Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą wiewiórka

wiewiórka

 Przychodzi, przetrząsa doniczki, zabiera orzechy i wcale się nie boi ;)

pada, a wiewiórka nic

Skończyły się dzikie upały i zaczęło padać prawie codziennie. Świetnie, rośliny odetchnęły z ulgą, przestały trwać w stanie zombie, a trawnik powoli odzyskuje zieleń. Wiewiórek przychodzi dalej na orzechy czy pada czy nie pada, i czasem jest lekko zmoknięty ;)

o wiewiórce co przychodzi

Od kilku lat na balkon przychodzi wiewiórka. Nie mam pojęcia, czy wciąż ta sama, bo czasem są dwie, ale wyraźnie nie są razem. Przychodzi po orzechy laskowe, które co dzień wykładam na balkonowym stole w małej donice bez dna, którą zatkałam dużą szyszką. Doniczka "siedzi" w dziurze na parasol, bo to stół przystosowany do posiadania ogrodowego parasola, którego nie mamy. W każdym razie wiewióra codziennie wyjada te orzechy, a jak ich nie ma to próbuje zdemolować szyszkę-zatyczkę, która  poddaje się powoli, przez co doniczka robi się coraz głębsza i mieści się w niej coraz więcej orzechów. I kto mi powie, że te małe rudzielce nie są sprytne. Nie zjada wszystkich - większość zakopuje w skrzynkach kwiatowych. Ona zakopuje całą jesień i zimę, a wiosną ja je wykopuję, oddaję je jej na stół, a w skrzynkach sadzę kwiatki. Wiewiórka zjada część z nich a resztę zakopuje w skrzynkach ignorując posadzone czy posiane roślinki. Na  tym całym procederze najbardziej właśnie one są poszkod...

o śniegu, wiewiórce i zatyczce

Za oknem śnieży, o tak: ale to żaden ewenement, teraz śnieży u każdego i każdy ma już pewnie dość zimna. Próbuję spojrzeć na pogodę obiektywnie, przypominam sobie, że jak Młody miał dwa lata to chodziłam z nim zjeżdżać na sankach w kwietniu; przekonuje siebie samą, że jakby to była połowa grudnia to wszyscy byliby zachwyceni taka piękną, śnieżną zimą i nadchodzącymi "białymi świętami". Próbuję, ale trochę mi to nie idzie. Nic nie poradzę na to, że wolałabym widzieć już kolor zielony zamiast białego. Na balkon codziennie rano przylatuje wielkie stado czyżyków i dzwońców - zjadają wszystko co znajdą i lecą dalej. Wtedy wychodzę i dosypuję do karmnika następną porcję ziarek dla sikorek, grubodziobów, dzięcioła, zięb i kosów. Codziennie też pojawia się wiewiórka. Znaczy jedna z trzech, bo udało się nam doliczyć trzech sztuk jednocześnie na balkonie. A że wszystkie rude to nie wiem czy ta codzienna to wciąż ta sama czy się wymieniają. W każdym razie wiewióra zjada uszykow...

tym razem były dwie...

... i wcale, a wcale nie przejmowały się Hakerem, nawet jak stukał w szybę łapą. Zjadły łącznie z piętnaście orzechów urzędując cały czas na stole i rozrzucając skorupki na prawo i lewo, a biedne kocisko czaiło się za paletką ze szczypiorkiem.

kocio-wiewiórcze (prawie) pogaduszki

Jak na to nie patrzeć, zamknięte okno to spory kłopot w konwersacji. Haker mówił i mówił, a ona nic nie słyszała.

zimowa wiewiórka

"Moja" wiewiórka w zimowej scenerii. Jak widać na zdjęciu ma się doskonale, ogon ma puszysty, a pędzelki na uszach potężne. Przychodzi prawie codziennie doprowadzając Hakera do skrajnej rozpaczy - kotem aż trzęsie na jej widok. Wiewióra nie przejmuje się nim, chyba że rzuci się do szyby - wtedy zamiera bez ruchu. Zabieram więc protestującego kota, który miota przekleństwa i żąda natychmiastowego wypuszczenia na balkon w celu konsumpcji rudzielca. Poza Hakerem wiewiórka boi się tylko srok, na ich widok też nieruchomieje, a potem zmyka szybko.

(prawie) prywatna wiewiórka

Przychodzi od jakiegoś czasu, ale do dziś nie udało mi się ani razu zrobić jakiegokolwiek zdjęcia. Za to dziś miałam dużo szczęścia i, mimo że pstrykane przez szybę nie są idealne, to grunt, że są! Przedstawiam Wam naszego regularnego gościa balkonowego - wiewiórkę :) Bo tak! W pewnym sensie mam własną, prywatną wiewiórkę! :D Kładziemy dla niej orzechy na stół, który stoi na balkonie. Zaczęliśmy gdzieś w zimie, kiedy zauważyliśmy ją w oknie sypialni - ku naszemu zdziwieniu chodziła po ścianie i przeskoczyła nam na tle okna. Niesamowita z niej akrobatka. W każdym razie dziś przyszła, poczęstowała się orzechem i zjadła go siedząc na barierce. Potem napiła się wody i poszła na stół po drugi orzech. Wtedy pogalopowałam po aparat. Jak udało mi się podejść do okna Wiewiór już nie jadł orzecha, ale rządził się w mojej skrzyni balkonowej zakopując go. Potem udało mi się zrobić jej kilka zdjęć, aż trzaskanie migawki zaniepokoiło ją i stwierdziła, że sobie pójdzie. I poszła. A ja wyłożyła...