sobota, 18 lipca 2009

wędrówki po mieście


Wczoraj zawędrowałam w miejsca, w których nie byłam ładnych parę lat. Do Dolnego (Starego) Wrzeszcza.
Czy kierował mną przypadek? W pewnym sensie, tak.
Miałam umówiona wizytę w okolicach Placu Komorowskiego. Zwykle podjeżdżam tam samochodem, ale tym razem zostawiłam auto w kompetentnych rękach Pana_z_Myjni i ruszyłam pieszo.
Najpierw główną ulica, potem skręciłam przy skwerze, na rogu którego była ongiś restauracja "Morska". Pod torami przeszłam przejściem-tunelem i zagłębiłam się w świat, gdzie czas stanął, a przynajmniej toczy się bardzo powoli.

"PRZESYPYWANIE KOŁDER I PODUSZEK, CZYSZCZENIE PIERZA I PUCHU" poinformował mnie szyld wykonany literami o kroju prosto z lat 60-tych. Zakład mieści się w suterynie wysokiej kamienicy o ponurej fasadzie i z małym przedogródkiem. Tuż obok kolejna taka kamienica i kolejna. Na brzegu chodnika wysokie drzewa o grubych pniach - upragnione schronienie przed skwarem. Krzywy chodnik, dzieci wieszające się na niskim płotku i pies zajęty własnymi sprawami.
Na rogu sklep ogrodniczy... Pamiętam go! Taki sam, z doniczkami rozstawionymi wzdłuż chodnika i sztucznym słonecznikiem na wystawie, któremu czas i słońce zabrały część kolorów. Po drugiej stronie Elektryczny.
Oddycham głębiej i uśmiecham się do siebie. Znajome miejsca, znajome sklepy, świat zatrzymany w kadrze. Czuję się tak, jakbym trafiła na stabilną skałę, na coś niezmiennego. Dla mnie to ogromna ulga zobaczyć, że sklep, który istniał dziesięć lat temu dalej istnieje, a jego wystawa wygląda niemal identycznie. Nie zniknął, starty przez hipermarkety, trendy i mody.
Mała rzeczka-kanał dalej płynie między domami, podwórkami, szumi wesoło w przepustach pod ulicami.
Wielkie drzewo na środku placyka w ciągu ulicy Wajdeloty ocienia wejście do Zielarni. Zapach ziół w gorącym powietrzu kusi już kilka metrów od drzwi. Wchodzę.

Lubię Stary Wrzeszcz z jego kamienicami, które przeżyły już swój okres świetności, z krzywymi chodnikami, ulicami z kocich łbów lub asfaltu z dziurami. Lubię schodki sklepów wychodzące na chodnik, brudne podwórka, bramy i zabytkowe drzwi prowadzące na klatki schodowe z wciąż zachowanymi posadzkami w szachownice z płytek w kolorze czerni i sepii.

3 komentarze:

  1. Ładnie opisane Wiewióreczko :) Nigdy nie byłam w starym Wrzeszczu ale chyba podobny, wspomnieniowy nastrój nas opadł :) Jest coś szalenie miłego w powracaniu do krain dzieciństwa, dawno oswojonych miejsc i odkrywania ich niezmienionymi... :) Fajnie, że zrobiłaś sobie taki przyjemny spacer :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiewiorko, moge powiedziec: "ja tez!" Nie bylam w tamtych okolicach ladnych kilka lat. Dziekuje za sentymentalny spacer!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojej, jestes z Gdańska? Jak miło!

    Uwielbiam stary Wrzeszcz. I stary Sopot. Bez turystów prezentuje się pięknie!

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)