
Jestem wolna.
Wróciłam.
Znów jestem panią samej siebie. Odzyskanie siebie nie jest dziełem jednego dnia, proces zaczął się dość dawno, kilka miesięcy temu uświadomiłam sobie, że postępuje powoli, a dziś jestem pewna, że się dokonał i zakończył.
Co za ulga.
I jakie odświeżające uczucie, jak powrót do znajomych, kochanych miejsc po długiej podróży.
My soul is again mine, my own, my preciousss...
Gratuluję...ja niestety nie jestem swoja...nie wiem nawet kiedy będę...jest jakaś znana Ci droga na skróty?
OdpowiedzUsuńLemurko - z tego co wiem - znaczy u mnie - skróty nie działają. Wracasz w to samo miejsce i to wtedy, kiedy już, już wydawało się, że skrót zadziałał. Pozostaje cierpliwość.
OdpowiedzUsuńJedyne co, to jakoś szybciej idzie, kiedy się mniej szarpiesz. Jak te diabelskie sidła z Harrego Pottera ;)
uściski :)
Pieknie to napisalas Wiewiorko :)
OdpowiedzUsuńWitaj u siebie ;)