środa, 14 października 2009

wiatrodzień

" Więc wstali i kiedy Prosiaczek usiadł z powrotem, bo nie wiedział, że wiatr jest tak silny, i Puchatek pomógł mu wstać, ruszyli w drogę. (...) Wiatr wiał im teraz w oczy i uszki Prosiaczka trzepotały za nim jak chorągiewki, gdy tak szedł i torował sobie drogę. I zdawało się, że minęły całe godziny, nim znalazł dla nich schron w Stumilowym Lesie. A potem znów sterczały mu prosto i trochę niespokojnie nasłuchiwały, jak wyje wiatr wśród wierzchołków drzew."
A.A.Milne "Chatka Puchatka"

To, że dziś wieje wiedzą pewnie wszyscy, o niczym innym prawie TV nie trąbi.
Wiedziałam, że tak będzie, przecież dopiero co umyłam okna. Jeszcze mi się nie zdażyło, żebym umyła okna i żeby następnego dnia nie padał deszcz. No więc poczuwam się trochę do odpowiedzialności za tę pogodę, może nie za wichurę, ale za padające z nieba "coś" napewno.

Koty, podenerwowane zmianami ciśnienia, kręcą się niespokojnie.
Wychodzą na parapet, gdzie siedzą mrużąc oczy i tuląc uszy, by im do nich nie nawiało, a po chwili bębnią łapami w szybę żądając, by je natychmiast wpuścić.
Haker ze Spotem dały upust napiętym nerwom tłukąc się zawzięcie pod stołem pomiędzy nogami krzeseł. Pierwszy wypadł stamtąd Spotek, grzmotnął jeszcze w przelocie w stołową nogę i z łomotem zbiegł/spadł ze schodów.
Wrócił po chwili, już pełen zimnej krwi, z obojętną miną minął powarkującego Hakera, przekąsił parę chrupek, zerknął, czy Kota zostawiła choć odrobinę miejsca przed kominkiem ("Nie zostawiła, zołza...") , wskoczył na kanapę i zaczął oglądać ze mną Wiadomości. Po chwili zainteresował się długa nitką, którą wyciągałam regularnie z motka, ale okazała się ona mało ciekawa i pilnie przeze mnie strzeżona.

Bo naszło mnie na robótki na drutach. Nostalgicznie, jesiennie zatęskniłam za kolorową włóczką, symbolem ciepła, puchatości i spędzonych w ciszy i spokoju wieczorów.
Wyciągnęłam z przepastnych schowków motek melanżu w kolorze dżinsu i zaczęłam przerabiać nitkę na... no, na nie-nitkę ;)
To wczoraj. A dziś powędrowałam do pasmanterii i przebrawszy masę motków wywędrowałam z dwoma włóczkami, piękne jesienne melanże, i z 3 parami drutów. Musiałam kupić, bo moje schowałam tak, że nie udało mi się ich znaleźć.
To co udziergam z włóczki pokażę (jeśli będzie się nadawało do pokazania :D )

4 komentarze:

  1. Uroczy pychol na tym zdjęciu, to Haker?

    OdpowiedzUsuń
  2. hm..a wiesz, że być może..
    Moja kota od dwóch dni szaleje po domu z prędkością światła polując na wszystko i na wszystkich...

    OdpowiedzUsuń
  3. @ Lemurko - tak, ten smutas to Haker. Jak miło, że poznałaś go na zdjęciu :)

    @ AgaB - to z pewnością pogoda, bo dziś są spokojne jak aniołki - jak tylko przestało wiać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam nadzieję, że pokażesz swoje włóczkowe dzieło :) Lubię patrzeć na takie małe domowe arcydzieła :) Szaliczek, miltenki, a może sweterek? :)
    Od kilku dni wieje, choć nie jest to wichura, jak w opisywanych wyżej dniach, to wiatr jest przenikliwy i zimny... Przeprosiłam się z zimowym płaszczem i butami...

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)