piątek, 30 lipca 2010

Attenti al Gatto

Jadąc do Toskanii, tuż po lekturze "Przewodnika subiektywnego" spodziewałam się całych stad kotów. no, może nie stad, ale częstego widoku kotów wygrzewających się na murkach, siedzących w oknach i na schodkach. Rozczarowałam się. Albo koty się chowają w upał i dlatego ich nie widać, albo jest ich jakoś mało.
W rezultacie spotkałam tylko trzy koty, wszystkie na terenie Fattori.

Szylkretowa koteczka przychodziła do nas od pierwszego dnia, dokładnie w porze śniadania i kolacji (jakiś podgląd z kamery miała, czy co? ;) ) Była bardzo miła, ale jednocześnie szalenie czujna i byle szurnięcie nogą powodowało, że kot odskakiwał gotowy do ucieczki. Po pierwszym dni, kiedy dzieliliśmy się z nią ricottą kupowaliśmy jej kocie saszetki.


***

Tego młodego, trójkolorowego kociaka spotkaliśmy tylko dwa razy - raz widziałam go, jak był na wczesnej kolacji u jakiejś rodziny mieszkającej w pobliżu basenu, a drugi raz w czasie wieczornego spaceru. Wyraźnie każdy z kotów miał swój rewir i nie odwiedzały się wzajemnie.


***

Rudego kocura spotkaliśmy w czasie wędrówki po dolinie, patrolował winnicę. Na nasz widok spokojnie podążył ku drodze, obejrzał i obwąchał nas dokładnie, dał się pogłaskać i poszedł w swoją stronę.



ps. jutro wyjeżdżam na cały tydzień, więc dalsze części Dziennika Podróży opublikuję po powrocie. Trzymajcie się :)))

6 komentarzy:

  1. Tabliczka świetna!! :D A szylkretowa kotka urocza, najpiękniejsza ze wszystkich spotkanych ;D Dobrze, że byliście w jej rewirze ^ ^

    OdpowiedzUsuń
  2. Przewodnik po kotach Toskanii ^^

    Ja też na pierwszym miejscu umieściłabym szylkretową kocicę, ale pozostałe 2 razem na drugim miejscu :)

    Miłego odpoczynkowania się :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne, piękne :)! Koty i miejsca :).

    OdpowiedzUsuń
  4. Urocze kocie rudości :-) Ja słyszałam, że stada kotów to wylegują się i dają się podziwiać w Rzymie :-) Może toskańskie koty są bardziej dzikie i chodzą swoimi ścieżkami ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. O tych w Rzymie to słyszałam, że gnieżdżą się głównie w Koloseum, ale to było ładnych kilka lat temu i może teraz ich już tam nie ma.

    tez sobie tłumacze, że toskańskie niezbyt lubiły się pokazywać, zwłaszcza w taki koszmarny upał, a wieczorami i rankami nie było nas tam, gdzie one chodziły ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bo to tak naprawdę jest Kotoseum :-D

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)