piątek, 11 września 2009

jabłkowy dzień

Dziś padało cały dzień, ale wczoraj...
... wczoraj była piękna pogoda. Późnoletnia, leniwa, pachnąca słońcem i dojrzałymi jabłkami.
Przynajmniej u mnie tak było, bo wczoraj zbierałam jabłka.
Moje jabłonki postanowiły w tym roku też mieć jabłka, mimo że obie są starej daty i owocują co drugi rok. W zeszłym uginały się od owoców - w tym też sobie nie odpuściły.
W rezultacie Grafsztynek już jest dobry do jedzenia, a Antonówka czeka na pierwsze przymrozki, by zeszklić miąsz i wykrystalizować dodatkowy cukier.
Więc zbierałam te jabłka przystawiając drabinę to z tej to z drugiej strony, wspinałam się na palce zastanawiając się, jaką krzywdę zrobiłabym sobie zwalając się razem z nią na skalniak (he he he - nie ma to jak galopująca wyobraźnia). Liście łaskotały mnie w szyję, kosmyki włosów wchodziły w oczy, drabina chybotała się, jabłka pachniały. Zrywałam po kilka do starej donicy i złaziłam na dół by poukładać je w skrzynce.
Owocne dwie godziny (ach, ta gra słów ;) )
Teraz w jedna skrzynka po winogronach stoi w kuchni (to spady, do natychmiastowego przerobienia), a druga moknie na ogrodowym stole. Kto miał dostać jabłka to dostał - reszta dla mnie.

Skończyły mi się nakrętki na słoiki.

3 komentarze:

  1. Wiewiorko, jaki subtelny i plastyczny opis! Przeczytalam z wielka przyjemnoscia. I pewnie wkrotce przeczytam tez... o szarlotce Wiewiorki? :) Serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nas uszczęśliwiono masa śliwek. Nie, nie naszych, bo nie mamy ogrodu, od brata. Moze kiedys pomyslę nad nalewką z śliwek.

    OdpowiedzUsuń
  3. O tak, i opis i zdjecie, jak zwykle ujmujace...
    Owocne dwie godziny tez mi sie bardzo spodobaly :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)