piątek, 4 czerwca 2010

polowanie na mysz

Haker rozpłaszcza się na wykładzinie i trzepie uchem. Oczy wbite w ofiarę. Wąsy nastroszone. Szybka poprawka ustawienia stóp, moment bezruchu i... skok wprost na mysz.
Mam!
Teraz trzeba podrzucić w górę, przydeptać dwa, trzy razy, bo niepokojąco grzechocze, ugryźć, potrząsnąć trzymając końcem zębów, aż wypadnie z nich i poleci w bok. Wtedy znów przydeptać skacząc na nią z wysoka.
Zimny trup, ale wciąż grzechoce. No to jeszcze raz zatrzepać nią mocno, bardzo mocno.
Upss... ogon się urwał! Nic to, reszta świetnie się nadaje do dalszych działań, ogonem zajmiemy się później. Niech poczeka.

Co prawda, mysz sztuczna, ale przecież jakoś ćwiczyć trzeba ;)

4 komentarze:

  1. Hie, hie co prawda to prawda. Nigdy nie wiadomo kiedy umiejętności się przydadzą. :)

    MumakiL

    OdpowiedzUsuń
  2. :)) Właśnie :). Urwis na przykład niespodziewania dla siebie przetestował na żywo... Opis bardzo plastyczny/dynamiczny :)! Całkiem jak bym widziała Małego Kota.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przydanie się, przydaniem, ale prawdziwy kot musi uprawiać jakiś sport:).

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajny opis, taki krótki, ale sugestywny. Szczególnie spodobał mi się ten grzechoczący zimny trup ;-)) A co do ćwiczenia różnych rzeczy na wszelki wypadek, to i czasem ludzie też tak robią ;-) Co mi przypomniało, że wyszłam z wprawy w strzelaniu... Ech...

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)