Nie, jeszcze nie wyjechałam. Ani nie porwali mnie kosmici.
A może jednak porwali i te szalenie intensywne ostatnie dni nie zdarzyły się naprawdę, tylko były projekcją podświadomości wywołaną eksperymentami na mojej korze mózgowej? Wszystko możliwe.
Chociaż...
... hmmm... wizyta rodziców, uroczyste zakończenie roku w szkole syna, rozdawanie nagród, nagród, nagród, wyróżnień, świadectw, oklaski, przemówienia, oklaski, kwiaty, prezenty, dziewczęta na niebotycznie wysokich obcasach, nagle szalenie przystojni chłopcy w garniturach, dyrektorka zaróżowiona z radości, oklaski, szkrab wychowawczyni biegający między krzesełkami gości, wiersze, oklaski, fałszująca prymuska szkoły śpiewająca przebój ABBY w głębokim przekonaniu, że jest wschodzącą gwiazdą światowego showbiznesu... nie, kosmici nie mogli tego wszystkiego wymyślić.

Więc rok szkolny się skończył, rodzice wyjechali, przyjechała siostrzenica męża, z mężem, i też wyjechała, i nagle w domu zrobiło się nagle tyyyyle miejsca ;)
Pogoda jest śliczna, jadamy na balkonie w cieniu parasola i towarzystwie kotów, z ogrodu dopływa falami zapach jaśminu, a sikorki uczą młode latać między gałęziami sosny.
Mąż mówi: "I po co jedziesz do tej Toskanii? Zobacz, jak tu dobrze..." :)
I ma rację, jest dobrze.
A dom zarasta zielenią...
A może jednak porwali i te szalenie intensywne ostatnie dni nie zdarzyły się naprawdę, tylko były projekcją podświadomości wywołaną eksperymentami na mojej korze mózgowej? Wszystko możliwe.
Chociaż...
... hmmm... wizyta rodziców, uroczyste zakończenie roku w szkole syna, rozdawanie nagród, nagród, nagród, wyróżnień, świadectw, oklaski, przemówienia, oklaski, kwiaty, prezenty, dziewczęta na niebotycznie wysokich obcasach, nagle szalenie przystojni chłopcy w garniturach, dyrektorka zaróżowiona z radości, oklaski, szkrab wychowawczyni biegający między krzesełkami gości, wiersze, oklaski, fałszująca prymuska szkoły śpiewająca przebój ABBY w głębokim przekonaniu, że jest wschodzącą gwiazdą światowego showbiznesu... nie, kosmici nie mogli tego wszystkiego wymyślić.

Więc rok szkolny się skończył, rodzice wyjechali, przyjechała siostrzenica męża, z mężem, i też wyjechała, i nagle w domu zrobiło się nagle tyyyyle miejsca ;)
Pogoda jest śliczna, jadamy na balkonie w cieniu parasola i towarzystwie kotów, z ogrodu dopływa falami zapach jaśminu, a sikorki uczą młode latać między gałęziami sosny.
Mąż mówi: "I po co jedziesz do tej Toskanii? Zobacz, jak tu dobrze..." :)
I ma rację, jest dobrze.
A dom zarasta zielenią...
Ale ładnie i wesoło to wszystko opisałaś :-) Taki koniec roku zdaje się być jakim prawie festiwalem pełnym wystrojonych gwiazd i młodych przystojnych mężczyzn w garniturach. Czy to jeszcze dzieci są, czy już nie? ;-) Cieszę się, że już macie wolne i możecie sobie spokojnie siedzieć na balkonie i cieszyć się pięknem ogrodu i pogody. A dom ślicznie zarasta ;-)) po toskańsku ;-D
OdpowiedzUsuńMiriel, to takie dzieci-nie_dzieci, jak się ma 16 lat, to bycie nazwanym "dzieckiem" jest obelgą, ale znów z tą dorosłością to jeszcze nie do końca jest się zgranym ;)
OdpowiedzUsuńFajnie , że zajrzałaś - dziękuję :)
Taki dziwny wiek, przez chwilę poczułam się, jakbym miała 16 lat...:)
OdpowiedzUsuńJak cudownie, dobrze i w ogóle, że masz zarośnięty zielono dom!Tak się robi prawdziwym, starym domem...
Ech, lato...a słońce już u nas prawie jak w Toskanii:P.