
Bo ja lubię ten choinkowy kicz, te kolorowe światełka, brokat, złoto i srebro wymieszane razem, czerwień i szkocką kratkę na bombkach, długie łańcuchy z tysiąca kuleczek i te kosmate kupione kilkanaście lat temu od "ruskich". Najstarszy, bo jeszcze przedwojenny, jest łańcuszek z bombkowego szkła - kuleczki przełożone patyczkami - kolory już trochę oblazły, prześwituje tu i ówdzie lustrzana powierzchnia, ale bez niego niezbyt wyobrażam sobie choinkę. Do kompletu ma kartonowego aniołka, wiktoriańskiego w swojej urodzie, składającego się z główki w złotych lokach, pyzatych policzków i białych skrzydełek.
Dziś Trzech Króli - Kacper, Melchior i Baltazar - rozebrało mi choinkę. No, może nie całkiem osobiście, ale jak co roku, właśnie w ten dzień, wszystkie świąteczne ozdoby, świecidełka są pakowane do pudeł by czekać na następny rok.
Ja pamiętam jak kleiłyśmy z siostrą łańcuchy papierowe. Większość starych bombek się niestety wytłukła. Za to do tradycyjnych odpustowych świecidełek, typu bombki, szyszki, zwierzaki, figurki doszły orzechy malowane złotą farbą w tekturowych zwierzątkach, długie cukierki i bombki z filcu. Ale ja i tak najbardziej lubię słomiane gwiazdki i kółeczka. I pierniki. I szkoda, że już to wszystko trzeba zdjąć...
OdpowiedzUsuńU nas jeszcze stoi choinka. Pewnie, nie będzie tak, jak dawno temu, kiedy usuneliśmy ją na tydzień przed Wielkanocą. Ale pewnie sobie jeszcze pare dni postoi, tym bardziej, że niemal się nie sypie.
OdpowiedzUsuńMumakiL
A u nas kiedyś stała choinka, stała, a na Wielkanoc ubraliśmy ją w żółte małe kurczaczki :-) A na mojej się jeszcze lampki palą. Byłoby mi jakoś smutno bez niej, niech sobie jeszcze stoi, a co! ;-)
OdpowiedzUsuńNo i w końcu rozebraliśmy choinkę. :)
OdpowiedzUsuńTroche żal. :)
MemeL