W okołonoworocznym czasie, kiedy szczęśliwe wiatry przyniosły w progi domu miłych gości, Haker znalazł spełnienie swych snów - ziemię drucikami i koralikami płynącą.
Po wywalczeniu sobie miejsca - wbrew dłoniom z jednej strony spychającym ze stołu, a z drugiej grożącym ostrymi narzędziami -

- spoczął z godnością i łaskawie pozwolił ludziom bawić się jego skarbami.

ps. ze względu na dramatyzm sytuacji zdjęcia wyjątkowo w kolorze ;)
Po wywalczeniu sobie miejsca - wbrew dłoniom z jednej strony spychającym ze stołu, a z drugiej grożącym ostrymi narzędziami -

- spoczął z godnością i łaskawie pozwolił ludziom bawić się jego skarbami.

ps. ze względu na dramatyzm sytuacji zdjęcia wyjątkowo w kolorze ;)
Jesteś bardzo cierpliwa, ja chyba nie potrafiłabym pracować w takim napięciu :) taki Haker to jak tajfun na koraliki :)
OdpowiedzUsuńo jacie! jakie cudne :)! (cudny też oczywiście!)...
OdpowiedzUsuńHie, hie, koraliki były cuuudne. Hker zresztą tysz. :)
OdpowiedzUsuńCudne!Widziałam Hakera wśród koralików i na innych zdjęciach, razem zresztą z miłymi gośćmi:) - widać wyraźnie, że króluje i łaskawie udziela pozwolenia swoim ludziom i ich przyjaciołom na jakieś dziwne działania...no bo za koralikami się przecież biega, a nie ściska je w rękach! No, ale nie od dziś wiadomo, że ludzie są dziwni.
OdpowiedzUsuń