piątek, 13 listopada 2009

głową w dół

Spotek wyszedł późnym wieczorem.
Nie wrócił wołany o 23.00, nie wrócił wołany o 24.00. Spędził upojną noc listopadową wśród mgły, mokrej trawy i butwiejących liści.
Rankiem kiwał się w półśnie na parapecie okiennym czekając na litościwą duszę, która wstanie nad ranem i go wpuści.
Zanim opowiedział wszystkim nocne przygody, zanim coś zjadł, zanim wlał Hakerowi, który sobie z niego podrwiwał, że głuchy jak go wołają, było już południe. Kocica namówiła go na mały wypad do ogrodu. Ot, na chwilkę, bo sikorki już tak zbeszczelniały, że nic a nic się nie boją kotów za szybą i trzeba im dać nauczkę i przypomnieć kto tu rządzi. Spotek, z zapałkami w oczach, poszedł.
Chwilę potem wszyscy wyszli z domu i kot znów czekał na parapecie.

Więc, jak już udało mu się wrócić do domu, nie był wybredny co do miejsca i pozycji do spania - na krześle, głową w dół, z krzywo zawiniętymi łapami, odsypiał nocne wojaże, dzienną złośliwość losu i bezczelność sikorek.

1 komentarz:

  1. Ech, te kawalerskie życie ;) To pierwsza, upojna, Spotkowa noc na zewnatrz? :)

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)