niedziela, 10 stycznia 2010

ciasto mlekiem i miodem płynące

Skupiło mnie ciasto, którego przepis znalazłam na bardzo ciekawym blogu żabie kumanie. Już sama nazwa, miodownik, trąciła mi czymś spokojnym, staroświeckim odrobinę, ale przez to na pewno pysznym. Fakt, że na spróbowanie ciasta trzeba poczekać przynajmniej dwa dni też było dla mnie znakiem, że pochodzi ono z czasów przed fastfoodowych.

Zrobiłam więc to ciasto w stylu vintage, ciężkie w swej słodyczy i dostatku smażonych w cukrze i maśle orzechów. Upajające w już w czasie przegotowania - gotując grysik na mleku do masy stałam w ciepłych zapachach miodu wydobywających się z piecyka potęgowanych wonią gorącego mleka. Ciasto mlekiem i miodem płynące.

Przełożone powidłami śliwkowymi (swoimi), których domowy smak podnosił "staroświeckość" ciasta, i masą grysikową leżakowało spokojnie w chłodzie spiżarni do dziś.
Dziś moja cierpliwość skończyła się definitywnie. Uwiedziona zapachem miodu i orzechów oceniłam, że na pewno już ma dość "przegryzania się". Czy to prawda czy nie, ukroiłam kawałek i...
Wiem już, że smak ma równie obłędnie dobry jak zapachy wypełniające kuchnię przy jego pieczeniu. Wiem, że trzeba jeść je wolno, bez pośpiechu, z dobrą gorzką herbatą i ciekawą książką. A za oknem niech powoli pada śnieg.


3 komentarze:

  1. Mmmmm! Wiwiórko, uwielbiam to ciasto, moja cicia je piekła - to jeden ze smaków mojego dzieciństwa, bardzo Ci dziękuję za jego smak i wspomnienie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hi, nice blog and nice pictures. I like it. Keep doing.
    If you want, you can visit my blog.

    Happy new year!! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wygląda baaaardzo apetycznie :) A opis przygotowania i zapachu tylko potęguje chęć spróbowania ;)

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)