
Popadało trochę i znów zrobiło się względnie ciepło. Wystarczająco by znów zaczęły rosnąć grzyby.
Wybraliśmy się dziś wcześnie rano sprawdzić "swoje miejsca" i nie zawiedliśmy się. Poranny chłód, mgły snujące się nad polami, opary wstające nad wodą mijanych jezior, słońce przebijające się przez gałęzie i gruba rosa. Już tych atrakcji byłoby dość, a przecież udało się nam znaleźć całkiem porządną ilość grzybów. Jeden prawdziwek, podgrzybki (te lubię zbierać najbardziej), czerwonogłowe kozaki, kilka zajączków i jakiś samotny maślak - akurat by ususzyć i mieć na święta do bigosu.
Dwie godziny spokojnego spaceru po pięknym lesie na początek dnia i w nagrodę dwie łubianki grzybów - czegóż chcieć więcej? :)
cudowny poranek :) żałuję, że nie mam możliwości wybrać się teraz do lasu
OdpowiedzUsuń