 |
/obrazek znaleziony gdzieś w sieci, nie pamiętam gdzie./ |
Właśnie tak wyglądam ostatnio, albo raczej nie wyglądam, bo mnie prawie nie widać zza stosu chusteczek. Katar mnie dopadł i, leczony czy nie, ma zamiar utrzymać się na mnie swoje siedem dni.
Ehh... upierdliwiec jeden...
Kichaj na to ;)
OdpowiedzUsuńKatar to rzeczywiście upierdliwiec. U nas Kacper właśnie go dostał i czekamy kiedy się rozwlecze na resztę. :)
OdpowiedzUsuńMumakiL
Życzę dużo zdrowia :-) Nie miewam kataru tygodniowego, tylko czasem poranny krótki :-) Więc współczuję. Nie myśl o nim jak o siedmiodniowym, tylko szybko przegoń go precz! ;-)
OdpowiedzUsuńAgaB - nic innego nie robię ;)
OdpowiedzUsuńNo to... Aby te 7 dni szybciej minęło? ;)
OdpowiedzUsuńprzypomniał mi się wierszyk o Katarzynie i obrazek też pasuje :D zdrowiej :)
OdpowiedzUsuńWiewiórko, powiedz sobie: "nie choruje! nie mam kataru!". Mi to się wydaje, że ty dajesz temu katarowi przyzwolenie na to, żeby Cię męczył przez cały tydzień. Po prostu mu na to pozwalasz! ;-)
OdpowiedzUsuńMiriel, Twój sposób brzmi rewelacyjnie. Czemu nie podsunęłaś mi go jak rozwaliłam sobie łąkotkę, może wtedy uniknęłabym grzebania w kolanie ;) :D
OdpowiedzUsuńTak czy inaczej katar mija... :)
Wiewiórko, bo na łąkotkę to nie działa, bo nie ma kogo przegonić, łąkotka jest własna :-) Trzeba ją pogłaskać, niech spokojnie zdrowieje. A katar jest zdecydowanie obcy! ;-)))
OdpowiedzUsuńjeszcze chwila i już go nie będzie :)
OdpowiedzUsuńNo i rozniósł na resztę. Od piątku wieczorem dzielnie sobie kicham. Ele dołączyła w sobotę rano. Jesteśmy jedna wielka kichająca rodziną. No i kicha (my na to). :))
OdpowiedzUsuńMumakiL
Jutro (24) kończy się te siedem dni... :-)
OdpowiedzUsuńMiriel - i skończył się, zdrowam ;) :D
OdpowiedzUsuńpozdrawiam :)
Wiewiórko, to się cieszę :-) Już nie choruj! Trzymaj się zdrowo i ciepło ^^.
OdpowiedzUsuń