czwartek, 2 lipca 2009

kryptonim "OSA"

Mam w ogrodzie drewniane meble. Od samego początku jak tam stoją, przylatują na nie osy i zawzięcie skrobią je... zębami? Szczękoczółkami? Otworami gębowymi? Nieważne czym, w każdym razie skrobią i zabierają gdzieś uskrobany materiał. Na meblach pojawiają się nieregularne ścieżki wyglądające jak srebrne zacieki. Jedyną niedogodnością tego owadziego procederu jest to, że można taką pracującą osę przygnieść niechcący plecami, za co ona mści się okrutnie i boleśnie. Cóż, ludzka to rzecz, a raczej osia, toteż uważamy i osy nie muszą się mścić.

W tym roku jednak nareszcie dowiedzieliśmy się, co one robią z tego co uskrobią na moich krzesłach - nad oknem do garażu pojawiła się piłeczka pinpongowa w uskrobanym kolorze, z dziurką i osą w dziurce. Było to miesiąc temu. Potem okazało się, że to nie domek jednorodzinny, ale jakieś osiedle zamknięte rozrastające się w zawrotnym tempie - po miesiącu miało już dobrze około 20 cm średnicy, a one dalej skrobały.

Na osy nikt w domu nie jest uczulony. Znaczy z ludzi.
Bo Spot owszem, raczy być uczulony. Jak go kiedyś udziabała osa, to łapa mu spuchła jak bania i pan wet - ładując w kota jakieś odczulające i inne zastrzyki - uświadomił mnie, że jak go któraś użre w szyję, to kocina może się udusić od spuchnięcia. Niedobrze.
Mnie kiedyś pogryzły osy z rozgrzebanego gniazda i ogólnie niby się ich nie boję, ale dokładnie pamiętam że to dość nieprzyjemne.
Dziecko nie ma zdania, ale nie lubi być gryzione.
Mąż, os się boi. :D

Os dużo, ogródek mały. Pod gniazdem mój letni składzik łopatek i grabek do grzebania się w ziemi, kran z wodą i gniazdko do podłączenia kosiarki.

Zadzwoniłam do strażaków i dowiedziałam się, że mam kupić Raid, czarny, i do nich zadzwonić wieczorem to przyjadą i je zlikwidują. Kupiłam środek.
Mąż poszedł zobaczyć z daleka do czego to mam zamiar wołać Straż Pożarną, wrócił, obczytał opakowanie Raidu.
- Musimy je zabijać? Wszystkie? - w głosie dało się wyczuć wahanie.
Wzruszyłam ramionami.
- Może ktoś je weźmie, jakiś pszczelarz? - próbował dalej
- Pszczelarz to tylko ci powie, że hodujesz szkodniki i morderców.
- To może ZOO?
- Może. Dzwoń.
Zadzwoniliśmy. Nie wiem, czy umieścili to na swojej tablicy z kfiatkami, ale myślę, że musieli być dość ubawieni.
- Mam nietypową sprawę - zaczął maż. - Mamy w ogrodzie gniazdo os i chcemy je gdzieś oddać, by nie trzeba było ich zabijać. Czy może państwo...
Nie, państwo nie chcieli os. Wytłumaczyli nam, bez chichotów, że to bardzo ekspansywny gatunek i że mamy zadzwonić po Straż Pożarną, by je zlikwidowali. Mąż się poddał.
- Dzwoń.
Zadzwoniłam w poniedziałek - nie mieli wolnego wozu.
Zadzwoniłam we wtorek rano - nie, nie przyjmują zapisów na popołudniowe wyjazdy, mam zadzwonić wieczorem. Wieczorem nie zadzwoniłam, bo było oberwanie chmury, zalało miasto i resztki rozsądku mówiły mi, że strażacy mają co innego do roboty niż ściąganie mojego gniazda.
Zadzwoniłam dziś i przyjechali.
Nie, nie na sygnale i nie tym ogromnym wozem bojowym. Tym mniejszym, takim srebrnoczerwonym. Ślicznym. I było ich czterech.
Kazali się zaprowadzić do gniazda, popodziwiali moje krzaczory po drodze, potem obejrzeli gniazdo i zażądali: krzesła, worka i dużego noża. Dostarczyłam wszystko łącznie z moim wielkim nożem szefa kuchni.
- Ale majcher - usłyszałam mruknięcie.
Potem już było tylko szybkie pryśnięcie, odcięcie gniazda prosto do worka i zeskrobanie resztek. Kilka samotnych, zdezorientowanych os ocalałych z pogromu krążących koło okna, ulga i trochę żalu, że nie dało się jakoś inaczej...

6 komentarzy:

  1. Ofiara cywilizacji :) a my stajemy sie coraz slabsi bo zastanawiamy sie dlaczego :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz nie tylko talent poetycki, ale i prozatorski. Piękna,urocza i zabawna opowieść, a to, że prawdziwa dodaje jej tylko uroku.

    MumakiL

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojejku....masakra :o Gniazdo os pamiętam jak przez mgłę z dzieciństwa, kiedy na wakacjach na wsi natknęłam się niespodziewanie i uciekłam czym prędzej, poganiana poirytowanym bzyczeniem, oraz brata, który wspiął się do gniazda szerszeni i został przez dwa pokąsany ( a ma uczulenie na owady, więc pojechał do szpitala - z przerażenia zrobiła się zazdrość o wycieczkę, z której wrócił szybko i jeszcze obłowił się o kilka gałek lodów :|). Acha, i jeszcze pamiętam przerażenie, z jakim oglądałam film "Rój" :D który definitywnie przypieczętował mój strach przed rojącymi się owadami żądlastymi :D (miałam nawet koszmary). Dlatego czytając Twoją historię Wiewióreczko, jestem pełna podziwu, że tyle dni wytrzymałaś z tym rojem rosnącym i w ogóle :o A już dywagacje egzystencjalne nad ekspansywnym i niebezpiecznym gatunkiem spowodowały, że oczy miałam niby spodki :DDD

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi żadne owady nie przeszkadzają, każdy chce żyć :P ale kiedy już chodzą po mnie tymi małymi łaskoczącymi nóżkami, czy machają skrzydełkiem przy twarzy, to moje ręce zamieniają się w mordercze narzędzia, tudzież śmigła wiatraka ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Gniazdo naszych os było na strychu. Biedny mój tato wszedł spokojnie, krokiem godnym i dziarskim, po czym wyprysnął za drzwi w tempie iście godnym podziwu. Jeszcze bardziej godne podziwu było to, iż nie połamał sobie niczego, zbiegając ze schodów. Osy bowiem były czegoś niezadowolone. W sumie każdy by był, gdyby mu nagle jakiś wielkolud zatupał nad głową! Lub tuż przy głowie.
    Osobiście mam uraz do os, odkąd mnie jedna użądliła, gdym , no może nie dzieckiem w kolebce była, ale bardzo młodą osobą. Od tamtych czasów pojawienie się choć kawałka osy na horyzoncie wywołuje we mnie nerwowe wzdrygnięcie i chęć natychmiastowej ewakuacji. Tym większy podziw dla Was za spokojne podejście! I ciasteczka za piękne opisanie całej historii!
    Mel

    OdpowiedzUsuń
  6. Żuwaczkami one skrobią, żuwaczkami :) Swoją drogą - konia z rzędem komuś, kto - jak osa - własną gębą sobie uskrobie materiału na dom.
    Hugs - Vespa (czyli Osa)

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)