W pierwszym tygodniu sierpnia byłam na Suwalszczyźnie, na samym końcu, gdzieś siedem kilometrów od litewskiej granicy.
Pustawo tam, chaty niewielkie, ludzi niewiele, za to dużo jezior i przepastnych lasów.
Były:

tradycyjne chałupy przycupnięte wśród drzew,

kot siedzący na schodkach,

słoneczniki przy płotach,

leśne dukty,

jezioro Kunis

i moczące się w nim łódki,

oraz rzeczka o wdzięcznej nazwie Marycha,

i moczące się w niej łódki.
I było zdecydowanie fajnie. :)))
Moczące się łódki fajne - dobry motyw ;). Mi się też na Suwalszczyźnie podoba... Zwłaszcza w tzw. Małych Bieszczadach :). Pozdr.
OdpowiedzUsuńCzyli generalnie: dużo wody i moczenia się w tejże...?:) Piękne zdjęcia! A wiewiórki były?
OdpowiedzUsuńDlatego od trzech lat z Ele regularnie tam jeździmy na dwa tygodnie. To dwa tygodnie wyjęte z codziennej gonitwy. Nawet jezeli jedziesz tam z robotą, to sam fakt, że nigdzie się nie śpieszysz. Robisz co chcesz i kiedy chcesz, a wreszcie cisza i spokój, bo ludzi ciągle niewiele, sprawia, ze można tam doskonale odpocząć. :)
OdpowiedzUsuńMumakiL
Podoba mi się to pierwsze zdjęcie z moczącymi się łódkami. Łódka w wodzie, woda w łódce, a w wodzie chmury...
OdpowiedzUsuńA kotek, to tenże amant, który do nas przychodził? :-)
A drewniane domki rzeczywiście były piękne.
żabko - nie, wiewiórek nie widziałam, ale na pewno jakieś były :) Za to moczenie się w wodzie było, co prawda w formie moczenia nóg z pomostu lub rąk z łodzi, ale zawsze ;)
OdpowiedzUsuńMiriel - Owszem, ten kot na progu to ten amant :) ... a jak robiłam zdjęcie sprawiał wrażenie kompletnie wyzutego z wszelkich emocji ;)
Urocze i klimatyczne zdjęcia, jak zawsze Wiewiórko :)))
OdpowiedzUsuń