Minęło dwa tygodnie odkąd Spotek zaginął.
Nie wiem, kiedy przestaje się czekać, ale u mnie to chyba będzie długo - odruch sprawdzania czy nie siedzi na parapecie z jednej lub drugiej strony domu, chodzenie po ogrodzie kilka razy dziennie i zaglądanie pod krzaki, patrzenie w okna okolicznych domów w czasie chodzenia po okolicy lub jeżdżenia samochodem. Każdy pręgowany kot przebiegający drogą powoduje, że serce podskakuje do gardła.
Wszyscy w domu tak mamy, łącznie ze snami, że wraca.
Oba koty też czekają - częściej wyglądają przez okno, łażą po ogrodzie pomiałkując. Ba! Nawet śpią koło siebie czego nigdy dotąd nie robiły. Kleją się do nas, i Haker i Kocica. Wyraźnie coś im nie pasuje, sa wytrącone z równowagi.
Ciężko się tak czeka, ciężko jest nie wiedzieć co się z nim dzieje.
Nie będę więcej pisać o nim tutaj, ale to nie znaczy, że nie będziemy na niego czekać i szukać go.
Jak wróci to na pewno napiszę by się z Wami podzielić tą wiadomością.
Jestem Wam wszystkim bardzo wdzięczna za wsparcie w czasie tych dwóch tygodni, za dobre słowa i trzymanie kciuków za Spotka - dziękuję z całego serca.
Nie wiem, kiedy przestaje się czekać, ale u mnie to chyba będzie długo - odruch sprawdzania czy nie siedzi na parapecie z jednej lub drugiej strony domu, chodzenie po ogrodzie kilka razy dziennie i zaglądanie pod krzaki, patrzenie w okna okolicznych domów w czasie chodzenia po okolicy lub jeżdżenia samochodem. Każdy pręgowany kot przebiegający drogą powoduje, że serce podskakuje do gardła.
Wszyscy w domu tak mamy, łącznie ze snami, że wraca.
Oba koty też czekają - częściej wyglądają przez okno, łażą po ogrodzie pomiałkując. Ba! Nawet śpią koło siebie czego nigdy dotąd nie robiły. Kleją się do nas, i Haker i Kocica. Wyraźnie coś im nie pasuje, sa wytrącone z równowagi.
Ciężko się tak czeka, ciężko jest nie wiedzieć co się z nim dzieje.
Nie będę więcej pisać o nim tutaj, ale to nie znaczy, że nie będziemy na niego czekać i szukać go.
Jak wróci to na pewno napiszę by się z Wami podzielić tą wiadomością.
Jestem Wam wszystkim bardzo wdzięczna za wsparcie w czasie tych dwóch tygodni, za dobre słowa i trzymanie kciuków za Spotka - dziękuję z całego serca.

:-( ja tez o nim myślę, i jedyne co mi przychodzi do głowy, i co bardzo bym chciała, żeby było prawdą, to że po prostu poszedł sobie gdzieś za daleko, i zgubił drogę, i nie wiedział, jak wrócić, ale na pewno szybko znalazł sobie jakiegoś dobrego człowieka, który go przygarnął. Mam nadzieję, że on po prostu teraz sobie gdzieś indziej mieszka.
OdpowiedzUsuńTo trzymamy kciuki dalej. Z ufnością, że tam gdzie jest - jest mu dobrze :)...
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki :*
OdpowiedzUsuńWłaśnie taki strach powstrzymuje mnie od wypuszczania Frei z domu. Różni ludzie w okolicy mieszkają... :(
OdpowiedzUsuńNiepewność, która męczy, jest zarazem nadzieją. To dwie strony tego samego medalu.
OdpowiedzUsuńNadal trzymamy kciuki, nadal odczuwamy niepewność, ale nadal mamy nadzieję.
MumakiL
Bardzoś to ładnie, MumakiLu, wyłożył. Nic mądrzejszego nie jestem w stanie wymyśleć, więc się podpisuję żabimi płetwami. Wciąz z irracjonalną może, ale nadzieją, że Spotek wróci jednak do Was.
OdpowiedzUsuńWiewiórko - moja Irokez znalazła się po miesiącu. Jeszcze wszystko może być dobrze. Koty czasem tak mają. Wraz z Irokotem i Mrówkiem trzymamy za Was kciuki.
OdpowiedzUsuńPiękny wpis i zdjęcie Spotka. Nie tracę nadziei, że to nie ostatnie, które tu zamieścisz.
OdpowiedzUsuńBede wiec nadal trzymac kciuki, cuda sie zdarzaja...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie!
Hah, dopiero teraz przeczytałam o Spotku. Trzymam kciuki zeby sie odnalazł.
OdpowiedzUsuńDziękuję, x-mas_eve, wciąż czekamy na niego, może wróci...
OdpowiedzUsuń