środa, 24 lutego 2010

popyt na koszyk

Kota polubiła grzać się o płytki w przedpokoju.
Polegiwała na zimnej terakocie przytulając plecki do ciepłego. Dostała tymczasowo koci kocyk, by jej nie ciągnęło po nerkach, aż niedawno wypatrzyłam odpowiedni koszyczek z jednym bokiem niższym.
Koszyczek stanął w miejscu kocyka, wyścielony tym ostatnim, i został zaakceptowany przez Kotę.
Ha! Sukces!

Na drugi dzien okazało się, że sukces przerósł moje oczekiwania , bo koszyczek spodobał się nie tylko Kocie - zastałam w nim Hakera, który grzał sobie stopy i... hmmm... nasadę ogona (jak na obrazku poniżej)



Zagadnięty i uświadomiony, że to koszyk Bzibzieńki rzucił mi spojrzenie mówiące właściwie wszystko, czyż nie?


Wygląda na to, że będę musiała poszukać więcej podobnych koszyków.

7 komentarzy:

  1. O tak..każdy koszyk, pudełko zostaje natychmiast zasiedlone :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ładnie:) mamy tez te same tła, tak zresztą tu trafiłam!pozdrowienia:)

    OdpowiedzUsuń
  3. :)) Rzeczywiście! W tym spojrzeniu jest cała tygrysia natura kota! Wygląda bardzo szlachetnie...!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ależ mina! :D Rzeczywiście wszystkomówiąca ;P :D

    OdpowiedzUsuń
  5. A Bzibzieńka nie pogoniła dzikiego lokatora??

    MumasHab

    OdpowiedzUsuń
  6. Podoba mi się jego mina. Od kotów to czasem można by się uczyć asertywności (i wygodnictwa) ;-) Nie dość, że w koszyczku, to jeszcze przy grzejniku, prawie mu zazdroszczę ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. :-) zupełnie jak mój Teofil.

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)