niedziela, 3 maja 2009

osiołek i stół

Jest wprost nieprzyzwoicie ciepło i słonecznie.
Zaczynam czuć się jakbym była na południu Francji, gdzie ponoć każdy ranek wita człowieka czystym lazurem nieba. Niepokoi mnie to. To nie "po naszemu". Po "naszemu" każdy dzień jest inny.
Poza tym, podskórnie obawiam się, że całe słońce wyświeci się teraz, a na lato nic nie zostanie ;) Ot, zabobon...

Mam krótką przerwę w dłuższym maratonie pracy i nie wiem jak wykorzystać wolne dni. Miotam się pomiędzy różnymi rzeczami: słońce woła do ogrodu, prasowanie do deski, a robótka przypomina głośno, że Dzień Matki już w maju. W ogrodzie czeka na mnie stos badyli do spalenia - ostatnie ognisko_w_taczce w tej wiosny. A ja nie mogę się zdecydować co najpierw -normalnie jak ten osiołek nad żłobami...

Ale jedną skończoną robotą mogę się pochwalić - wyszorowałam wreszcie wszystkie ogrodowe krzesła. Polewanie zimną wodą z węża, brodzenie w mokrej trawie i szorowanie surowych desek to całkiem duża frajda. A stół szoruje się jak pokład jachtu ;)
Uznałam, że podjęta kilka lat temu decyzja, by kupić teakowe meble, była jednym z naszych lepszych pomysłów - w tym roku przestały całą zimę na dworze i nic. Ani mróz, ani śnieg nie zrobiły na nich najmniejszego wrażenia. Nawet wątpliwe "pamiątki" po ptakach nie miały na nie wpływu. Po wyszorowaniu ryżową szczotką i wodą z kurzu i brudu są piękne - rozbielone drewno, gładkie, z lekką fakturą słoi.
Stoją teraz pod jabłonią i czekają. Na filiżanki, dzbanek z herbatą, ciasto i... na mnie.



8 komentarzy:

  1. Z chęcią obejrzałabym ten sół z krzesłami, skoro taki fajny. Właśnie jestem na etapie szukania mebli na taras - koniecznie drewnianych.

    OdpowiedzUsuń
  2. @ Bogaczko - dodałam zdjęcie do wpisu :) Wygląda tak kiedy jest nowy lub mokry, lub zaimpregnowany olejem teakowym. W sezon po zakupie drewno naturalnie jaśnieje wpadając w delikatny srebrny kolor, ale po każdym pomalowaniu olejem znów jest taki jak na zdjęciu. Co kto lubi - ja impregnuję raz na kilka lat, bo lubię jak jest jasny.
    Krzesła wygodne do siedzenia tylko diabelnie pracochłonne przy szorowaniu (te szczebelki).
    Całość mam już 7 lat, oprócz tegorocznej zimy chowaliśmy go do domu w listopadzie, a wystawialiśmy w końcu marca. Teak naprawdę warty jest swojej ceny ;)
    Acha, nie wiem gdzie zamierzasz szukać czegoś dla siebie, ale mój kupiłam w Castoramie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oooo! dzięki bardzo za zdjęcie:-) Coś podobnego chciałabym kupić, tylko ceny, jak dla mnie są powalające :-(

    OdpowiedzUsuń
  4. Oh I wish you had the translator on your blog! It looks so inviting.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Mog - I just added Im Translator ( I didn't know that I can do it on Blogger), so if you have time feel free to dropping to my blog :)

    have a nice day :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bosko wyglada Twoj ogrod! Czy to zdjecie zrobilas jesienia? A ta na czerwono-kwitnaca roslinka to moze australijski red bush?

    OdpowiedzUsuń
  7. @ maga-maro - dziękuję za uznanie dla mego ogródu :)
    Owszem, zdjęcie było robione jesienią, stąd te jabłka na stole i krzesłach. I było po deszczu :)

    Ta czerwona roślinka na pierwszym planie to lobelia szkarłatna (Lobelia cardinalis) - bylina częściowo odporna na mróz. Znaczy częściowo w moim klimacie, na północy Polski, myślę że np w Anglii spokojnie radziłaby sobie z zimą. W każdym razie przetrwała u mnie w gruncie dwie łagodne zimy, ale niestety ostatnia była już dla niej zbyt ostra.

    pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. :D Ogród ze spadającymi jabłkami i brązowy stół na trawie :D Jak ja lubię ten widok :D !! :D
    Ja też nie wiem, w co mam ręce włożyć, ale już powoli zaczynam się na nowo organizować...

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)