czwartek, 10 grudnia 2009

radość z zakupów

Moja Bibeńka zawsze wita mnie gdy wracam do domu z zakupami.
Czy to przed domem, przy samochodzie, czy też na schodach w domu, kiedy zdejmuję buty, a ona schodzi zaspana z góry. Jeszcze ciepła od snu sprawdza czarnym noskiem co też przyniosłam tym razem.

Idziemy razem do kuchni i tam asystuje mi przy wypakowywaniu toreb. Najlepiej jest, jak postawię je nisko tak, by mogła zajrzeć do każdej. Jeśli się bardziej spieszę i wypakowywuję wszystko na blacie to pytające spojrzenie tak mocno stuka mnie palcem po plecach, że w końcu odwracam się i pokazuję co trzymam akurat w ręku.
- Widzisz, to tylko chleb, ładnie pachnie - podtykam kotce bochenek pod nos.
Wącha bez przekonania.
- Ładnie...??? - spojrzenie pełne wątpliwości.
Potem zgodnie z zasadą, że o gustach się nie dyskutuje, zagaduje o następne rzeczy.

Dziś przyniosłam warzywa z warzywniaka. Reklamówki z tego sklepu mają jakąś magię w sobie - a może tylko zapach selera, który uwielbia jak inne koty walerianę - w każdym razie Delfik dostaje dzikie oko i żąda natychmiastowego przydzielenia jednej z nich do wytarzania się.
Nawet zapach mielonego nie jest w stanie konkurować z tą mieszaniną warzyw i plastiku.
Patrzyłam na stateczną kotkę, dostojną panią w średnim wieku, jak w amoku tarza się po podłodze kuchni z łebkiem wepchniętym w reklamówkę, ściąga ją machaniem pazurzastych łap, wyciera się o nią, przewraca się pokazując cały czarno-biały brzuszek i znów próbuje wcisnąć głowę do środka.
Żadnego zmieszania, żadnego wstydu, nic. Upojenie reklamówką z warzywniaka w pełni...








8 komentarzy:

  1. A ja myślałam, że na punkcie reklamówek to tylko mój kot ma fioła??? O proszę, a jednak nie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaka piękna kocia dama! Wypisz-wymaluj mój Mrówek w wersji kobiecej!
    U nas absolutnie każda reklamówka jest traktowana z takim entuzjazmem, nawet bez selera. Wiek nie jest przeszkodą :)

    OdpowiedzUsuń
  3. :)) - gdy byłam dzieckiem uwielbiałam schodzić do piwnicy po ziemniaki - uwielbiałam ten zapach ziemniaków-ziemi... :) może bym się w nich nie wytarzała, ale Kotkę rozumiem... ;). pozdr.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mój Mikesz też ubóstwia reklamówki, masz kotkę Bibe? Nigdy o niej nie piałaś - jest cudna!

    OdpowiedzUsuń
  5. @ Obsesjo - z moich trzech tylko ona je uwielbia, też myslałam, że to odosobnione upodobanie ;)

    @ Vespo - no tak, elegantka z niej wielka. A jak chodzi po trawie, jeden ubaw, podnosi wysoko nogi jakby była na obcasach. można ją poznać po chodzie z daleka :D

    @ abigail - lubię zapach ziemi, dlatego też uwielbiam się grzebać w ogródku, ale również się w niej nie tarzam :D

    @ Lemurko - Dziękuję w imieniu Kocicy. Pisałam o niej juz tu -> http://wiewiorek.blogspot.com/2009/02/bzibzienka.html ona ma poprostu wiele imion i różnie na nią wołam. Oficjalnie nazywa się Delphi, ale... na ten tydzień wołam na nią Bibi lub Bibeńka stąd to nieporozumienie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowna :D
    Nic dodać nic ująć. Oj znam to reklamówkowe szaleństwo ^^

    OdpowiedzUsuń
  7. Urocze :-) Ja uświadomiłam sobie, że za każdym razem, jak przychodzę do domu z zakupami (czy czymkolwiek w jakiejś reklamówce), to specjalnie stawiam je na ziemi, by koty - jeden po drugim - mogły sprawdzić, co tez nowego i o jakim zapachu, przybyło w domu :-)
    A co do statecznej pani kotki - jakiś czas temu urwałam od butelki po kefirze takie plastikowy paseczek zawijający się w kółeczko, ponieważ koty koleżanki z pracy przepadają za takimi zabawkami, i z zamiarem zaniesienia jej tego paseczka następnego dnia do pracy, położyłam go na stoliku. Gdy już położyłam się spać i zgasiłam światło, nagle coś wskoczyło z impetem na stolik, porwało w zęby paseczek i zaczęło z głośnym tupaniem, podskokami, i nagłymi zmianami kierunku, biegać po całym mieszkaniu - w plastikowym paseczkiem w zębach oczywiście... Usiadłam na łóżku, zapaliłam światło i cóż to widzę... moją panią kotkę Milusińską, patrzącą na mnie ze zdziwieniem i miną "o co chodzi? to przecież wcale nie ja..." ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie jest to samo, w wykonaniu Teofila. Teofil wielbi wszelkie siatki, zarówno foliowe (tu gorzej, bo próbuje je gryźć i międlić w paszczy) i szmaciane, (tu nie ma strachu, bo po prostu do nich włazi albo sie w nich tarza.

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)