Rano pięknie świeciło słońce i zachciało się nam pojechać nad jakąś wodę. Nie, żeby się zaraz w niej moczyć, ale żeby na niej popływać. Miało to być miejsce z dużą ilością dużych jezior, niezbyt daleko od domu, ale też miała być czysta woda i ryby do pooglądania.
Wybór padł na Chmielno i jeziora wokół niego.
Na miejscu znaleźliśmy niewielką przystań z wypożyczalnią sprzęty wodnego i, jako wygodniccy i mieszczuchy, wzięliśmy sobie rower wodny.
Chłopaki pedałowali, a ja się wiozłam. No i rozbiłam zdjęcia. Co jakiś czas pytałam słodko:
- Chcecie ciasteczko?
- A jakie.
- Z dżemikiem i bezą..
Rozlegało się coś pomiędzy jękiem pożądania a jękiem z powodu tuczących właściwości oferowanego wypieku.
- To może śliweczkę...? - proponowałam spokojnie
- Nie, daj ciastko, spalimy.
Jak to człowiek uwielbia się oszukiwać.
Z wody było widać:


Trzciny mamiły oczy falując się na wietrze, a ich poruszające się odbicia drżały na wodzie potęgując wrażenie zamętu.


a na koniec spotkaliśmy rodzinę łabędzi. To że dorosłe łabędzie nie załamują się po zobaczeniu co wylazło z jajka, jakie to brzydale się im wykluły, można tłumaczyć tylko cudem natury ;)
Wybór padł na Chmielno i jeziora wokół niego.
Na miejscu znaleźliśmy niewielką przystań z wypożyczalnią sprzęty wodnego i, jako wygodniccy i mieszczuchy, wzięliśmy sobie rower wodny.

- Chcecie ciasteczko?
- A jakie.
- Z dżemikiem i bezą..
Rozlegało się coś pomiędzy jękiem pożądania a jękiem z powodu tuczących właściwości oferowanego wypieku.
- To może śliweczkę...? - proponowałam spokojnie
- Nie, daj ciastko, spalimy.
Jak to człowiek uwielbia się oszukiwać.
Z wody było widać:
chmielnieńskie domy nad jeziorem

Pływały liście grążeli, a ich kwiaty i owocniki zdobiły wodę żółtymi i zielonymi trąbkami.

Trzciny mamiły oczy falując się na wietrze, a ich poruszające się odbicia drżały na wodzie potęgując wrażenie zamętu.

Przesmykiem opuściliśmy jezioro Białe i dostaliśmy się na jezioro Rekowo. Dużo większe, z wyspą i łękami przy brzegach.

a na koniec spotkaliśmy rodzinę łabędzi. To że dorosłe łabędzie nie załamują się po zobaczeniu co wylazło z jajka, jakie to brzydale się im wykluły, można tłumaczyć tylko cudem natury ;)

Jestem taka śpiąca, że nie dociera do mnie, gdzie Ty byłaś nad tą wodą, co to za Chmielno, i w ogóle kiedy zdążyłaś tam pojechać?... Ale chciałam napisać, że obejrzałam zdjęcia, i bardzo lubię wszelkie szuwary, moczary, bagna i trzęsawiska... bardzo lubię, i wodne ptactwo, i trzciny, i żaby, i bagienny zapach wody i mchu. A zdjęcia bardzo ładne: śliczna ta łabędzia rodzinka, coś przeuroczego, rodzice po obu stronach i "brzydkie kaczątka" pomiędzy nimi. Gratuluję zdjęcia! I ta woda z trzcinami mi się podoba, i takie żółte śmieszne coś w wodzie (przepraszam, jestem straaaaasznie śpiąca... ;-))). Ładnie :-)
OdpowiedzUsuń:d Chmielno to wieś na Kaszubach. Duża, "modna" wieś ;) A byliśmy tam w niedzielę - wycieczka przedpołudniowa.
OdpowiedzUsuńCieszę się, że zdjęcia wody Ci się podobają :)
Weekend z ciasteczkami, spalanymi przy wiosłowaniu...:)Ha! A zdjęcie wody piękne. Kaszuby swego czasu mnie interesowały, bardziej jednak ze względu na,szczerze mówiąc do dzis nierozwiązany spór, czy kaszubski jest językiem, czy dialektem, ale przejeżdżałam kiedyś przez ten region i pamiętam, że mi się podobało. Nawet przy tak przelotnym przemknięciu:) I ucieszyłam się, gdy zobaczyłam Twoje zdjęcia.
OdpowiedzUsuńKaszuby są bardzo ładne, nie na darmo zwą je Szwajcarią Kaszubską i cieszę się, że spodobały Ci się zdjęcia :)
OdpowiedzUsuńZdjęcie z pomostem bardzo! :))
OdpowiedzUsuń