Jest zima, no nie? Prawdziwa zima, z mrozem i śniegiem. Zwłaszcza z mrozem, a on lubi się wciskać w rękawy i wędrować aż po łokcie.
Na takie mroźne wciskanie się doskonałym sposobem są mitentki. Najlepiej wełniane, cieplutkie takie tylko, że mnie wełna "gryzie". Bardzo mnie gryzie i już myślałam, że one nie są dla mnie aż - dzięki Ci Noldorze - zobaczyłam mitenki z polarową podszewką.
Mówię Wam, bomba! A jakie ciepłe!
Zapragnęłu - zrobiłu. Kremowe, z pomarańczową podszewką.
Na takie mroźne wciskanie się doskonałym sposobem są mitentki. Najlepiej wełniane, cieplutkie takie tylko, że mnie wełna "gryzie". Bardzo mnie gryzie i już myślałam, że one nie są dla mnie aż - dzięki Ci Noldorze - zobaczyłam mitenki z polarową podszewką.
Mówię Wam, bomba! A jakie ciepłe!
Zapragnęłu - zrobiłu. Kremowe, z pomarańczową podszewką.

Noldorskie! śliczne. Ja w swoich chodzę, i nawet w te duże mrozy co ostatnio były i są - wystarczają mi w zupełności, i tylko czasem, jak naprawdę duży mróz zaszczypie, to chowam ręce do kieszeni. Ale okazało się, że w ogóle nie są mi potrzebne drugie rękawiczki w palcami :-) Cieszę się, kochanu Wiewiórku, że zrobiłuś sobie takie ciepłe rękawki, życzę Ci ciepła w łapki :-) Podszycie polarem ma jeszcze tę zaletę, że rękawki się nie rozciągają od noszenia.
OdpowiedzUsuńŚliczne są, Wiewiórko. A czy coś noldorskiego do kompletu, szaliczek, etc, będzie sobie robiłu (idziemu wszyscu ostatnio w górę na Krzywej Progresu;P)?
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuńŚliczne są i wyglądają cieplutko :) Też namiętnie chodzę: filcowe, wełniane, bawełniane - polarowych jeszcze nie mam, ale muszę wypróbować ;) Dwa w jednym zaś to chyba super extra turbo grzanie ;D
OdpowiedzUsuń