piątek, 23 kwietnia 2010

żonkile i hałaśnikowa maszyna

Już tylko resztki kataru się mnie trzymają.
W związku z tym, kiedy usłyszałam: "Powinnaś go wywietrzyć, idź wreszcie na dwór", z radością wytachałam do ogródka maszynkę do mielenia gałęzi i w spokoju ducha hałasowałam sąsiadom dobre dwie godziny zamieniając stos badyli na worek trocin.
Fantastyczna zabawa. Poziom hałasu wzrasta proporcjonalnie do średnicy mielonego patyka i przy małej wprawie można uzyskać pewną melodyjność ;)

Potem zrobiłam zdjęcie narcyzom w trawie, a i śnieżnik też się załapał.


A jak jutro będzie pogoda, to będę robić ognisko w taczce :)

1 komentarz:

  1. Te niebieskie śnieżniki są śliczne!!!
    wogóle zdjęcie bardzo mi się podoba, ujmująca, radosna i spokojna jednocześnie kompozycja...:).
    ja dziś nakupowałam różnych nasion jednorocznych (w tym maciejkę!!! - która mi się już marzy od lat i wciąż coś mi przeszkadzało ją kupić, posiać itp.) i będę siać jutro. iglaki też trzeba nawieźć, korę wysypać i trawę odżywić... :). ale takiej maszynki do mielenia patyków to nie mam :(( (no, ale patyków też nie). dobrze, że już katar wietrzyć możesz :).

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)