czwartek, 28 czerwca 2018

z kartek szkicownika vol.3

Zrobiło się znów ciepło, a ja leczę zakwasy po ułożeniu 10 kubików drewna kominkowego. Z tego powodu wpis będzie obrazkowy, bo pisanie i fizycznie i umysłowo jakoś męczy - umysłowo pewnie dlatego, że tlen zamiast do mózgu transportowany jest do obolałych mięśni ;) Obiecuję, że w następnym trochę bardziej się "rozpiszę".
No to kolejne szkice:




wtorek, 19 czerwca 2018

balkonowe słoneczniki

W marcu, w doniczkach na rozsadę, posiałam ozdobne słoneczniki. W maju, jak zrobiło się ciepło, posadziłam podrośnięte słoneczniki na balkonie do, odpowiednio dużych, pojemników. Słoneczniki rosły, wypijały hektolitry wody - przy upałach musiałam podlewać dwa razy dziennie - a teraz, znaczy w czerwcu, zaczynają kwitnąć.
Co tu dużo mówić - są piękne. Przepiękne :)






sobota, 16 czerwca 2018

o wydzierganym sweterku

Skończyłam.
Projekt nazwałam Crazy Leftovers, ale czy on jest tak bardzo "szalony"  to nie wiem :) Na pewno jest z resztek, z resztek malabrigo sock. Ma dwie, zupełnie niepraktyczne, kieszonki i bardzo przypadł mi do gustu. Dół i rękawy wykończone  są ściągaczem 1x1, z czego oczka prawe są przekręcane, co powoduje, że ściągacz wygląda  odrobinę ażurowo. Dekolt wykończony plisą z prawych oczek, złożoną na pół i podszytą od spodu - wykończenie idealne (dla mnie :) )
Kilka fotek:




niedziela, 10 czerwca 2018

z nosem i okiem w kwiatach vol.2

Dalej łażę po ogrodzie w obiektywem macro i oglądam go z całkiem innej perspektywy. Na zdjęciach od góry: liliowiec, peonia, powojnik całolistny, powojnik wielkokwiatowy "Warszawska Nike", jaśmin.






piątek, 8 czerwca 2018

z kartek szkicownika vol.2

Postanowiłam zmienić technikę swoich rysunków i sięgnęłam po wodoodporny tusz w cienkopisie. Wybrałam grubość 0.2mm. Dodatkowo kupiłam sobie sześć penbrush'ów w podstawowych kolorach: żółty, pomarańczowy, czerwony, niebieski, zielony i fioletowy. I musi starczyć, bo inaczej zbankrutuję ;)
Zaczęłam rysować roślinne motywy linearne i wypełniać je kolorem - coś zupełnie innego niż szybkie szkice ołówkowe. Zabawa przednia, właściwie podwójna, bo raz rysowanie i komponowanie linearnego rysunku, a potem wypełnianie ich kolorem. Tak jak te obrazki antystresowe dla dorosłych tylko "zrób to sam" ;)
Dziś pokażę część tego co mam, żeby Was nie zamęczyć, kolejne w następnym odcinku.





środa, 6 czerwca 2018

się dzierga :)

Ze sweterków, które zrobiłam sobie z malabrigo sock, a które pokazywałam -> tutaj  , zostały mi większe i mniejsze kłębuszki włóczki. Cóż można zrobić ze ślicznych kłębuszków? Kolejny sweterek!

Najpierw miał być zabójczo kolorowy zrobiony ze wszystkich kolorów jakie mi zostały. Po przemyśleniu jednak pozostały tylko kolory z zielono-niebiesko-fioletowej gamy. Czerwienie zostawiłam na następny super kolorowy projekt.
Tak więc obecnie dzierga się kolejny sweterek, bezszwowo, od góry. Mam 2/3 tułowia, więc jeszcze trochę pracy przedemną. W trakcie dziergania zastanawiam się czy zrobić kieszonkę, a jeśli tak to czy nie zrobić jej nakładanej i pod kątem. Zobaczymy.
Na razie fotki "z produkcji".



poniedziałek, 4 czerwca 2018

Ławka pod klokwicją

Obchodzę imieniny w marcu. W związku z tym od strony rodziny co roku pada sakramentalne: „Co chcesz na imieniny?”, a ja zwykle nie mam pojęcia co chcę, więc zaczynam się irytować, że pytający idą na łatwiznę i się pytają. Pytający również popadają w irytację, bo lepiej dać prezent nieniespodziankowy, ale trafiony niż ryzykować, że będzie to kula w płot, a jak trafić dobrze jak solenizant nie zdradza zachcianek. Tak więc przygotowania do imienin przebiegają w podgrzanej atmosferze, a członkowie rodziny mają lekki obłęd w oku i rozważają szybki mord lub ucieczkę na antypody ;)

W tym roku postanowiłam więc oszczędzić tego zarówno im jak i sobie, i powiedziałam cóż to ja bym chciała. Otóż chciałam dostać ławkę do ogrodu. Drewnianą, sporą, taką na której można usiąść wygodnie, a nawet się położyć.
Rodzina ucieszona konkretnym zadaniem przeleciała kurcgalopkiem internet, a potem sklepy i dostałam swoją śliczną ławkę. Wszyscy byli zadowoleni i żyli długo, i szczęśliwie ;)

Teraz mam miły kącik w ogródku, pomiędzy kwitnąca wiśnią, a klokwicją – idealnie – gdzie mogę sobie „klapnąć” na chwilę jak użeram się z chwastami, albo wypić spokojnie kawę, albo pobazgrać w szkicowniku, albo podziergać w cieniu, albo… jak widzicie, otworzyło się morze możliwości.




Na ostatnim zdjęciu jest owa moja klokwicja chińska - cudownie kwitnący duży krzaczor - tutaj wyraźnie widoczny, bo na środkowym zdjęciu tworzy tylko malownicze plamy na pierwszym planie :)

sobota, 2 czerwca 2018

z kartek szkicownika vol.1


Niedawno, na blogu Brahdelt, przeczytałam ciekawy wpis o rysowaniu dla przyjemności. Przeczytałam i uznałam, że trafiła ze swoimi przemyśleniami wprost w dziesiątkę. Nie będę Wam powtarzać tego, co napisała, lepiej zajrzyjcie sobie sami -> tutaj.

W każdym razie po przeczytaniu wszystkiego doszłam do wniosku, że jestem właśnie osoba, która dała się „zgasić” w swoich amatorskich zapędach do rysunku. Kiedyś próbowałam malować akwarelki i nawet prowadziłam osobnego bloga, gdzie je pokazywałam, ale zrezygnowałam „bo nigdy nie osiągnę mistrzostwa” ;) , a bloga zamknęłam. Farby leżą w szufladzie. 

Ogólnie lubię rysować, zawsze lubiłam. No to wzięłam gruby zeszyt z białymi kartkami, który kiedyś dostałam w prezencie -  okładkę ma a’la skórzaną, w lawendowym kolorze i gumkę żeby go zamknąć - i ołówek, i zaczęłam.
Na początek, jak to mówią, „pierwsze koty za płoty” więc zaczęłam od kota. Trudny jest. Ogród już łatwiejszy.
Będę rysować to, co mi się podoba i co mi się zachce. Techniką, jaka aktualnie mnie zachwyci. Tak długo, jak długo będzie mnie to bawiło i sprawiło mi frajdę, a rezultatami będę dzieliła się z Wami tutaj. Rysunkom robię zdjęcia i przycinam do formatu, nie skanuję (to szczegół techniczny tłumaczący obcięte czasem brzegi rysunku).
Oto pierwsza porcja, rysunki ołówkiem.