piątek, 22 stycznia 2016

mocne nerwy rudej kity


Widzicie tą rudą kitę za oknem? To "nasza" wiewióra, która nic z nic nie robi sobie z dyszącego jej w kark Hakera. Nic sobie nie robi, bo kocisko dyszy sobie za szybą. A wiewióra o szybie wie i spokojnie je sobie orzecha. Twarda z niej sztuka. ;)

ps. Haker wychodzi z przeziębienia, jeszcze jedna wizyta u weta w niedzielę po ostatni antybiotyk i finito. Leczenie pomaga, kot uważa, że ta niedzielna wizyta to przesada ;)

środa, 13 stycznia 2016

w torbie lepiej


Haker po odbębnieniu dwóch wizyt u pana weta w ciągu pięciu dni uznał, że należy mu się jakaś rozrywka. Może być pod postacią dużej papierowej torby ułożonej, koniecznie, na dywaniku przed kominkiem. Spędzenie w niej miłej godzinki zdecydowanie poprawiło mu humor ;)

A u weta byliśmy, bo kota "zawiało" i dostał zapalenia korzonków (mniej-więcej), ale po zastrzyku i leku dopyszczkowym jest dużo lepiej - nie boli i wygląda na to, że do piątku wszystko będzie ok.

czwartek, 7 stycznia 2016

wydziergane - czapka Hermiony

Czapkę Hermiony zrobiłam szybko, ale długo trwało zanim doczekała się zdjęć. Pewnie dlatego, że mimo przyjemności dziergania, czapka niezbyt mi się spodobała. Znaczy wzór jest w porządku, problem leży we włóczce.
Zrobiłam błąd gnana natychmiastowym spełnieniem zachcianki na  niebieską czapkę zadowoliłam się tym co znalazłam w pasmanterii - włóczka Idéal, firmy Bergère de France, 40% wełny, 30% akrylu i 30% nylonu. Za dużo sztucznego, zdecydowanie za dużo.
W rezultacie czapka wylądowała na dnie szuflady, a ja dalej rozglądam się za fajną włóczką na taką czapkę, bo wzór dalej mi się podoba. Możliwe, że następna będzie podwójna, z "podszewką", bo jednak przez te dziurki wieje ;)
No to teraz zdjęcia tej ładnej, ale nienoszalnej (dla mnie) czapki.


To byłoby na tyle jeśli chodzi o czapkę.

W międzyczasie zrobiłam również kocyk dla maluszka i następne buciki Saartije, ale nie mam żadnych zdjęć - wydziergane zapakowałam i wysłałam w pośpiechu zapominając je obfocić. Tym razem był to komplet dla chłopczyka, więc zrobiłam go z włóczki Calico firmy Nako, w kolorze dżinsowym. Wzór był obustronny - kwadraty 6x6cm z prawych i lewych oczek. Dla urozmaicenia jeden z kwadratów zrobiłam żółty. Buciki też dostały żółty pasek i żeby były bardziej chłopięce to zapinały się dookoła kostki na jeden guziczek.
Przyszła mama była zadowolona :)

Obecnie dalej robię sweter dla męża, który zaczęłam w... czerwcu. Ma być ciepły, robię z dropsowej Karismy ( 100% wełna) w kolorze ciemnego granatu z lekkim fioletowym błyskiem. Robię w częściach do zszycia, mam pół pleców, właśnie doszłam do podkroju pach. Idzie mi powoli, ale idzie ;)

To byłoby wszystko, jeśli chodzi o robótkowy raport - do napisania :)

wtorek, 20 października 2015

Czapka Hermiony

Zachciało mi się lekkiej czapki, takiej na teraz, a nie na zimę.
Zachciało mi się jej jak zobaczyłam wzór opracowany przez Christy Aylesworth z Raverly, noszący nazwę Hermiona Hearts Ron
Oczywiście, mimo bogactwa włóczek w domu, nie miałam tego koloru w jakim miała być zachciana czapka. Skończyło się na wizycie w pasmanterii i kupieniu 3 motków włóczki firmy Bergere de France w kolorze delikatnego błękitu ( w naturze jest nieco bardziej szarawy nić na fotce.

Jedyną modyfikacją w stosunku do opracowanego wzoru jest ściągacz - zrobiłam go dwa razy dłuższego i złożyłam na pół łącząc otwarte oczka z dołu i góry robótki. W rezultacie brzeg czapki jest podwójnej grubości (ciepło w uszy) i obeszłam problem "sznurka" na dole czapki.

W każdym razie dłubię od niedzieli i mam już tyle:


Mam nadzieję, że skończę i zdążę ponosić ją zanim zacznie się porządne zimno.

piątek, 2 października 2015

lato, lato i po lecie

Lato minęło.
Moja ręka ma się lepiej, a brak dziergania nie dokuczał mi tak bardzo, jak się początkowo obawiałam. Sądziłam, że zajmę się haftowaniem czy jakąkolwiek inną formą manualnej rozrywki, ale okazało się, że nie czułam takiej potrzeby. A może czułam potrzebę odpoczynku od tego wszystkiego?
Zdjęć też zrobiłam jak na lekarstwo i do tego mało które z nich nadaje się do pokazania szerszej publiczności ;)
Jedyne co robiłam przez całe wakacje, regularnie i intensywnie, to jazda na rowerze. Codziennie, poza dniami największego upału, przejeżdżałam 20 do 25 kilometrów. Był nawet dzień, kiedy zrobiłam 50 km, ale to w dwóch turach. Byłam kilka razy nad morzem, co wiąże się z pokonaniem 131 metrów różnicy poziomów - nad morze jedzie się super, z szumem wiatru we włosach, ale wraca się pod górę, też z szumem, ale krwi pulsującej w czaszce. Jednak satysfakcja z pokonania góry wynagradza każdy wysiłek.
Co do blogowania... hmm... jakoś mi z nim było nie po drodze w te wakacje i nie wiem, czy to się zmieni.
Na razie, jak to się pięknie mówi, "potrzebuję czasu"...

 ... i przestrzeni ;)