
Pada.
Chmury ciągną brzuchy niemalże po koronach drzew.
Koty, nagle zgodne, okupują gromadnie największe łóżko w domu, chowając łapy w mufkę, a nosy nakrywając ogonami. Pogłaskane uchylają półprzytomne oczy, zwiewają rozdzierająco i odpływają w senny niebyt nie przepraszając nawet za taki brak uprzejmości.
Dziś kawę, morze kawy, serwuję sobie nieomal dożylnie.
I tylko drzewa, kwiaty i trawa - coraz zieleńsze i zieleńsze z każdą kroplą - chłoną deszcz i rosną, rosną, rosną...
Co prawda, jeszcze nie podłączyłem kroplówki z kawą, ale ziewam na potęgę i kompletnie nie mogę zabrać się do roboty.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
MemeL
Podczas, gdy deszcz padał i rozsypiał kogo się dało, ja spędziłam pracowity, biegający dzień... Pięknie opisałaś deszczowy poranek i atmosferę poranka, w który marzy się, by nie wychodzić z łóżka :))
OdpowiedzUsuńTakie burzowe przyduszenie warto przeczekac, zeby potem rozkoszowac sie ta niesamowita zielenia, ktora az kluje w oczy. Pozdrowionka!
OdpowiedzUsuń