poniedziałek, 24 maja 2010

irysek, Bzibzieńka i ja

W ogrodzie zakwitł pierwszy irys bródkowy, miniaturka. Urodziwy niezmiernie na całej długości swych 30 centymetrów, rozejrzał się i natychmiast zaczął się wdzięczyć do stokrotek.

Klęczałam przed nim w trawie z aparatem, kładłam się trącając stopami oburzoną jodełkę, zieleniłam sobie kolana i łokcie. Raz po raz zezowałam na słońce przymykając oko i marszcząc nos, bo jakoś mało stabilne było i co rusz naciągało na siebie coraz to inną chmurkę. A ja tu szaleję z przysłoną i czasem migawki aż nikonkowi strzyka w procesorze. Wszystko po to, by złapać na zdjęciu odpowiedni ton głębokiego błękitu w jaki ustroił się irysek.

W końcu natrzaskałam trochę zdjęć i zmęczona wygibasami usiadłam ciężko na trawie.

Poczułam czyjeś spojrzenie. Rozejrzałam się i widzę, że niedaleko ułożyła się w trawie Bzibzieńka i gapi się na mnie. Gapi i nawet nie mrugnie powieką.
- Czernidełko? Co chce Czernidełko? - pytam.
Nic. Ani drgnie. Ani chybi jest w szoku. Może trzeba było nie tarzać się tak przed tym kwiatkiem... może trzeba było najpierw sprawdzić, czy nie podglądają mnie koty?

W desperacji podniosłam aparat i zrobiłam jej zdjęcie...

... i zastanawiam się teraz, czy w jej oczach nie straciłam przypadkiem twarzy przed tym irysem ;)

4 komentarze:

  1. Oj, zdaje się, że rzeczywiście udało Ci się własnego kota przyprawić o lekki szok...Duże osiągnięcie:P A irys prześliczny!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bzibzieńka wyszła prześlicznie na zdjęciu, ale jakoś tak niepodobna do siebie. Może ona myślała, że ten irysek działa na Ciebie tak jak na koty kocimiętka? ;-) A kwiatek bardzo ładny, i kamień za nim, i dalej wygląda tak, jakby był i drugi irys ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bzibzieńka, to jednak kawałek bardzo ładnego kota. :)

    MumakiL

    OdpowiedzUsuń
  4. :):):)chyba tak :)

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)