poniedziałek, 7 grudnia 2009

pan Mate, Samochwała

W zeszłym roku przeczytałam książkę "Pod słońcem Toskanii" F. Mayes i byłam nią zachwycona. Później spotkałam się z opinią, że warto też przeczytać książki Ferenc'a Mate o Toskanii.
Skusiłam się.
Mocno się skusiłam, bo od razu kupiłam zamiast pożyczyć z biblioteki. I jak to mówią "co nagle to po diable".

Zaczęłam czytanie od "Winnicy w Toskanii". I myślę, że jednak nie skończę, mimo, że przebrnęłam z uporem przez ponad 200 stron i do końca zostało mi bardzo niewiele. Ale już nie zdzierżę.
Pan Mate, Węgier, jak to podkreśla przy byle okazji, jest wyjątkowym samochwałą i niestety, nie umie pisać o tym z wdziękiem. Czytając książkę, odnosi się wrażenie, że cała ludzka populacja dzieli się na przyjaciół pana Mate i resztę, którą jest zbiorowisko niewydarzonych palantów. Przyjaciele to osoby wyjątkowe, wysoko postawione, a jeśli akurat nie, to okazują się być świetnymi fachowcami obdarowanymi darem bożym w dziedzinie jaką się akurat zajmują. I wszyscy oni za punkt honoru stawiają sobie pomaganie panu Mate. Bo pan Mate ma marzenie. Chce mieć winnicę i robić wino, więc pół Toskanii staje na głowie, by dostał to co chce.
Pan Mate wiele razy w książce podkreśla, jak to stoi na skraju bankructwa, jak remont, a właściwie restauracja zabytkowego domostwa i zakładanie winnicy wykańczają go finansowo, co nie przeszkadza mu zostawić wszystko na głowie wynajętych ludzi i spędzać sobie kilkutygodniowe urlopy w górach (gdzie następna dobra dusza wynajmuje mu dom, dba o niego i jego rodzinę).
Rozumiem, że pisarz musi koloryzować, że suchy opis remontu to żaden materiał na książkę, ale są granice. Granice dobrego smaku i jakieś hamulce w przechwalaniu się.
Z kart tej książki przebija jedno: "Ja, ja, ja... i jeszcze raz ja."

Żałuję, że zwiedziona zachęcającymi opisami kupiłam od razu dwie części tego czegoś, trzeba było nie kupować, pożyczyć, sprawdzić, znaleźć pół godziny, przysiąść w empiku i przeczytać na miejscu kawałek.

Teraz mam na zbyciu "Winnicę w Toskanii" (czytane raz) i "Wzgórza Toskanii" (nawet nie otwierane) i niezbyt mam pojęcie co z nimi zrobić.
Jacyś chętni? ;)


Dodam tylko, że panu Mate nie udało się jednak obrzydzić mi Toskanii dokumentnie - dalej mam ochotę zobaczyć ten kawałek świata.

2 komentarze:

  1. Gwiazdka się zbliża ;) :P - może komuś w prezencie? (niekoniecznie nielubianemu komuś, bo się może ktoś skusiłby na okładkę, albo tytuł, albo coś jescze)... ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Allegro :) To chyba najlepsze rozwiązanie Wiewióreczko, kupi ktoś, kto też chce przeczytać lub pan Mate nie będzie działał na niego jak płachta na byka ;)

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)