wtorek, 9 lutego 2010

fobia i holizm - do wyboru do koloru

Życie i rozsądek zmusiły mnie do zrobienia "ubraniowych" zakupów.
Wprawiwszy się kilkudniowymi medytacjami w stan nirwany wyruszyłam dziś na rajd po sklepach. Szukałam spodni.
Nie będę opisywać jak to było po kolei. Dość, że kupiłam jedną parę, a niesiona na fali wzbogaciłam się również o mięciutki szlafrok w przepysznym, czekoladowym kolorze.
Mimo docenienia urody szlafroczka zakupy sprawiły mi mała przyjemność. Ani chybi jestem zakupofobiczką. Na bank!

Po tym wszystkich, z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku, weszłam do księgarni... Taaak... przeżeglowałam między regałami, zatrzymałam się to tu to tam, odetchnęłam głębiej i... złapałam się na tym, że dopiero tu całe napięcie i nerwy gdzieś zniknęły.

Księgarnia to miejsce, gdzie czuję się pewnie, doskonale wiem co chcę czy czego nie chcę kupić, co mi pasuje a co nie. Przebywanie w tym miejscu jest zawsze przyjemne, nigdy nie wiąże się z dylematami, niechęcią czy niesmakiem. Może to dlatego, że w księgarni nie ma luster?
Czy coś kupiłam? Oczywiście, że tak! Tak w ogóle, to chciałam powiedzieć, że te moje wypowiedzi na temat embarga na kupowanie książek to była jakaś kosmiczna pomyłka. Chyba miałam zaćmienie jak to pisałam ;)

No więc kupiłam następną książkę Doris Lessing "Przed zstąpieniem do piekieł" i Frances Mayes "Bella Toskania", a na deser Jamie'go Oliver'a "Oliver w kuchni" bo miała 50% rabatu i grzech było jej nie wziąć za tą cenę, a poza tym lubię Jamie'go :)

Przyjemność i satysfakcja doznana w momencie, kiedy wychodziła z księgarni dzierżąc w ręku ciężką reklamówkę z książkami kazała mi stwierdzić, że na pewno jestem zakupoholiczką! Na bank!

2 komentarze:

  1. :DDD Wspaniałe zakupy! :D Mam nadzieję, że spodnie i piękny, czekoladowy, mięciutki szlafrok sprawują się dobrze :D A już niedługo upichcisz coś z książki Jamie'go :D Ja zakupofobii nie mam. ;) Zgadzam się ze stwierdzeniem bodaj Marylin Monroe: "Pieniądze szczęścia nie dają - dopiero zakupy" ;P :D

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja mam chyba jednak odwrotnie :-) Mój "holizm" dotyczy wszelkich kolorowych małych przedmiotów, albo kolorowych i błyszczących (błyszczących szczególnie), miękkich, miłych w dotyku. Tak więc z "ciuchlandów" wychodzę z błyskiem zwycięstwa w oczach, z całym naręczem kolorowych ubrań, które nierzadko zdobione są cekinami, haftami i koralikami (z czego część nadaje się tylko do chodzenia po domu, ale ile radości mam z tego), w pasmanteriach ręce aż trzęsą mi się nad wszelkimi kolorowymi zapinkami, guzikami, nitkami, wełenkami i wszelkimi cudami, jakie tam są, i kupić mogę każdą wełenkę lub nitkę tylko dlatego, że ma ładny kolor i jest miła w dotyku (wiedząc, że i tak nie będę miała czasu nic z niej zrobić), a ostatnio zaczęłam kupować kredki na sztuki, po kolei, w zależności, na jaki kolor danego dnia mam nastrój :-))
    Zaś jeśli chodzi o "fobię" - to jednak księgarnia... Chodzę między regałami, chodzę, oglądam okładki, otwieram, czytam to tu, to tam, przeglądam środki, czytam notki na końcu... i wychodzę po godzinie z pustymi rękami i wnioskiem, że "tam nie ma nic dla mnie" ;-)

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)