środa, 5 stycznia 2011

Zimowa Ostoja - początek

Haft przestał być zbiorem rozsianych bezsensownie krzyżyków i zaczyna nabierać powolutku jakiegoś sensu. Mogę więc pokazać nad czym ślęczę (nie bez przyjemności) lecząc przeziębienie, które przyplątało się ostatnio.

Na zdjęciu widać jak ma obrazek wyglądać po skończeniu, a na dole jest ten kawałek, jaki już wydłubałam. Jakby ktoś miał problemy z rozpoznaniem na jakim etapie jestem, to wydłubany fragment to część chaszczy ponad leżącą gęsią :D
Po skończeniu obrazek ma mieć wymiary 40x31 cm, więc całkiem spory. Kanwa to aida 18, więc krzyżyki są właściwie milimetrowe - bardzo lubię taką dłubaninę. Kolorów jest dużo, głównie wyszywam dwoma nitkami, używane są kolotry czyste i kolory mieszane ( np. jedna nitka koloru khaki, druga jasne złoto), krzyżyki i półkrzyżyki. Dla ułatwienia sobie znalezienia się w schemacie naniosłam na kanwę linie pomocnicze co dziesięć nitek, specjalną kredką do haftów, spieralną.
Mam nadzieję, że po skończeniu warto będzie całość oprawić i powiesić na ścianę.
W tle na zdjęciu widać schemat haftu.


8 komentarzy:

  1. Uuuuuuuuu, to znaczy że najpierw trzeba przerysować wzór z obrazka na papier milimetrowy i potem wyszywać licząc??? Raz w życiu wyszywałam na kupnym kawałku kanwy z obrazkiem jakichś kwiatków ale dobrze tego nie wspominam.
    Matko, toż to straszna praca....

    OdpowiedzUsuń
  2. Maryno - nie jest tak źle, nie trzeba przerysowywać obrazka na papier milimetrowy. Schemat jest dołączony do zestawu, już gotowy, jest też dostateczna ilość nitek w każdym kolorze, dwie igły i opis jak się zabrać do tego wszystkiego. Fakt, że żaden z użytych w opisach języków nie jest polskim, ale to już mniejszy kłopot ;)
    Przy haftowaniu, owszem, trzeba liczyć - stąd nazwa "haft krzyżykowy liczony" w odróżnieniu od haftu krzyżykowego na gotowej, barwionej kanwie, gdzie cały obrazek jest nadrukowany i trzeba tylko zakryć farbę odpowiednim kolorem nitki. Ja nie lubię tych drukowanych na kanwie obrazków, wolę haft liczony :) Wzory opracowane na haft liczony są bardziej skomplikowane, trochę trudniejsze w wykonaniu, ale efekt jest o wiele ładniejszy. Nie haftuję dużo, czasem robótka ciągnie się ponad rok, więc wolę się "pomęczyć" z drobnica i liczeniem, ale potem mieć coś ciekawego w efekcie :)

    Co do "strasznej pracy" to ja za to uważam, że równiuteńkie zszywanie małych szmatek tak, by się nie pomarszczyły na skosach, pasowały do siebie i jeszcze tworzyły wzór to dopiero jest ciężka praca ;) nie mówić już o doliczeniu się ile zapasu i z której strony mają mieć te szmatki by szwy wypadły równo... od samego wyobrażania sobie rozjeżdża mi się mózg ;) :D

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. zbladłam, dostałam niepokoju na samą myśl,o takim haftowaniu :O ale jak lubisz, to efekt końcowy ucieszy oczy :) powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  4. :) Tak to juz jest, Wiewiórku drogi, że to, co robic umiemy wydaje nam sie ławe i proste. I dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ojej juz mi sie podoba! Piekny! A moja mama obiecala mi, ze jak skoncze studia to mi wyhaftuje Stanczyka krzyzykami.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja niby wiem, jak wygląda taka praca, ale i tak, jak widzę ten Twój schemat i wielkość tej robótki i te maciupeńkie krzyżyki, to aż mnie mrowi z nogach z braku cierpliwości ;-)) Nie miałabym cierpliwości do haftowania takiego obrazu.

    A w tym komentarzu, który mi zeżarło, pisałam, że wczoraj powiększyłam sobie w mieszkaniu przestrzeń życiową: odkręciłam drzwi od szafy wnękowej, wymalowałam ją wewnątrz na cynobrowo i brązowo, i urządziłam ją po japońsku. Czyli zebrałam wszystkie japońskie rzeczy, które gdzie indziej nie pasowały (bo przecież mieszkanie jest elfickie), i umieściłam w tej szafie: mam tam więc książki japońskie, alkohole, różne drobiazgi, gazety z Gackto, filmy, mangi itp. :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wygląda imponująco w powiększeniu- w sensie pracy i cierpliwości :D Nieodmiennie podziwiam, bo mnie by się nie chciało ^ ^
    Kuruj się Wiewiórko :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Też podziwiam. Jako płazowi niecierpkowi (znaczy niecierpliwemu)i nie mającemu talentu do dłubania tudzież robótek ręcznych tez mi się zwoje w mózgu żabim prostują na samą myśl, ze mogłabym myśleć jak się to robi. Ale efekty końcowe podziwiam niezmiennie i wielce. I kuruj się, wiewióreczko skutecznie, niech Cię koty ogrzewają:)I reszta rodziny też.

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)