Na dworze mróz.
Rano termometr nieodmiennie pokazuje -17 stopni.
Szczypie w poduszeczki łap, a trzydzieści centymetrów śniegu trzeba ugniatać własnym brzuchem. Drewno do schodzenia oblodzone, nawet dywanik na parapecie zimny i nieprzyjemny.
Od trzech dni Delphi nie rusza się z domu - w spokoju przesypia całe dnie przekładając się z łóżka przed kominek i z powrotem.
Haker miota się w szalonej rozterce - wydziera się do oknem lub drzwiami by go wypuścić, ale po otworzeniu tylko wygląda, zaciąga się mrozem i cofa się. Potem poirytowany odchodzi machając tygrysio ogonem.
Spotek wychodzi. Młode to i głupie. Wybiega na śnieg szybko, szybko by jak najmniej parzył w łapy, biegnie pod jakiś krzak gdzie usiłuje znaleźć trochę cieplejszej ziemi - nic z tego. Wołany wraca biegiem, a potem długo chucha w poduszeczki łap.
Kocica patrzy na niego z politowaniem - wiadomo przecież, że w taki mróz ciepluchy siedzą w domu.
Rano termometr nieodmiennie pokazuje -17 stopni.
Szczypie w poduszeczki łap, a trzydzieści centymetrów śniegu trzeba ugniatać własnym brzuchem. Drewno do schodzenia oblodzone, nawet dywanik na parapecie zimny i nieprzyjemny.
Od trzech dni Delphi nie rusza się z domu - w spokoju przesypia całe dnie przekładając się z łóżka przed kominek i z powrotem.
Haker miota się w szalonej rozterce - wydziera się do oknem lub drzwiami by go wypuścić, ale po otworzeniu tylko wygląda, zaciąga się mrozem i cofa się. Potem poirytowany odchodzi machając tygrysio ogonem.
Spotek wychodzi. Młode to i głupie. Wybiega na śnieg szybko, szybko by jak najmniej parzył w łapy, biegnie pod jakiś krzak gdzie usiłuje znaleźć trochę cieplejszej ziemi - nic z tego. Wołany wraca biegiem, a potem długo chucha w poduszeczki łap.
Kocica patrzy na niego z politowaniem - wiadomo przecież, że w taki mróz ciepluchy siedzą w domu.

u nas -23... Pies nie wychyla nosa z domu i wychodzi tylko "na siku" kot na stałe zamieszkał przy kominku...a ja przeprosiłam się z bawełnianą piżamą;p
OdpowiedzUsuń:D Sercem jestem z Dephi ;DDD Pomiziaj ją ode mnie :DDD Moje się nawet do okna nie zbliżają, za zimno ;P
OdpowiedzUsuńnareszcie wiemy, ze zyjemy w Polsze a nie w Hiszpanii ;)
OdpowiedzUsuńU nas podobnie. Starsze koty powąchały powietrze kiedy otworzyłam balkon i cofnęły się, tylko Mikesz - młodziak i desperat wskoczył ochoczo w zaspę...ale jak szybko wskoczył, tak szybko wyskoczył.A jaki był zdziwiony...to jego pierwsza zima - a śnieg wygląda tak puchato :)
OdpowiedzUsuńMały też wychodzi :)... :) Urwis tylko "na siku", a Mały pobuszować :)... (i na siku)
OdpowiedzUsuńA u mnie na początku mrozu koty domagały się wypuszczania na balkon, ale po dwóch razach im jakoś przeszło ... ;-)
OdpowiedzUsuń