Zimowa Ostoja powstaje powoli.
Mam już około 1/8 całości. Obecnie jestem na etapie haftowania bezowych chmur, co nie jest może zbyt porywające, ale za to niezbyt wymagające. Całe rzędy półkrzyżyków w kolorach różniących się od siebie o ton bądź pół tonu. To, że się w ogóle różnią od siebie można zauważyć dopiero kiedy powstanie większy fragment - przy pojedynczych półkrzyżykach nie sposób odróżnić kolorów.
Bibeńka wspiera mnie dzielnie układając się na schemacie lub tuż koło niego i mrucząc głośno - nie ma to jak kojące kocie mruczenie przy zmaganiu się z niuansami kolorów :)
Mam już około 1/8 całości. Obecnie jestem na etapie haftowania bezowych chmur, co nie jest może zbyt porywające, ale za to niezbyt wymagające. Całe rzędy półkrzyżyków w kolorach różniących się od siebie o ton bądź pół tonu. To, że się w ogóle różnią od siebie można zauważyć dopiero kiedy powstanie większy fragment - przy pojedynczych półkrzyżykach nie sposób odróżnić kolorów.
Bibeńka wspiera mnie dzielnie układając się na schemacie lub tuż koło niego i mrucząc głośno - nie ma to jak kojące kocie mruczenie przy zmaganiu się z niuansami kolorów :)

Bibeńka i mruczanki...zazdroszczę haftowania mniej , ale podziwiam, absolutnie :D
OdpowiedzUsuńO tak...koty są zdecydowanie najbardziej terapeutyczne zimą :)
OdpowiedzUsuńDobrze mieć wsparcie w postaci artystycznego kota!
OdpowiedzUsuńJej... nie byłoby mnie stać psychicznie na wyszywanie w taką malaryczną zimową mokrą pogodę beżowych chmur małymi krzyżykami wielkości dwóch łepków od szpilki... Podziwiam i zazdroszczę dobrej organizacji czasu i wytrwałości :-)
OdpowiedzUsuńMiriel - przy kawie, ciasteczku i muzyce wyszywa się całkiem przyjemnie nawet w taką paskudną pogodę. Zwłaszcza, ze siedzę tyłem do okna i mam dobre światło. Poza tym wyszywanka to przyjemność - do niej nie trzeba się mobilizować, to nie prasowanie czy inne ogłupiające zajęcie domowe. Prawda jest taka, ze właśnie przez to wyszywanie moja organizacja czasu leży w gruzach ;D
OdpowiedzUsuńps. krzyżyki są wielkości nie dwóch, a jednego łebka od szpilki ;)
Ech, a ja "zarywam dzień" dziś :-) Mam pracę w domu, i dłubię w tych literkach. Wstałam o 10.00!!! Kawa, blog, praca, kawa, blog, praca, półtorej godziny snu, kawa, blog, praca...
OdpowiedzUsuńI tam myślę, że fajnie by było coś porobótkować. Tylko, jak siebie znam, od razu bym wtedy zasnęła... ;-))
Pozdrawiam :-)
Miriel, współczuję wczesnego wstawania i "zarwanego" dnia :)
OdpowiedzUsuńMyślę, że nie zasnęłabys przy robótce, jeśli zainteresowała by cię ona dostatecznie mocno. A może zostawisz na razie Meadhrosa, a zaczniesz haftować kogoś innego? Mogłoby to być bardzo ciekawa praca, jak myślisz? :>
:)
Bibeńka wygląda wspaniale, pewnie rewelacyjny jest z niej kibic :)
OdpowiedzUsuń