piątek, 27 sierpnia 2010

z dziennika podróży - dzień wileński

Wilno.
Kiedy dziś próbuję przypomnieć sobie coś z tego wyjazdu, w głowie mam tylko strzępki i migawki. Pół dni to mało na tak duże miasto, mało, by poczuć jego atmosferę i zapragnąć poznać je lepiej.
Pierwszy duży obiektem na jaki spotkaliśmy była katedra p.w. Św. Stanisława. Duzy obiekt o kremowo białych ścianach z portykiem potężnych kolumn od frontu.

ktoś pomiędzy kolumnami portyku

Portyk posiada bardzo ładne sklepienie beczkowe, ozdobione kasetonami z rozetami.

Jedna z kaplic katedry, na prawo od głównego ołtarza, to kaplica Jagiellonów. Zwieńczona jasną kopułą jest miejscem pochówku króla Aleksandra, królowych Elżbiety Habsburżanki i Barbary Radziwiłówny, oraz serca Władysława IV Wazy.



Dalej szliśmy ulicami Wilna ku Staremu Miastu.

ulica vis a vis katedry Św. Stanisława


uliczka prowadząca na Starówkę


jedna z uliczek Starówki


wąziutka boczna uliczka


młody człowiek rysujący z natury

Widziałam także dom, z którego wyjechał Adam Mickiewicz na zesłanie na Syberię. Upamiętniająca to wydarzenie tablica, jest dwujęzyczna.


Spotkałam Żyda tańczącego na drabinie w jednym z zaułków.

Na koniec obejrzeliśmy kościół Św. Anny. Średniowieczny, w stylu płomienistego, późnego gotyku, z fasadą pełna strzelistych linii, maswerków i sterczyn.



A na drzwiach kościoła, na klamce, przysiadł niewielki diabeł.

2 komentarze:

  1. Niewątpliwie warto by było pojechać tam na dłużej. W ogóle pojeździć po krajach bałtyckich. :)

    Pozdrawiam

    MumakiL

    OdpowiedzUsuń
  2. Super jest to zdjęcie podpisane "wąziutka boczna uliczka". Niesamowicie to wygląda, jak na ścianie jednego budynku odbija się światło czterech innych okien - wygląda to dziwnie, magicznie, jakby to były rzeczywiście jakieś magiczne okna w murze.

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)