czwartek, 9 lipca 2020

dobry bieżnik nie jest zły ;) - uszyte

Zaczęło się od maseczek. 
Jak przyszło do ich noszenia, to przejrzałam zapasy materiałów i stwierdziłam, że prawie nic z nich się nie nadaje. Ha, trudno, nawet się zbytnio nie zmartwiłam, bo poleciałam do kompa i zamawiamy!  
Wybieramy, zamawiamy, czekamy, czekamy, czekamy i w końcu mamy!
Jak już poszyłam te maseczki - nie będę Was zanudzać ich zdjęciami, bo raz to ich nie mam, a dwa to tylko maseczki, co tu pokazywać.
W każdym razie zostały mi materiały, bardzo fajne kolorowe bawełny, a ja wpadłam w ciąg szyciowy, więc postanowiłam się wyżyć. Doszłam do wniosku, że zaopatrzę się w nowe bieżniki na ławę. Jako, że bawełna była dość cienka to postanowiłam zrobić bieżniki dwustronne - po pierwsze będą miały odpowiednią grubość, a po drugie będę miała jakby dwa bieżniki w jednym.
Oczywiście natychmiast doszłam do wniosku, że potrzebuję więcej bawełny, bo przecież są takie cudne wzory, że trudno się ograniczać ;)
Pierwszy i  drugi bieżnik powstał w czasie oczekiwania na tkaniny z tego, co miałam już w domu.


Z drugiego jestem dodatkowo dumna, bo zrobiłam mu pasy na bokach, które są zawinięte i przez to szwy nie są na krawędzi tylko w płaszczyźnie bieżnika. Poza tym te folkowe koguty bardzo mnie urzekły :) A cytruski!? Cytruski są wprost boskie!


Potem przyszły do paczkomatu kolejne tkaniny i powstały kolejne bieżniki.
Kwiatowy w stylu retro:


Jesienny z drzewkami i zamglonymi piętrami lasu:

Geometryczny:


Burzowy - chmurne niebo z jaskółkami i sztormowe fale:


Ostatni to mój ulubiony, obie strony są boskie.

W ten sposób wyposażyłam się w dwanaście  wzorów w sześciu bieżnikach i jestem bardzo zadowolona. Pewnie jeszcze coś uszyję, ale już raczej nie bieżniki, bo  mam ich zdecydowanie dosyć, ale pewnie coś innego. Może jakiś ciuch? Kto wie ;)

Materiały kupiłam w bardzo fajnym sklepie Dresówka 
 

wtorek, 30 czerwca 2020

Swetrowe Trio - wydziergane

 W końcu zebrałam się w sobie i zrobiłam zdjęcia swetrom, które wydziergałam od ( wstyd się przyznać) zeszłego września, które były noszone, a jednocześnie na Raverly wciąż miały status WIP (work in progres). Wstyd.
W każdym razie swetrów jest trzy.
Pierwszy klasyczny z włóczki Julii Asselin Piccolo w ślicznym jasnym fiolecie. Włóczka z odzysku, znaczy kiedyś zrobiłam z niej sweter, który miał być noszony a leżał w szafie, bo źle rozwiązałam podkrój szyji i był za duży , a ja nie mogłam się do takiego przekonać. Szkoda mi było włóczki leżącej w szafie, więc sprułam go - wełenka zniosła to rewelacyjnie -  i postanowiłam zrobić sobie klasyka. Warkocze na przemian z gładkim, dekolt w serek, zszywany z części.
No i teraz jest super. Nosi się rewelacyjnie i już nie  siedzi biedactwo w szafie.


Drugi był sweter dla męża z włóczki Air Dropsa. Druty  4.5 i 5.0, robiło się szybko i przyjemnie. Też robiony w częściach, by szwy go trochę usztywniły i nie pozwoliły mu przekształcić się w bezkształtny worek. Zresztą mąż nie lubi reglanu.
Zużyłam prawie 6 motków. Sweter wyszedł lekki, ale bardzo ciepły, bo w składzie jest aż 65% alpaki. Mąż szczęśliwy.

Trzeci.
Jak tak dziergałam tego błękitnego puchatka dla męża to zachciało mi się takiego samego. Wybrałam sobie piękny kolor jasnego mchu i zrobiłam (również z 6 motków) sweter dla siebie. Nie chciałam jednak ściągaczy na dole swetra i przy rękawach więc porobiłam sobie plisy i jestem z nich bardzo zadowolona.


No, to jestem wreszcie na bieżąco z prezentacją skończonych udziergów. To  co obecnie mam rozgrzebane pokażę innym razem.

niedziela, 28 czerwca 2020

kardigan Pełen Kolorów - wydziergane

Na przelomie kwietnia i maja zrobiłam sobie kolejny kardigan. Już siódmy, o ile pamiętam.
Tym razem zachciało mi się odmiany w konstrukcji karczku i postanowiłam zrobić go nie reglanem a na okrągło.
Po lekkiej burzy mózgu i obliczeniach przyprawiających o ból głowy, wydziergałam okrągły karczek. I nawet robiłam zapiski, więc w razie czego mogę powtórzyć tą konstrukcję.
Włóczka - drops delight, wielokolorowa, bo potrzebowałam czegoś przyprawiającego o dobry humor. Użyłam dwa kolory: 11 i 12, bo sweterek oczywiście jest w wąskie paski. Jak wiecie bardzo lubię wszelkie paseczki ;)
Druty nr 3,5
Poszło mniej więcej po 3 motki każdego koloru.

Na razie jest za gorąco na noszenie go, poczeka :D

środa, 24 czerwca 2020

serwetka Daria - wyszydełkowane

Popełniłam szydełkową. Nawet nie jedną, a dwie, i do tego identyczne. Taki mały epizod szydełkowy - jeszcze nigdy nie robiłam serwetki z  cienkiego kordonka i ogólnie mogę powiedzieć, że mi się podobało. Skorzystałam z rewelacyjnych filmów Aurelii Szarej Myszki i jej wzoru na serwetkę o wdzięcznym imieniu Daria.
Szydełkowało mi się bardzo fajnie i chętnie wyprodukowałabym więcej serwetek, ale nie mam pomysłu na ich wykorzystanie. Może jak kiedyś przyjdzie mi coś ciekawego do głowy to pewnie wyszydełkuję więcej.


poniedziałek, 22 czerwca 2020

goście, goście

Dziś w ogrodzie sąsiadów pojawili się wyjątkowi goście. W każdym razie wyjątkowi dla nas, bo o ile na osiedlu widuje się je to jeszcze nigdy nie przyszły tak blisko.


Na zdjęciu załapały się tylko pasiaste maluchy, ale łącznie były cztery lochy, dwa zeszłoroczne podrostki, i dużo pasiaczków,  większych i mniejszych. Na zdjęciu te większe, drugi byly o połowę niższe.
Całe towarzystwo pożeglowało pod czereśnię sąsiada, której owoce leżały w większości pod drzewem, bo urzędowało  na nim stado szpaków dwa dni temu.
Po zjedzeniu tego co pod  drzewem i przeryciu kawałka trawnika całe towarzystwo rozlazło się po okolicy, między innymi do mnie pod siatką - te najmniejsze się przecisnęły - potem znów zebrały się w grupę i poszły sobie tam skąd przyszły.
Oczywiście wśród sąsiadów poruszenie, wszyscy podekscytowani na balkonach i w oknach, z telefonami lub aparatami jak ja ;D
Haker najpierw zdenerwowany  obserwował je z balkonu, potem poleciał do miski i zażądał jedzenia. Dziki, nie dziki, ale lepiej mieć pełny brzuch niż pusty. Potem, najedzony po uszy (była porcja plus dokładka), resztę czasu spędził na oknie, ale za szybą, na parapet wyjść nie chciał za nic na świecie.
Jedynie wiewiórka nie przejmowała się dzikami - żeglowała z gałązki na gałązkę jak zwykle.

Teraz zastanawiamy się czy czasem takie odwiedziny nie wejdą im w zwyczaj. Wolelibyśmy, żeby jednak nie :D