niedziela, 12 grudnia 2010

Pani Tycia Myszka - odsłona druga

Pani Tycia Myszka powstała już w połowie.
Zrobiłam wszystkie krzyzyki, pozostały backstitch'e, znaczy wszelkie "kreseczki" by obrazek nabrał ostatecznych kształtów.
Obecnie prezentuje się tak:

Już coś widać, nie tak jak poprzednim zdjęciu, gdzie trudno było dopatrzyć się czegokolwiek ;)


Za oknem cos na granicy odwilży, ale pada śnieg nie deszcz. dobre i to, bo chlapa pośniegowa jest paskudna.
W ogrodzie biało, całkiem urokliwie ;)

6 komentarzy:

  1. Wiewiórko! Ślicznie Ci wyszła, ta myszka, ja jakieś dwa lata temu zaczęłam robić żonkile i do tej pory nie skończyłam, jakoś zapał mi zgasł, choć spora część już jest zrobiona. Wytrwała jesteś ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. misterna robótka...ja nie mam już precyzji i cierpliwości ..tylko grube druty i gruba włóczka. szybko widać efekty i.... druty i włóczkę :D :D
    u mnie deszczyk pada , pozdrawiam ...Tyci Myszkę również :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nathalien - witam na blogu, miło mi, że do mnie zajrzałaś :)
    Ten maleńki haft nie wymaga dużo wytrwałości ;) Co do innych haftów, które robiłam, to czasem leżakowały i po dwa lub trzy lata, zanim je skończyłam.
    Mam nadzieje, że któregoś dnia wena Ci wróci i raz-dwa dokończysz swoje żonkile :)

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Di - kiedyś już pisałam, ze lubię takie dłubaniny, milimetrowe ściegi i 100-kawałkowe puzzle ;)
    Ale lubię tez, kiedy szybko przybywa robótki :D

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiewiórko, ja też mam nadzieję, że kiedyś skończę, ale mam dość dużą wadę wzroku i szybko przy takich rzeczach męczą mi się oczy, jeśli chodzi o druty czy szydełkowanie to już mniej i rzeczywiście jak pisze Di szybciej przybywa zrobionego dzieła :) Zajrzałam, bo zaciekawiła mnie "Tyci Myszka" i już będę zaglądać :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale Tobie ta robótka szybko idzie, Wiewiórko... Już chyba wiem dlaczego ;-) po prostu zamiast siedzieć w każdej wolnej chwili przed komputerem (jak ja to właśnie robię), Ty wyszywasz... No i dlatego widać tego efekty.

    Mi trudno się oderwać od tego pożeracza czasu, bo właśnie kilka dni temu odkryłam stronę, z której pobrać można kilkadziesiąt programów telewizyjnych, w których Gackto wziął udział od 2001 roku do teraz. A to nie jest takie proste znaleźć nagle miejsce na tyle gigabajtów. Więc porządkuję, ściągam pliki, zgrywam na płyty (w dwóch kopiach, tak na wszelki wypadek), opisuję, co z którego roku... Nic dziwnego w sumie, że mi te robótki nie idą ;-)

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)