
Jadąc do Toskanii, tuż po lekturze "Przewodnika subiektywnego" spodziewałam się całych stad kotów. no, może nie stad, ale częstego widoku kotów wygrzewających się na murkach, siedzących w oknach i na schodkach. Rozczarowałam się. Albo koty się chowają w upał i dlatego ich nie widać, albo jest ich jakoś mało.
W rezultacie spotkałam tylko trzy koty, wszystkie na terenie Fattori.

Szylkretowa koteczka przychodziła do nas od pierwszego dnia, dokładnie w porze śniadania i kolacji (jakiś podgląd z kamery miała, czy co? ;) ) Była bardzo miła, ale jednocześnie szalenie czujna i byle szurnięcie nogą powodowało, że kot odskakiwał gotowy do ucieczki. Po pierwszym dni, kiedy dzieliliśmy się z nią ricottą kupowaliśmy jej kocie saszetki.
***

Tego młodego, trójkolorowego kociaka spotkaliśmy tylko dwa razy - raz widziałam go, jak był na wczesnej kolacji u jakiejś rodziny mieszkającej w pobliżu basenu, a drugi raz w czasie wieczornego spaceru. Wyraźnie każdy z kotów miał swój rewir i nie odwiedzały się wzajemnie.
***

Rudego kocura spotkaliśmy w czasie wędrówki po dolinie, patrolował winnicę. Na nasz widok spokojnie podążył ku drodze, obejrzał i obwąchał nas dokładnie, dał się pogłaskać i poszedł w swoją stronę.
ps. jutro wyjeżdżam na cały tydzień, więc dalsze części Dziennika Podróży opublikuję po powrocie. Trzymajcie się :)))
Tabliczka świetna!! :D A szylkretowa kotka urocza, najpiękniejsza ze wszystkich spotkanych ;D Dobrze, że byliście w jej rewirze ^ ^
OdpowiedzUsuńPrzewodnik po kotach Toskanii ^^
OdpowiedzUsuńJa też na pierwszym miejscu umieściłabym szylkretową kocicę, ale pozostałe 2 razem na drugim miejscu :)
Miłego odpoczynkowania się :)
Piękne, piękne :)! Koty i miejsca :).
OdpowiedzUsuńUrocze kocie rudości :-) Ja słyszałam, że stada kotów to wylegują się i dają się podziwiać w Rzymie :-) Może toskańskie koty są bardziej dzikie i chodzą swoimi ścieżkami ;-)
OdpowiedzUsuńO tych w Rzymie to słyszałam, że gnieżdżą się głównie w Koloseum, ale to było ładnych kilka lat temu i może teraz ich już tam nie ma.
OdpowiedzUsuńtez sobie tłumacze, że toskańskie niezbyt lubiły się pokazywać, zwłaszcza w taki koszmarny upał, a wieczorami i rankami nie było nas tam, gdzie one chodziły ;)
Bo to tak naprawdę jest Kotoseum :-D
OdpowiedzUsuń