sobota, 27 czerwca 2009

piknik wśród traw

Na porębie w środku lasu rozpanoszyły się trawy, sitowia i mrówki. I szczawik w dużych ilościach.
Ziemia, choć sucha, pokryta jest takim mnóstwem suchych gałązek, szyszek i odłamków kory, że nie zaprasza do siedzenia. Na szczęście są też wielkie pnie. W sam raz na stół i siedziska.

Rozkładamy się z synem na takim najmniej okupowanym przez mrówki i zaczynamy piknik.
To zadziwiające - wystarczy wynieść kanapki i trochę warzyw poza dom i od razu wszystko smakuje inaczej. Sól w maleńkim słoiczku i woda mineralna osobiście zaprawiona przez syna sokiem malinowym dopełniają uczty.

Las szumi, koło nas kołysze się naparstnica, jedyna na całej polanie.
Karmimy mrówki na sąsiednim pniaku. Okruch chleba budzi emocje i zamieszanie - za duży dla jednej, za mały dla kilku. W końcu mrówka-siłacz rozgania resztę i sama ciągnąć, popychając, spychając zabiera okruch między szczawiki. Widzimy ją tam jak z uporem dzieli okruch na części co jakiś czas posilając się nim.

Po godzinie i zjedzeniu kanapek wracamy do dom. Niby krótka wycieczka, niby takie nic, ale jednak zostaje w pamięci jako Piknik Wśród Traw.

3 komentarze:

  1. Pieknie opisalas to piknikowanie! Mrowka silacz, wysokie trawy i ten niezapomniany smak jedzenia na swiezym powietrzu - wszystko w doskonalych proporcjach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie ma jak piknik... :) Wystarczy trochę przyrody wokoło, by odżyć i się wyciszyć :)

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)