewno do kominka, wiosną. Przemówiły względy ekonomiczne, bo różnica w cenie między sezonowanym, a świeżym wynosi 30 zł na kubiku.
Kupując drewno jesienią trzeba kupić droższe, sezonowane, bo niesezonowane jest zbyt mokre. Trudniej się rozpala no i najpierw "wygotowuje" się z niego woda, a dopiero potem się spala, przez co  traci się część energii.
Drewno kupione wiosną nie jest sezonowane, ale drzewa cięte były zima, kiedy w drzewach nie krąży tyle soków i przez to jest bardziej suche. Nie jest to super suchość, ale nie jest tak nasączone wodą jak drzewo ścięte późną wiosną czy z początkiem lata.Takie drewno spokojnie wyschnie do jesieni i będzie miało jakość "sezonowanego".
Kupiliśmy więc 7 kubików ( z poprzedniego roku pozostały nam jakieś 3) buku ściętego w lutym, a łupanego w połowie kwietnia, i ułożyliśmy je pracowicie wokół domu.

Zdjęcie troszkę nieaktualne, bo drobne drewienka z taczki zostały ułożone na wierzchu drewna, a pusta taczka odstawiona na miejsce, ale "żółtawa" atmosfera potęgowana kwitnącą forsycją wciąż jest aktualna.  Tak, bo u mnie forsycja wciąż kwitnie zupełnie jakby zapominała, że trzeba kończyć i zacząć wypuszczać liście :D

Klocki drewna były w przekroju ciemnożółte od wilgoci i ciężkie na tyle, że trzeba było podnosić je pojedynczo. Układanie to najmniej przyjemna część posiadania kominka, ale zawsze mamy pomoc rodziny i przyjaciół, więc w 2-3 godziny jest po robocie.
Już po tygodniu widać było różnicę w kolorze, drewno zjaśniało wysychając. Teraz leżakuje sobie pachnąc kiedy jest nagrzane słońcem, a na klockach pojawiają się delikatne promieniowe pęknięcie - dodatkowy dowód na to, że schnie.