środa, 30 maja 2018

z nosem i okiem w kwiatach vol.1

Wyciągnęłam swój obiektyw macro,  Nikkora VR 105 mm, i zrobiłam ogrodowi sesję "Z Bardzo Bliska".
Rzadko go używam, bo jest ciężki i po kilkunastu ujęciach łapy zaczynają mi się trząść, a wtedy zrobienie ostrego zdjęcia muchy czy pręcika w kwiatku staje się nie lada wyzwaniem ;)








czwartek, 24 maja 2018

o obiektywie, co się popsuł


Dwa dni temu mój ulubiony obiektyw wypowiedział współpracę. Dokładnie to wydał z siebie ciche rzężenie i w ten sposób zażądał urlopu. 

Załamałam się deczko, bo robię nim wszelkie zdjęcia, jest szalenie wszechstronny – ogniskowa 18-200 – ładnie ostrzy, ma stabilizację obrazu i, mimo że ma szklane soczewki, nie jest ciężki. Teraz już takich nie robią, niestety.
Zawiozłam go do serwisu i czekam na orzeczenie technika.
Spakowałam body D80 do szafki i tymczasowo wyciągnęłam body D700 i obiektyw 50mm (stałoogniskowy, znaczy bez zooma) i „się przestawiam”.  Ten D700 mam już od dawna, ale wstyd przyznać, przygnębia mnie swoimi możliwościami. Jest za mądry. Jak na mój gust to brakuje mu tylko wodotrysku ;)
Wiem, że jest lepszy od  D80, ma pełną klatkę, ale… 

Przy okazji tej awarii i grzebania w szafce okazało się, że mam w domu łącznie… dziesięć (!) aparatów fotograficznych ( w tym jeden męża). Z różnych epok, ściśle mówiąc, żeby nie było, że kupuję maniakalnie Nikony. Od przedwojennego Kodaka mojego dziadka, poprzez analogowe, po cyfrowe, z czego pierwsze cyfrówki miały szaloną ilość pikseli – całe 1.2 mln :D
Postanowiłam coś zrobić z tą zbieraniną, ale pewnie wcześniej urządzę im sesję zdjęciową, zwłaszcza  tym starszym. Powinno być zabawnie.
Na razie oswajam się z D700 i jego doskonałym szkłem, które jest bardzo jasne, ma ładny bokeh, robi piękne portrety, ma kąt widzenia jak ludzkie oko i… nie jest moim ulubionym Nikkorem VR 18-200mm.

wtorek, 22 maja 2018

o wiewiórce co przychodzi

Od kilku lat na balkon przychodzi wiewiórka. Nie mam pojęcia, czy wciąż ta sama, bo czasem są dwie, ale wyraźnie nie są razem.
Przychodzi po orzechy laskowe, które co dzień wykładam na balkonowym stole w małej donice bez dna, którą zatkałam dużą szyszką. Doniczka "siedzi" w dziurze na parasol, bo to stół przystosowany do posiadania ogrodowego parasola, którego nie mamy.
W każdym razie wiewióra codziennie wyjada te orzechy, a jak ich nie ma to próbuje zdemolować szyszkę-zatyczkę, która  poddaje się powoli, przez co doniczka robi się coraz głębsza i mieści się w niej coraz więcej orzechów. I kto mi powie, że te małe rudzielce nie są sprytne.
Nie zjada wszystkich - większość zakopuje w skrzynkach kwiatowych. Ona zakopuje całą jesień i zimę, a wiosną ja je wykopuję, oddaję je jej na stół, a w skrzynkach sadzę kwiatki. Wiewiórka zjada część z nich a resztę zakopuje w skrzynkach ignorując posadzone czy posiane roślinki. Na  tym całym procederze najbardziej właśnie one są poszkodowane.  Jakoś się trzymają, ale   mają ciężko ;)
Haker oczywiście regularnie poluje na rudzielca, ale ona doskonale wie co to szyba i macha kotu ogonem przed samusieńkim nosem tak długo, aż puszczają mu nerwy i rzuca się na szybę, co nie robi na wiewiórce żadnego wrażenia. Zupełnie inaczej jest jak ona przyjdzie, a kot leżakuje w swoim balkonowym koszyku - wtedy jest pełne oburzenie, masa cmokania i zamiatania ogonem, a na końcu ewakuacja po ścianie cały czas w asyście cmokliwego przeklinania.


wtorek, 15 maja 2018

Miało być o jednym sweterku, a jest o trzech ;)

Skończyłam sweterek.
Właściwie to mój trzeci z rzędu sweterek z malabrigo sock i wcale nie mówię, że ostatni. Wszystkie były robione od góry, dekoltu kształtowane rzędami skróconymi, każdy z nich ma dłuższy tył również kształtowany rzędami skróconymi.
Pierwszy powstał ze sprutych dwóch kiedyśtamrobionych sweterków - oba lubiłam, ale zużyły się już trochę i postanowiłam dać im nowe życie. Po spruciu i odrzuceniu zniszczonych fragmentów starczyło na nowy sweterek i jeszcze trochę zostało.
Nowy wygląda tak:



dane techniczne:
włóczka: malabrigo sock, 100% merino, 402m/100g, kolory: 416 Indiecita (zielonkawy) i 853 Abril (fioletowy)
druty: 3.0 i 3.5
zużycie: średnio po 130g każdego koloru, łącznie 260gram

~~~~~~~~~~~~

Dwa następne powstały z nowej włóczki, motki dostałam w prezencie. Zażyczyłam sobie każdy inny i w rezultacie miałam sześć kolorów do wyboru i połączenia.
Najpierw powstał Czerwonawy:


dane techniczne:
włóczka: malabrigo sock, 100% merino, 402m/100g, kolory: 850 Archangel (koralowo-czerwony), 611 Raverly Red (czerwony) i 173 Stonechat (brązowo-czerwony)
druty: 3.5
zużycie: odpowiednio 66g, 92g i 80g - łącznie 238gram

~~~~~~~~~~~~ 

 Jako drugi powstał Zielonkawo-Granatowy.  Ma kieszonkę w kontrastowym kolorze, żeby było weselej ;) Szczególnie dumna jestem z plisy dekoltu, bo wyszła idealna i bardzo ładnie się układa.




dane techniczne:
włóczka: malabrigo sock, 100% merino, 402m/100g, kolory: 138 Ivy (zielony), 870 Candombe (granatowo-zielony) i 807 Cote d'Azure (granatowy)
druty: 3.5
zużycie: odpowiednio 75g, 85g i 86g - łącznie 246 gram

sobota, 12 maja 2018

Echo Flower w kolorze ecru

Ta chusta powstała na prezent, nowa właścicielka już się nią cieszy, więc spokojnie mogę ją pokazać.
Z założenia miała to być chusta ozdobna, niekoniecznie użytkowa, więc postawiłam na cieniznę. Dla mnie "cienizna" to dropsowa Lace.
Kolor, ecru, zgodny z upodobaniami osoby obdarowywanej.
Wybrałam darmowy wzór Echo  Flower Shawl autorstwa Jenny Johnson Johnen, który bardzo mi się podoba, i przypomina mi bujnie kwitnące drzewa lub morską pianę - w zależności od stopnia zamotania udziergu.
Dziergało się bardzo przyjemnie, ale jak doszłam do nupków to okazało się, że robienie ich z mało elastycznej, cienkiej włóczki przerasta moje możliwości manualne. Miałam dwie możliwości: ominąć nupki w ogóle albo w ich miejsce nanizać koraliki. Wybrałam koraliki, bo jeszcze nigdy nie robiłam nic z koralikami i ciekawił mnie efekt, poza tym uznałam, że koraliki sprawią, że chusta stanie się jeszcze bardziej ozdobna. Kupiłam szklane koraliki Toho nr 8 w kolorze waniliowym, bo nie chciałam wprowadzać dodatkowej barwy.
Muszę powiedzieć, że robiło się świetnie. Myślałam, że nanizywanie koralików  bardzo spowolni pracę, ale okazało się, że nie jest tak źle. Korzystałam z cieniutkiego szydełka i wszystko szło jak z płatka.
Chusta została podarowana i bardzo się spodobała, co mnie niezmiernie ucieszyło :)




Dane techniczne:
włóczka: Garnstudio DROPS Lace, 70%/30% alpaca/silk, 400m/50g, kolor 0100 ecru - zużyłam troszkę ponad 1.5 motka
druty nr 4.0
koraliki: Toho nr 8, kolor waniliowy, 1.5 paczuszki

czwartek, 10 maja 2018

Jabłonie, kwitnące jabłonie...

"Świat nie jest taki zły,
Świat nie jest wcale mdły,
Niech no tylko zakwitną jabłonie,
To i milion z nieba kapnie,
I dziewczyna kocha łatwiej,
Jabłonie, kwitnące jabłonie..."

W tym roku kwitną moje jabłonie. Są całe białe i bardzo głośne, bo urzędują na nich całe chmary pszczół - ktoś będzie miał jabłoniowy miód ;) Kiedy powoli przekwitają trawa pod nimi wygląda jak zasypana płatkami śniegu - jednym słowem w ogródku jest pięknie :)






środa, 9 maja 2018

Kawa na mieście



Nie ma nic trudnego w porannym wstawaniu, zwłaszcza w maju, kiedy za oknem niebo rozjaśnia się już przed piątą. 
W rezultacie do ósmej rano jestem 20 kilometrów od domu, mam załatwione trzy ważne sprawy i mogę pozwolić sobie na małą przerwę. Wiem też, że palec potraktowany sześć dni temu elektrycznymi nożycami do trawy goi się jak należy i zajmie mu to jeszcze trochę czasu. Grunt, że jest na dobrej drodze. W prawdzie okazało się, że lewy kciuk jest potrzebny jak diabli i wyłączenie go z rozgrywek  wprowadza niezłe zamieszanie na boisku, ale pozostała dziewiątka jakoś daje radę.
W każdym razie siedzę teraz w Starbucksie, sączę flat white i obserwuję miasto śpieszące do pracy. 
Sznury samochodów na jezdni, fale ludzi na przejściach, dziewczyna na rowerze z rulonem rysunków w koszyku i chłopak z kubkiem kawy i małą czerwoną walizką na kółkach. 
Za pół godziny maturzyści otworzą swoje arkusze  z rozszerzoną matmą, a zakupoholiczki zaczną kolejny dzień szaleństwa i przyjemności.
Skończyłam kawę, a Starbucks zapełnia się ludźmi - dzień startuje.

P.S. zaczęło brakować mi zamieszania wpisów na blogu. Zastanawiałam się nad wznowieniem pisania już od dłuższego czasu i doszłam do wniosku, że czas spróbować. Nie obiecuję jakiejś super regularności, ale ogólnie  można uznać blog za ponownie otwarty :)