Lało od rana. Jeszcze o 6.30 miałam nadzieję, że będę mogła dalej pracować w ogrodzie, ale już o 7.00 została zmyta siąpiącym deszczem. Z racji niemożności grzebania się w ziemi zabrałam się za porządek u Młodego - odgruzowywanie jego pokoju właściwie mało co się różni od prac polowych - bo miał przyjść Pan Komputer i zainstalować modem wi-fi. Jak człowiek ma tam pracować to dobrze by było, żeby nie padł z wrażenia i zgrozy na progu, a niestety podejście do neta jest akurat w pokoju Młodego. Godzinę i kawę później zabrałam się za napinanie papieru na kartonach, bo już mi wszystkie "wyszły" na akwarelki. Jako podkładów używam kawałków grubego kartonu zrobionego z podwójnej tektury falistej - całość jest na tyle sztywna, że wysychający papier nie jest w stanie jej powyginać. Mam cztery takie plansze i dodatkowo znalazłam w domu kawałek twardej płyty pilśniowej, która tez świetnie się nadała na podkład. Arkusze papieru moczę w zimnej wodzie przez dwie, trzy minuty (zależy d...